Michałowa skrzynka pocztowa

Kochane Dzieciaki.

Mała Magda rysując krzyż, zawsze na nim umieszczała serce. Zapytana dlaczego nie maluje Pana Jezusa, odpowiadała z uśmiechem: „Ale to jest Pan Jezus!”. No jasne! Znamy przecież te słowa: „Bóg jest Miłością”, a miłość kojarzy nam się właśnie z sercem.

Wiele pięknych słów dotyczących serca znajdziemy w Piśmie Świętym – spróbujcie zrobić sobie taką „zabawę w poszukiwanie”. Jest tam mowa o sercu zbłąkanym, sercu kamiennym, sercu z ciała, sercu odważnym, skruszonym, zatwardziałym, pokornym itd. Właśnie te miejsca pokazują nam, jakie powinno być (i jakie być nie powinno) nasze serce.

Wielu ludzi wie doskonale jak zadbać o ciało, by było piękne, sprawne, mocne i… wciąż młode, młode i młode. Jak grzyby po deszczu wyrastają gabinety odnowy biologicznej, solaria (oj, lepiej nie!), siłownie… A tak często zapomina się o własnym sercu. A przecież ono też potrzebuje naszej troski. Jak więc zadbać o serce, czyli naszą miłość? Czy posłać je do najlepszej kliniki świata?

  Nie! Bo nawet najlepszy specjalista nie sprawi, by nasze serce było radosne, pokorne, skruszone, odważne… Gdzie więc szukać ratunku dla serducha? Popatrzcie na krzyż, to szybko zrozumiecie! Jezus jest najlepszym kardiologiem – tylko On może je uleczyć.

  Dobry to czas, Wielki Post, by zadbać o swe serce, by ćwiczyć je w dobrym. Żeby potem mogło radośnie zaśpiewać: Alleluja! Zmartwychwstał Pan!

  I tego radosnego Alleluja w sercu – nie tylko we Wielkanoc – Wam życzę.

 

Lucylla Artwik, michalitka

 

 

List zza „wielkiej wody”

            Z radością chcę podzielić się z Wami listem, jaki otrzymałam z Yonkers. Cieszę się, że mam tam nowych Przyjaciół, których bardzo, bardzo serdecznie pozdrawiam.

 

Anioły z Yonkers

Serdeczne pozdrowienia dla Czytelników i Redakcji dwumiesięcznika „Któż jak Bóg” przesyłają uczniowie, rodzice i grono pedagogiczne z Polskiej Szkoły Dokształcającej im. M. Konopnickiej w Yonkers (archidiecezja Nowy Jork).

Droga Siostro Lucyllo, pragniemy przekazać radosną wiadomość o zorganizowanym w naszej szkole konkursie pt. „Mój Anioł Stróż”. Dzieci miały w nim za zadanie stworzyć rysunek lub figurę Anioła Stróża. W konkursie wzięło udział szesnastu uczniów, którzy wykonali wspaniałe anioły. Dzieci przy tworzeniu niebiańskich duchów wykorzystały rożne materiały (m.in. papier, wosk, tkaninę, szyszki, drut).

– Ja namalowałam anioła z mandoliną – mówi Leah Mionne (7 lat, druga od lewej na zdjęciu) – Moja praca to olej na płótnie. Od czwartego roku życia uczęszczam na zajęcia plastyczne, prowadzone przez artystkę Nancy Langellę z Hartsdale. Bardzo lubię malować, dlatego wzięłam udział w konkursie plastycznym zorganizowanym w naszej Polskiej Szkole. Z wielką radością namalowałam obraz anioła. Wzorowałam się na obrazku, który dostałam od mojej mamy. Cieszę się, że ten anioł podoba się również innym osobom.

 – Głównym celem nauczania w naszej szkole jest nauka języka polskiego i pielęgnowanie kultury oraz tradycji wśród polskich emigrantów – wyjaśnia dyrektor szkoły Alina Gauza – Chcemy, aby nasze dzieci, wzrastające w społeczeństwie amerykańskim, poznawały również bogactwo kultury polskiej. Duży nacisk kładziemy na naukę mówienia, pisania, czytania oraz na poznanie podstawowych wiadomości z historii i geografii Polski. Szkoła posiada pracownię komputerową, z której korzystają nasi uczniowie ucząc się języka polskiego. Nasza placówka współpracuje z Westchester Pulaski Association i kościołem Świętego Kazimierza w Yonkers. Przygotowujemy dzieci do różnych występów w szkole i na terenie powiatu Westchester. Tradycją szkoły są Jasełka wystawiane w naszym kościele i Koncert Kolęd w Polskim Domu Narodowym w Yonkers, a także występy uczniów na innych uroczystościach religijnych i patriotycznych. Uczniowie (przy pomocy rodziców) zawsze z dużym entuzjazmem biorą udział w konkursach organizowanych w szkole.

– Pamiętam z lat dziecinnych obrazek, który wisiał na ścianie w moim rodzinnym domu – wspomina Elżbieta Łepkowska – Był to Anioł Stróż chroniący dzieci, które przechodziły przez kładkę. Pamiętam też pierwszą modlitwę do Anioła Stróża, której nauczyła mnie mama – Janina. Wiem, że nasi Aniołowie są uczynni i śpieszą nam z pomocą, tylko bardzo gorąco musimy im przekazać swoje prośby, myśli i pragnienia. Wierzę, że Anioł Stróż miał również swój udział w rysunku mojej wnuczki, Ady (czwarta od lewej na zdjęciu). Miesiąc temu pojechałam odwiedzić moich znajomych na Queensie (dzielnica Nowego Jorku), Katharine i Diane. W ich domu zobaczyłam obrazek małego aniołka, który był umieszczony w oknie. Anioł trzymał w swoich dłoniach trąbkę. Miałam wrażenie, jakbym słyszała anielską melodię wydobywającą się z tego instrumentu. Wtedy przyszła mi do głowy myśl by namalować takiego samego anioła. Upłynęło jednak kilka dni, a ja zwlekałam z rysowaniem. Aż pewnego dnia, moja córka Edyta (mama Adrianny), zwróciła się z prośbą o pomoc przy wykonaniu aniołka na konkurs zorganizowany w Szkole Polskiej. Już wtedy wiedziałam, że będzie to ten, którego widziałam u moich znajomych. W jednej minucie naszkicowałam małego anioła, którego rodzina zaakceptowała. Wszystkim się bardzo podobał. Chwilę później naszkicowałam większego anioła, a Ada sama dobrała kolory i przepięknie go pomalowała. Tak jest historia anioła grającego na trąbce, który teraz znajduje wśród innych aniołów wykonanych przez dzieci.

Osoby podziwiające wykonane przez uczniów prace stwierdzają, że jest wielką radością uczestniczyć w zmaganiach dzieci, patrzeć na ich zaangażowanie, wytrwałość i szczęście z docenionego wysiłku. Przyjęte przez komisję konkursową kryteria oceniania, w których brano pod uwagę pomysłowość, estetykę wykonania oraz pracochłonność, pozwoliły nagrodzić za wykonanie anioła każdego ucznia. Prace wykonane przez uczniów będzie można oglądać w kościele pod wezwaniem św. Kazimierza Królewicza, gdzie posługują zakonnicy paulińscy.

 

Michał Czyżewski OSPPE

 

Duchowy podwieczorek

Myszka i wieki lama

  Pośrodku świata leży Azja, a w sercu Azji znajduje się wielki kraj Bod Yul, który cudzoziemcy nazywają Tybetem. W sercu Bod Yulu są najwyższe góry świata – Himalaje, „Dach świata”.

  W tych właśnie górach żył wielki lama, bardzo, bardzo mądry, bardzo sprawiedliwy i bardzo dobry. Pewnej mroźnej nocy zimowej lama znalazł na progu drzwi myszkę, skostniałą i ledwie żywą z zimna. Lama podniósł myszkę i zaczął chuchać na nią, by ją ogrzać. Przygotował miseczkę mleka i kluseczki z mąki.

  Rozgrzana myszka zjadła wszystko z wielkim apetytem, a po wylizaniu miseczki i talerzyka umyła sobie pyszczek i łapki. Zapewniła lamę, że zachowa wieczną wdzięczność i nadała mu tytuł Ta Jen – Wielkiego Człowieka.

– Nie musisz mi dziękować – odpowiedział lama – Prawo mówi: „pomagaj swemu bliźniemu”, wypełniłem jedynie mój obowiązek. Jeśli jednak chcesz, zostań ze mną. Będziesz mi towarzyszyła i będziesz tu szczęśliwa.

  I myszka została w pokoju lamy. Od tego momentu jej życie było przyjemne i łatwe. Zawsze miała dobre mleko i kluseczki. Lama głaskał ją i przemawiał do niej serdecznie. Mimo to myszka nie wyglądała na szczęśliwą. Lama zaniepokoił się.

– Co ci jest, mała przyjaciółko? Może tęsknisz za życiem na wolności i za dzikimi górami? Zaczekaj do wiosny, wtedy będziesz mogła sobie pójść, jeżeli zechcesz.

– Ta Jen, niczego nie żałuję. Jesteś dla mnie taki dobry i wszystko w twoim domu jest dobre. Jestem szczęśliwa z tobą. Albo byłabym, gdyby…

– Gdyby co? Powiedz mi, co cię smuci.

– Ta Jen, wszystko jest tu dla mnie dobre. Ale żyje tu kot.

Lama uśmiechnął się. Nie pomyślał o kocie, zwierzęciu zbyt leniwym i zbyt dobrze odżywianym, by zechciał polować na myszy.

– Ależ to dobre kocisko, z pewnością nie zrobi ci nic złego! Nie musisz się go obawiać!

– Wierzę ci, Ta Jen. Ale to silniejsze ode mnie. Tak bardzo boję się kota i to nie pozwala mi być szczęśliwą!

Lama spoważniał i zaczął zastanawiać się, jak pomóc myszce. Zwierzątko skorzystało z tego i nieśmiało powiedziało:

-Ta Jen, Twoja moc jest ogromna. Zmień mnie w kota! Dzięki temu nie będę się już bała tego strasznego stwora!

Lama pokiwał głową. Nie wydawało mu się to dobrym rozwiązaniem. Ale myszka błagała go i wtedy powiedział:

– Niech tak będzie moja przyjaciółko.

  I oto myszka zamieniła się w wielkiego kota. Gdy skończyła się noc i nastał dzień, piękny kot wyszedł z pokoju lamy. Przed drzwiami spotkał domowego kota, który wracając z kuchni oblizywał wąsy. Gdy go zobaczył kot-myszka prychnął ze strachu i pobiegł ukryć się pod łóżkiem lamy.

– Co się dzieje, mój mały, czy nadal boisz się kota?

Kot-myszka bardzo się zawstydziła i skłamała:

– Ta Jen, nie boję się kota tylko wielkiego psa o ostrych kłach, który głośno szczeka.

Lama spuścił głowę i powiedział:

– Może chciałabyś stać się psem?

– Och, Ta Jen! Gdybyś to dla mnie uczynił!

Gdy dzień się skończył i zapłonęły lampy naftowe, wielki pies wyszedł z pokoju lamy. Na progu domu spotkał kota wychodzącego z kuchni. Kocisko wystraszyło się na widok ogromnego psa. Ale pies wystraszył się jeszcze bardziej. Zaskomlał żałośnie i pobiegł ukryć się w pokoju lamy. Lama spojrzał na biednego psa i rzekł:

– Co się stało? Spotkałeś innego psa?

Pies-myszka strasznie się zawstydził i znów skłamał bezczelnie:

– Ta Jen! Właśnie przed twoim domem spotkałem straszliwego tygrysa, który chciał rzucić się na mnie.

Lama pokiwał głową zmartwiony.

– Rozumiem twój strach przyjacielu. Czy chcesz, abym cię zmienił w tygrysa?

– Och tak, tak!

I następnego dnia o świcie ogromny tygrys o dzikich oczach wyszedł z pokoju lamy. Tygrys pospacerował po całym domu i wszyscy mieszkańcy uciekli ze strachem. Potem tygrys wyszedł do ogrodu i spotkał tam kota. Gdy ten zobaczył tygrysa, skoczył przerażony, wspiął się na drzewo i zamknął oczy mówiąc: „Już jestem nieżywym kotem”. Ale tygrys na widok kota zawył i uciekł jeszcze szybciej od niego. Pobiegł do pokoju lamy drżąc na całym ciele.

– Co za straszliwe zwierze spotkałeś tym razem ? – zapytał lama.

– Ach, spotkałem strasznego potwora. Bestię krwiożerczą i bezlitosną.

– Ale przecież w całej Azji nie ma zwierzęcia groźniejszego od tygrysa! – zdumiał się lama.

– O tak, Ta Jen! Istnieją, zapewniam cię!

– Ale o jakim zwierzęciu mówisz? – nalegał lama.

– Ja…ja mówię… o kocie! – wymamrotał tygrys, który ciągle trząsł się ze strachu.

Lama wybuchnął śmiechem.

– Teraz rozumiesz, moja przyjaciółko. Wygląd jest niczym! Na zewnątrz masz wygląd strasznego tygrysa, ale boisz się kota, gdyż twoje serce pozostało nadal sercem myszki!

                                                                      

Bruno Ferrero,

Przypowieści i Opowiadania

 

To nie wygląd decyduje o tym, jacy naprawdę jesteśmy, ale nasze serce. Jeśli chcesz coś w sobie zmienić, zacznij od niego!

 

  1. Anielskie rozrabianie
  2. – W jakim zawodzie pan pracuje? – pyta znajomego pan X.

 – Jestem artystą.

 – A w jakiej dziedzinie sztuki?

 – Robię parasole.

 – Przecież to nie sztuka!

 – Nie?! To niech pan spróbuje zrobić parasol!

 

  1. – Tatusiu, chciałbym ci coś ofiarować na imieniny.

– Nie trzeba syneczku, ale jeśli chcesz mi sprawić przyjemność, to popraw tę jedynkę z matematyki.

– Za późno tatusiu! Już kupiłem Ci krawat!

 

  1. – Kowalski, pokaż na mapie, gdzie leżą Indie?

Jasio podchodzi do mapy, długo szuka, w końcu rezygnuje.

– I co? Nie znalazłeś? – pyta nauczycielka.

– Nie proszę Pani. Ale Kolumb też nie mógł ich znaleźć!

 

Artykuł ukazał się w Któż jak Bóg 2/2013.