Niekoniecznie anielski autorytet

Jedną z postaci biblijnych, które cieszyły się wielkim autorytetem, był św. Jan Chrzciciel. Sam Pan Jezus powiedział, że między narodzonymi z niewiasty nie powstał większy od Jana (Mt 11,11). Prorokowi znad Jordanu stawiano pytanie: „Co mamy czynić?” (Łk 3,10).

 

Takie pytania stawiamy jedynie ludziom, którzy znają się na życiu. Dobrze wiedzą, co jest dobre, a co złe. Ich mądrość decyduje o autorytecie. Autorytet rośnie razem z człowiekiem. Nie ma na świecie żadnej uczelni ani żadnej innej instytucji nastawionej na wychowywanie ludzi o wielkim autorytecie. Wychowuje ich samo życie. A oni nie stawiają sobie takiego celu – gdyby zechcieli odgrywać ważną rolę w swoim środowisku, zdradzałoby to ich pychę. Ta zaś jednym cięciem ścina autorytet.

 

Autorytet. Znaki szczególne

Człowiek obdarzony autorytetem promieniuje umiłowaniem Prawdy. On nigdy nie kłamie i jego nie da się okłamać. On zna Prawdę i liczy się z nią. Jest mocny Prawdą, a ta jest nie do pokonania. Można zniszczyć tego, kto kocha Prawdę, ale Prawdy zniszczyć się nie da.

Żyjemy w świecie wielkiego zakłamania, w którym usiłuje się tę Prawdę zasypać. Ale to jest niemożliwe. Tony kłamstwa nie zniszczą Prawdy, ona wcześniej czy później wypłynie na wierzch. Kłamcy zamilkną i nie będą mieli nic na swoją obronę. Prawda objawi ich imiona i ogłosi je wszystkim rozumnym stworzeniom jako imiona kłamców: „Oto kłamcy”. Na tym właśnie polega godzina sądu.

Innym elementem decydującym o autorytecie jest szacunek do każdego człowieka. Godność człowieka jest bowiem na szczycie hierarchii wartości doczesnych. Ten szacunek jest rozpoznawany prawie przez wszystkich. To sprawia, że autorytet stwarza przestrzeń dystansu. Ludzie na swój sposób boją się tego kto promieniuje autorytetem. Kochający Prawdę otaczają go szacunkiem. Synowie tego świata, którzy manipulują innymi, nie lubią ludzi o dużym autorytecie. Nie potrafią bowiem nimi manipulować. I dodatkowo trudno im manipulować tymi, którzy słuchają znający Prawdę autorytet.

 

Niewygodny i nieśmiertelny

Kościół budowany jest z ludzi o dużym autorytecie. Wielu z nich uznano za świętych. Przekazanie wiary dokonuje się przez tych, którzy mają autorytet i wyznają swoją wiarę nie w słowach, ale w czynach i postawie człowieka kochającego Prawdę. Jesteśmy jednak świadkami mocnych ataków na autorytety. Te ataki wymierzone są tak w stronę wartościowych Polaków, jak i w ludzi, którzy cieszą się autorytetem w Kościele. Żyjemy w świecie, w którym liczy się stanowisko, a kompletnie nie liczy się autorytet. A stanowisko liczy się dlatego, że tam są pieniądze i tam są przywileje. Mogą na stanowiska wejść ludzie, którzy nie mają żadnego autorytetu. I to jest mechanizm świata.

Autorytetów nie da się programowo wychować, ale można próbować je programowo niszczyć. Ale ponieważ ludźmi o dużym autorytecie posługuje się Bóg, nie da się ich zniszczyć, bo ów Bóg za nimi stoi. Można takich ludzi zabić, ale ich autorytet pozostaje. Pan Jezus był jeszcze większym autorytetem niż Jan. I on też był superniewygodny dla mających władzę. Jezusa zniszczono przez wielkie upokorzenie, śmierć na krzyżu. Ale nie zniszczono jego autorytetu. On swoją krwią opieczętował swój autorytet, który jest autorytetem wiecznym.

 

Autorytet pilnie poszukiwany

Kościół zawsze współtworzyli ludzie o dużym autorytecie. Nie zawsze są nam oni dani w danym pokoleniu, ale zawsze są. Mamy to szczęście, że wielu z nas pamięta kard. Stefana Wyszyńskiego. Prawie wszyscy pamiętamy ks. kard. Karola Wojtyłę. Im można było stawiać pytanie: „Co my mamy czynić?”. Można to zresztą czynić nadal. I jeden i drugi na to pytanie wciąż odpowiadają. To są dwa wielkie autorytety naszego pokolenia.

Proszę nigdy nie rozrywać szat z tego powodu, że teraz wśród duchowieństwa polskiego brakuje ludzi ich formatu. Ci, którzy są, spełniają swoje zadanie jak potrafią i za to trzeba im podziękować. Są świadomi, że daleko im do wielkości jednego i drugiego. Wielokrotnie odwołują się do autorytetu Jana Pawła II. I to jest jedyne rozwiązanie. Nigdy nie należy zacieśniać Kościoła Chrystusowego tylko do współczesnego pokolenia, bo Kościół żyje bogactwem przynajmniej sześćdziesięciu pokoleń, a niemal w każdym z nich promieniują wielkie autorytety. Przekaz wiary jest w nich połączony z pięknym świadectwem życia.

Kto walczy z Kościołem zawsze oddziela w nim pszenicę od plew. Prześladowcy to jest właśnie wiejadło w ręku Chrystusa. To zaś nie jest niszczeniem, ale oczyszczeniem. Kochajmy pszenicę, a nie plewy. Bo pszenica w Kościele to jutro Kościoła i naszej Ojczyzny. A plewy to tylko materiał opałowy.

Trudna sytuacja tak Ojczyzny, jak i Kościoła, odsłania i odsłoni imiona tych, którzy kochają Prawdę i mają na uwadze dobro nasze i kolejnych pokoleń. Dziś prosimy Boga, aby dał nam ludzi, którzy potrafią zapalić na polskim niebie światło Bożego optymizmu. A takim światłem jest człowiek, który umie odpowiedzieć na pytanie: „Co my mamy czynić?”.

Nie stawiajmy wymagań innym, postawmy je sobie, aby nasz krok stawiany w dniu dzisiejszym był zdecydowany. Ocalmy szczęście swojego serca, bo każdego z nas, przy pomocy łaski, na to stać. A jeśli to uczynimy, to szczęście naszego serca potrafimy przekazać również innym.

 

Ks. prof. Edward Staniek

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2014. Zapraszamy do lektury!

POST TAGS: