Rozmowa z prof. Anną Świderkówną, biblistką i papirologiem, filologiem klasycznym i wybitnym znawcą antyku

 

Starorzymskie Wiktorie są pierwowzorami pierwszych chrześcijańskich wyobrażeń aniołów w sztuce. A co z greckimi Nike?

Nie chcę się wypowiadać autorytatywnie na ten temat, bo za dobrze nie znam się na wyobrażeniach ikonograficznych. jedno jest pewne. Zaczęło się wszystko od Ateny-Nike, czyli Ateny Zwycięskiej. Z czasem przekształciła się ona w samodzielną boginię zwycięstwa Nike.

 

Jak Pani zapatruje się na daimonion Sokratesa?

Jedni badacze mówią o głosie sumienia, ale są i tacy, którzy wskazują tu na anioła stróża. Daimonion spotykamy u Homera, ale są to głównie małe bóstewka. Forma daimonion to zdrobnienie od daimon, którym określa się nieraz nawet wielkich bogów. Trzeba by to dokładnie prześledzić. W dialekcie attyckim forma ta ma charakter ironiczny, aczkolwiek życzliwy. Sam Sokrates jest postacią piękną i niezmiernie interesującą. Zawsze na nowo się dziwimy, że takiego wspaniałego człowieka Ateńczycy skazali na śmierć. Kiedy jednak po raz pierwszy przeczyta-łam po grecku jego „apologię” (mowę obronną) — przestałam się dziwić. Tak zuchwale mówił do sędziów i o nich samych, że trudno im się dziwić.

 

Niektórzy badacze utożsamiają Św. Michała Archanioła z Aniołem Pańskim. Czy to jest zasadne?

Ależ na jakiej podstawie to czynią? Po pierwsze, to nie jest Anioł Pański, ale Anioł Pana. Kiedy Mojżesz spoty-ka się z Bogiem w krzaku płonącym, to na początku Bóg przemawia jako Anioł. ale potem okazuje się, iż to jest sam Bóg. A zatem Anioł Pana pozostaje tożsamy z Bogiem. Żydzi uważali wówczas. że Bóg nie może bezpośrednio rozmawiać z człowiekiem i czyni to Anioł Pana. Utożsamianie zatem Michała z Aniołem Pana jest bezpodstawne i wydaje się pewnym nadużyciem. jestem raczej sceptyczką.

 

Czy są jakieś sytuacje lub miejsca, które kojarzą się Pani z aniołami?

W roku 1956 wszedł do naszych kin francuski film Pierwszy po Bogu. Akcja dzieje się tuż przed II wojną światową. Głównym bohaterem jest kapitan i właściciel małego statku. Zostaje on zmuszony w Hamburgu do zabrania na pokład dzieci żydowskich i otrzymuje zlecenie przetransponowania ich do Palestyny. Po dopłynięciu do celu okazuje się jednak, iż nikt tych dzieci nie chce przyjąć. Zdając sobie sprawę, co czeka małych pasażerów po powrocie do Niemiec — bo w międzyczasie wybuchła już wojna — kapitan płynie do Aleksandrii, Tutaj również go nie przyjmują, a zatem postanawia płynąć do Ameryki. Po raz pierwszy w życiu czyta wtedy Biblię i natrafia na fragment, w którym Bóg obiecuje Mojżeszowi, iż w szczególnie trudnych momentach życiowych pośle mu z pomocą anioła. Kapitan, który dotąd nigdy nie rozmawiał z Bogiem, zaczyna się teraz z Nim kłócić. Chce ocalić dzieci, a czuje się całkowicie bezsilny i opuszczony. Prosi o zesłanie anioła, a ów wcale nie przychodzi. W Stanach Zjednoczonych także nie chcą przyjąć dzieci. Zrozpaczony kapitan dryfuje przez jakiś czas wzdłuż brzegu i nie wie co dalej czy-nić. W pewnym momencie przychodzi oficer z wiadomością, że musi zmienić kurs, bo zaraz spotkają się z regatami. Olśniony kapitan rozumie nagle, że może oto uratować nieszczęsne dzieci. Wystarczy popłynąć prosto na regaty i tam zatopić swój ukochany statek. jest to dla niego bardzo bolesna ofiara, ale podejmuje ją bez wahania. Rzuca się też na swego oficera, wołając do niego: „ Ty jesteś aniołem”. Tamten nic z tego oczywiście nie rozumie. Ostatnia scena jest przepiękna. Mali pasażerowie są już w łodziach ratunkowych i płyną w kierunku żaglowców. Kapitan płacze patrząc na swój ukochany, tonący statek. Kiedy wypatrujemy anioła i czekamy na niego z utęsknieniem, to wyobrażamy sobie, że będzie on piękny i „skrzydlaty”, a tymczasem tym aniołem okazują się ludzie, którzy przychodzą do nas, by coś podpowiedzieć, dopomóc. Przecież angelos po grecku znaczy posłaniec, podobnie po hebrajsku — majak. Filmowy kapitan dzięki aniołowi-oficerowi zrozumiał na co czekał przez całe życie. W moim życiu musiałam także podjąć bardzo trudną decyzję. Byłam wtedy w Laskach. Złożyłam ślub, że po śmierci matki pójdę do klasztoru i tak się stało. Po roku okazało się jednak, iż nie mam powołania. Pan Bóg chciał, abym poszła, a potem Pan Bóg chciał, abym odstąpiła. Zrozumiałam, że powinnam służyć ludziom przekazując im swoją wiedzę. W owym pamiętnym dniu, kiedy miałam składać śluby, udałam się do kaplicy i ogarnął mnie lęk. Chciałam się kogoś poradzić, ale akurat nie było nikogo, kto by mnie dobrze znał i komu mogłabym zaufać. Pozostała mi modlitwa. Uspokoiłam się nieco i po komplecie siostra zaprosiła mnie na konferencję przeznaczoną tylko dla nich. Ksiądz prowadzący tę konferencję odpowiedział mi — nawet nie zdając sobie z tego sprawy — na wszystkie moje pytania i wątpliwości. Po latach, kiedy z nim rozmawiałam na ten temat, zdałam sobie sprawę, iż wówczas miało miejsce jakby spotkanie z aniołem. Utwierdziłam się w ten sposób w przekonaniu, iż dokonam więcej dobra w życiu świeckim.

 

Jest Pani osobą powszechnie lubianą. Nie spotkałem nigdy nikogo, kto mówiąc o Annie Świderkównej, nie miałby dobrego zdania ł radości w oczach. jaka jest recepta, aby być lubianym? Co mamy robić?

Istnieje jedna recepta na wszystko. Obawiam się, że gdybyśmy tylko myśleli o tym, aby się podobać, to nie będziemy za bardzo lubiani. Podobać się, ależ to nie może być celem naszego życia. Wszystko, co nas spotyka trudnego i ważnego w życiu — a Bóg od nas tego oczekuje — nie powinniśmy czynić na własną rękę. Kiedykolwiek jesteśmy bezsilni i bezradni, Bóg i jego aniołowie są z nami. Bóg nas wesprze. Natural-nie, winniśmy tego pragnąć i wierzyć wszechmocy i miłości naszego Pana.

 

Pani ukochani pisarze antyczni?

Uczyłam się samodzielnie greki żeby czytać Homera. Miałam w tym wielką przyjemność i radość. Ta miłość pozostała do dzisiaj. Warto tez pamiętać, że nawet najlepszy przekład niesie ze sobą przekłamania, dlatego warto obcować z tekstem oryginalnym. Zdecydowanie bardziej bliższa jest mi Ilia-da niż Odyseja. Nasze dzisiejsze przy-gotowanie jest niestety za słabe. Poza fachowcami praktycznie nie wie się prawie nic o literaturze starożytnej.

 

Szatan-smok został pokonany, najpierw przez św. Michała Archanioła, potem przez Chrystusa. Skoro został zwyciężony raz i drugi, to dlaczego nadal działa?

Mówimy tu o pokonaniu na planie duchowym. To walka, którą musi przejść każdy człowiek. Musi zwyciężyć złego ducha w swoim życiu. I naprawdę, każdy z nas musi przez to przejść. Bóg wie najlepiej, kto jest silny, a kto słaby. Wie, komu trze-ba pomagać bardziej, a komu mniej. W kluczowych i najtrudniejszych momentach życia Pan zawsze przychodził mi z pomocą.

 

Niektórzy mówią o fotogeniczności zła. Jak pani widzi tę sprawę?

Nie rozumiem w ogóle, jak można w ten sposób myśleć. Nie odpowiadając do końca na to pytanie, pragnę w tym miejscu czytelnikom Któż jak Bóg przytoczyć ostatnie słowa Jezusa, kiedy tuż przed wniebowstąpieniem żegna się On z uczniami: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody (…) A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,19). W oryginale greckim nie ma mowy o „skończeniu świata”, ale o „dokonaniu się wieków”. Aion to może być wiek, epoka i to, co nazywamy światem. Nie martwmy się zatem o koniec świata. Pozostańmy z Chrystusem, a On nas nie zawiedzie.

 

Rozmawiał Herbert Oleschko

 

Wywiad ukazał się w nr 3 (93) maj – czerwiec 2008