Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych…, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza… Biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie (Mt 18,6-7).

 

Nakazywanie grzechu to wykorzystywanie swojej władzy nad drugim człowiekiem, w celu zmuszenia go do grzechu. Nakazywać grzech to kazać, zmuszać, wymuszać szantażem, karą, groźbą, przemocą, używając swojej władzy kierowniczej, zawodowej, rodzicielskiej, liderskiej lub innego przełożeństwa, czy posiadania informacji o kimś, którą to władzę wykorzystuje się do wymuszenia na człowieku, by uczynił konkretne zło, grzech. Tu człowiek i zły duch działają zwykle przez wywoływany lęk; i ten ogromnie silny lęk, jaki czuje człowiek zmuszany, popycha go do popełnienia wymuszanego grzechu.

 

Żerując na lęku

Dawid, któremu nie udało się zatuszować związku z Batszebą, wysłał do wodza Uriasza list z poleceniem, aby ten umieścił Uriasza w takim miejscu bitwy, by Uriasz zginął (2 Sm 11, 2-27). Swoją władzę nad drugim człowiekiem można niestety wykorzystać do zła, np. zabronić komuś zrobienie czegoś dobrego, bo się go nie lubi; chcieć kogoś zniszczyć i wykorzystywać swoją władzę nad nim (przełożeństwo w pracy, znajomości, itd.) lub nad innymi, żeby zniszczyć tego człowieka osobiście lub za pośrednictwem swoich podwładnych. Kiedy np. wiceprezes postrzega swego pracownika jako konkurencję, gdyż ten wręcz biegnie po szczeblach kariery, stara się wykorzystać swoją władzę nad innymi jego przełożonymi (np. dyrektorami i kierownikami), i pod groźbą zwolnienia ich, (może nawet zwolnienia dyscyplinarnego ze słowami „sprawię, że już nikt Cię w tej branży nie zatrudni”) zmusza ich do oczerniania podwładnego, do uznawania jego dobrze wykonanej pracy za złą, do mówienia, że nie wykonał jakiegoś (zatajonego przed nim) polecenia, itd. W ten sposób zastraszeni pracownicy przyczyniają się do zniszczenia czyichś planów i marzeń, ponieważ boją się o siebie samych. Takie nakazywanie grzechu, w którym wykorzystuje się swoją władzę nad kimś, jest jedną z najobrzydliwszych form zmuszania drugiego człowieka do grzechu, bo ten drugi może co prawda nie zgodzić się, ale lęk o siebie zwykle wygrywa. I takiemu nakazowi trudniej jest sprzeciwić się, niż wtedy, gdy ma się do czynienia z jawnym szantażem, i trudniej (jeśli dość sił), niż wtedy, gdy ktoś próbuje wywrzeć przymus fizyczny.

 

Toksyczne znajomości

Gdy Piłat chciał uwolnić Jezusa, Żydzi zawołali: „Jeśli Go nie ukrzyżujesz, powiemy, że nie jesteś przyjacielem Cezara” (J 19, 12). Szantaż jest formą wymuszania na drugim swojej woli, opartą na zasadzie „jeśli nie zrobisz tego co mówię, to ujawnię twój sekret, którego ujawnienia się obawiasz” albo „zniszczę ci opinię”, albo „pobiję cię”, albo „powiem wszystkim, że jesteś nienormalny”, albo „wrobię cię w coś nielegalnego” itd. Odmianą szantażu jest szantaż emocjonalny, czyli „masz tak zrobić albo koniec naszej współpracy”, „masz to zrobić, albo koniec naszej przyjaźni”, itp. Szantaż emocjonalny bazuje na tym, że jeden człowiek uważa, że nie może żyć bez akceptacji, opieki, miłości, itp. tego drugiego, który dostrzega to i wykorzystuje, aby ten pierwszy robił wszystko, co szantażysta mu zleci. Szantaż emocjonalny pojawia się też często w tzw. toksycznych związkach, kiedy jedna osoba nie kocha drugiej, lecz jest z nią (w małżeństwie, narzeczeństwie, koleżeństwie) tylko po to, by móc ją wykorzystywać. Szantaż wymusza coś na drugim człowieku, bazując przede wszystkim na strachu, pod wpływem którego szantażowana osoba robi to, czego oczekuje szantażysta, i często są to grzechy, np. podpisanie fałszywej umowy, seks (zgoda na molestowanie w pracy czy pedofilię zwykle wynika ze strachu w wyniku jakiegoś szantażu), kradzież (gdy szantażysta chce pieniędzy, których szantażowany nie posiada), itp. Szantaż działa na osobę szantażowaną bardzo silnie i zmusza ją do wielu rzeczy, czasami wikłając człowieka w sieć kolejnych grzechów, tym bardziej, że szantażysta niejednokrotnie chce wciąż więcej.

 

Jak rodzi się mini-holocaust?

„Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi, sami nie wchodzicie, i innym zabraniacie wejść” (Mt 23, 13). Nakazywanie grzechu ma miejsce tam, gdzie jeden człowiek ma władzę nad drugim, prawdziwą lub wyimaginowaną w oczach tego drugiego, co ma miejsce m.in. w sektach. Jedną z cech wyróżniających sekty jako grupy destrukcyjne jest to, że lider decyduje o wszystkim, trzeba go o wszystko pytać, wymusza na innych wykonywanie poleceń mocą posiadanego autorytetu, grubiaństwem, szantażem lub przemocą. W sektach, i innych grupach, osoba z autorytetem (lider) namawia np. do uderzenia nieposłusznego członka grupy; pozostali członkowie może najpierw wahają się, ale samemu nie chcąc być ukaranymi (w taki czy inny sposób) uderzają, najpierw raz. Lider namawia do kontynuacji. I członkowie grupy, w obliczu konfliktu posłuszeństwo czy moralność, słuchają lidera (osoby uważanej przez nich za eksperta w danej kwestii). Jeśli lider ten nakłania do agresji, grzechu, członkowie grupy zwykle traktują go jako źródło informacji o tym, jak należy postępować. I w efekcie powstają nawet eks­tremalnie antyspołeczne zachowania, destrukcyjny konformizm, jakiś mini-holocaust. Przywódcy niebezpiecznych sekt i innych grup destrukcyjnych, wykorzystując posłuszeństwo autorytetowi, wymuszają różne, nieraz przerażające zachowania swoich członków, jak np. u satanistów, gdzie kolejne próby adeptów to kolejne przestępstwa, włącznie z morderstwami. Członkowie grupy zmuszani są np. do odgryzienia głowy chomika, zbiorowego samobójstwa, i wielu innych grzesznych i antyspołecznych zachowań.

 

Odwaga potrzebna od zaraz

Lekarstwem, by nie nakazywać grzechu, jest po prostu tego nie robić, nie wykorzystywać swojej władzy nad drugim człowiekiem, aby wymusić na nim coś złego, jakiś grzech. A co robić, by nie ulec nakazowi? Dobrze jest uświadomić sobie, że nikt nie może przemocą wtrącić innego człowieka do piekła, że człowiek zawsze ma jakiś wybór. Dlatego nawet szantaż i inne formy nakazywania grzechu nie zwalniają całkowicie drugiej osoby od winy, choć wina ta może być bardzo zmniejszona przez okoliczności wywierania przymusu, zmuszania, np. wina Piłata nie znikła w wyniku szantażu, choć większą winę ponosił lud (J 19, 11). Być może jest tak, jak twierdzą niektórzy, że czasem wina może być tylko po stronie jednej osoby; być może. Jednakże zawsze należy zadać sobie pytanie: „Czy zrobiłem absolutnie wszystko, by się sprzeciwić?”. Czasem potrzeba ogromnej odwagi, by nie ulec szantażowi, ale jest to możliwe. Czasem potrzeba wręcz heroizmu, by stanąć w obronie zasad moralnych, ale można. Można zaufać Bogu i powiedzieć: „nie”. Łatwo jest powiedzieć, że „on mnie zmusił”, „ona mnie zmusiła”, ale czy ja zrobiłem wszystko co mogłem, żeby nie zgrzeszyć? Zaskakująco często okazuje się, że można było grzechowi zapobiec. W wypadku szantażu można spróbować samemu wyjawić to, czego ujawnieniem grozi szantażysta, tłumacząc swoje racje; jeśli ktoś kocha, to powinien zrozumieć. Z psychomanipulacji uwolnić jest się bardzo trudno, ponieważ działa ona niejako poza bezpośrednią świadomością, że jest się wykorzystywanym, dlatego członkowie sekt i innych grup destrukcyjnych, a także osoby trwające w toksycznych związkach potrzebują pomocy bliskich, Kościoła, a czasem także terapii. Kiedy człowiek w pewnym momencie życia uświadomi sobie jak został zmuszony do grzechów przez manipulację, ma ogromne wyrzuty sumienia. Trzeba pozwolić mu swój ból przeżyć, nie przez wmawianie, że niby nic się nie stało, udawanie, że nie zawinił, ani przez potępienie go, lecz przez umożliwienie mu zadośćuczynienia Bogu i naprawy swojego życia. Tak można pomóc człowiekowi w sposób prawdziwy i trwały, i dojść do punktu, w którym już naprawdę można powiedzieć: „Nie szkodzi”. Kiedy ktoś wymusza na mnie grzech, to jest ten moment, kiedy Bóg oczekuje, że powiem „Nie!”, ufając, że Bóg wyrwie mnie z rąk moich nieprzyjaciół (Łk 1, 71; Ps 56 [55]).

 

Anna M. Noworol OV

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2019. Zapraszamy do lektury!