Ślęża (cz. I)

 

Są w Polsce miejsca, w których pojawienie się niebiańskich wysłanników przeszło do historii. Ma to wyraz w opowieściach okolicznych mieszkańców, w spisanych legendach, ustnych przypowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, wyjątkowych rzeźbach czy obrazach. Ślady anielskiej obecności (na którą czasem nie ma ani dowodów, ani świadków, a jedynie wewnętrzne przekonanie ludzi) zostały w jakiś sposób utrwalone i dziś możemy wędrować tym szczególnym traktem, gdzie w przemijającą ziemską przestrzeń wkroczyli skrzydlaci przyjaciele z wieczności. Śledząc ślady anielskiej działalności na Ziemi, wyruszamy w podróż szczególną, w której efemeryczność miejsc styka się z nieprzemijającą obecnością i gdzie przy końcu każdej wędrówki dotkniemy nieskończoności. Będzie to podróż wyjątkowa pod wieloma względami. Zajrzymy do zakątków, które upodobali sobie niebiańscy Bracia. Wkroczymy w przestrzenie, gdzie słychać trzepot anielskich skrzydeł i dotkniemy tajemnicy niezwykłego posłannictwa, które nakazuje mieszkańcom nieba przybywać na Ziemię. A ta, po ich wizycie, nie jest już nigdy taka sama. Nawet jeśli wizyta miała ściśle lokalny charakter, to pewien wycinek świata został już na zawsze zmieniony. Przyjrzymy się zatem naszej przemijalności, w którą wkroczyły anioły. Zapraszam do wędrówki śladami tych wspaniałych stworzeń. Niech one same będą naszymi przewodnikami. W drogę…

***

Góra Ślęża zawsze była spowita obłokami tajemniczości. Jej mistyczny charakter podkreślają dodatkowo gęste chmury przysłaniające często szczyt. Do dziś nieomylnym znakiem obfitych opadów jest zasłonięty przez obłoki wierzchołek Świętej Góry Słowian. Jej wzniesienie jest początkiem pasma Sudetów. Dziś przybywają tu licznie mieszkańcy oddalonego o około 40 km Wrocławia, szukając kontaktu z przyrodą i chwilowego wytchnienia od wielkomiejskiego hałasu. Wędrówka w górę najłatwiejszym żółtym szlakiem zajmuje około 1,5 godziny. Ale inne ścieżki prowadzące na szczyt mogą stanowić już prawdziwe wyzwanie. Trzeba bowiem zmierzyć się z licznymi głazami, którymi dosłownie naszpikowane są zbocza Śląskiego Olimpu. I właśnie wędrując między skalnymi występami, wkraczamy w legendarny świat, który przed wieloma wiekami stał się polem bitwy aniołów z diabłami.

Te ostatnie, zazdrosne o stworzenie przez Pana Boga urodzajnej śląskiej ziemi, postanowiły zasypać ją skałami. Miały jednak niewiele czasu – od wiosennego zrównania dnia z nocą do Nocy Świętojańskiej. Nie tracąc więc ani chwili, zaczęły na śląską ziemię przynosić skalne bloki, z których powstały Sudety, z najwyższym szczytem – Śnieżką. Czas jednak uciekał szybko, a diabły poczuły się trochę zmęczone. Kolejne wzgórza były więc mniej starannie dopracowane i znacznie niższe. Noc Świętojańska wyznaczająca kres pracy czartów skłoniła je do pośpiesznego usypania jeszcze kilku małych kopców na Przedgórzu. Powstały one w pobliżu jedynego na ziemi wejścia do piekieł. Diabły postanowiły odpocząć po długiej i jak się okazało męczącej pracy i przysiadły na Raduni. Właśnie wtedy, zupełnie niespodziewanie zaatakowały je zastępy aniołów ze św. Michałem na czele. Rozpoczęła się prawdziwa wojna między siłami dobra i zła. Do walki wykorzystano bloki skalne, które jednak okazywały się zbyt ciężkie, by dolecieć do celu. Spadały więc w połowie drogi, zasypując wejście do diabelskiej siedziby. Właśnie w ten sposób powstała dzisiejsza Ślęża. Zdenerwowany Lucyfer gdy zobaczył, co się stało, rzucił w kierunku anielskich zastępów kilka skał, tworząc jednocześnie niewielkie wzniesienia, m.in. Wieżycę. Nie wyrządził jednak skrzydlatym duchom żadnej krzywdy, co rozwścieczyło go do tego stopnia, że z całej siły tupnął kopytem, rozsuwając ziemię. Wtedy właśnie powstała Przełęcz Tąpadła oddzielająca Ślężę od Raduni. Legenda podkreśla, że od tamtej pory Ślęża jest celem, na który czarty zsyłają pioruny z nadzieją, że któryś z nich wreszcie odsłoni wejście do ich siedziby. To akurat znajduje odzwierciedlenie w atmosferycznych obserwacjach okolicy. Jest to miejsce o szczególnym nasileniu opadów, a nad samym szczytem rzeczywiście często szaleją burze.

Turystów nie zniechęcają jednak atmosferyczne statystyki. A może powodem ich obecności jest piękna przyroda i inne atrakcje terenu. Ponad 20 lat temu utworzono tutaj Ślężański Park Krajobrazowy. Jego zalesione tereny liczą 8 ha. To prawdziwe skupisko niezwykłych okazów flory i fauny. Do tych pierwszych zalicza się lilie, mieczyki błotne, różę francuską, ziemowit jesienny. Latem uwagę (i zmysł smaku w szczególności) przyciągają leśne polanki pełne jagód, pachnących malin i jeżyn. Na ścieżkach prowadzących do owocowych skarbców można także spotkać gronostaja, kunę, zwinną wiewiórkę czy całe stadko saren lub dzików. Nad głowami natomiast bez ustanku odbywa się ptasi koncert przy szczególnym udziale sójek okraszonych niebieskimi piórkami, sikor, kosów, pliszek i wielu innych skrzydlatych przybyszy. A jeśli zmęczy nas piesza wędrówka, zawsze możemy odpocząć przy jednym z licznych strumyków kojących nerwy delikatnym szumem wody. Są one także siedliskiem traszek i rzekotek. Jednym słowem przyroda Ślężańskiego Parku Krajobrazowego nawiązuje do opisów rajskiego ogrodu i może właśnie dlatego aniołowie tak dzielnie walczyli o ten teren.

Tekst Grzegorz Sokołowski

 

Artykuł pojawił się w Któż jak Bóg 1/2010