O. Gabriele Amorth SSP dał się poznać światu jako najbardziej znany egzorcysta globu – oficjalny egzorcysta Watykanu i diecezji rzymskiej. W swojej kilkudziesięcioletniej posłudze duchowej zmagał się przypadkami niemal beznadziejnymi, udowadniając, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Częścią tej swojej historii o. Gabriele podzielił się z naszym klerykiem, Kamilem.

 

Czy po tylu latach posługi egzorcystycznej jest Ojciec szczęśliwy? A może, gdyby wiedział Ojciec wcześniej z czym się to wiąże, zrezygnowałby Ojciec z tej trudnej duszpasterskiej pracy?

Ależ jestem bardzo szczęśliwy! Zawsze będę wdzięczny kardynałowi Polettiemu, dzięki któremu zostałem egzorcystą. To on mnie na to stanowisko mianował i to niespodziewanie. Kard. Poletti spytał mnie kiedyś, czy znam ojca Candido Amantiniego. To był jedyny egzorcysta w Rzymie, słynny, święty człowiek, obecnie rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. Kiedy odpowiedziałem, że go znam, kardynał stwierdził: „Świetnie, bo on potrzebuje pomocy”. Po chwili wziął kartkę i zaczął pisać. Zrozumiałem, że to moja nominacja na egzorcystę. Poleciłem się wówczas opiece Matki Bożej. Mówiłem do niej: „Otocz mnie swoim płaszczem” i Matka Boża robi to do dzisiaj.

Nigdy przez te lata nic mi się nie stało. A przecież podczas egzorcyzmów słyszałem wiele gróźb np.: „Dziś w nocy wyrzucę cię z łóżka!”. Takich zdarzeń doświadczał choćby ojciec Pio, proboszcz z Ars i wielu świętych, którzy byli wyrzucani z łóżek, uderzani… Mnie natomiast nigdy się nic takiego nie przydarzyło. Jestem przekonany, że to łaska od Maryi, która mnie chroni. Jestem więc bardzo zadowolony! Uważam, że moja służba jest najważniejsza, ponieważ przywraca ludzi do stanu uświęcenia.

 

Co postrzega Ojciec jako najważniejsze w swojej posłudze?

Największym darem są oczywiście nawrócenia. Wielokrotnie podczas rozmowy widzę, że ludzie nie potrzebują egzorcyzmów, ale że nie żyją w łasce uświęcającej, że żyją z diabłem. Wtedy moje wysiłki koncentruję na tym, by przekonać ich do modlitwy, spowiedzi, uczęszczania na Msze Święte. Dostrzegają wtedy pomoc Pana Boga i czują się spokojniejsi. To jest służba, która odbiera dusze znajdujące się we władaniu Szatana i łączy je z Bogiem.

 

Jak one znalazły się w tym władaniu?

Szatan sam z siebie może posiąść tylko ciało, pamiętajmy o tym! Nie może posiąść duszy, jeśli nie będziemy tego chcieli! Duszą może zawładnąć tylko wtedy, gdy ktoś dobrowolnie mu ją oddaje. A są tacy, którzy oddają się Szatanowi. Jeśli tego nie zrobimy, to może On szkodzić tylko naszemu ciału, choć nieraz w sposób dotkliwy. A egzorcysta powoli oddala te „dolegliwości”. Miałem tysiące takich przypadków.

Kiedyś pewna osoba z małego miasteczka miała sklep odzieżowy. Był to jedyny taki sklep w tym miasteczku, a więc ludzie kupowali ubrania tylko w nim. Właściciel miał wielu dobrych klientów. Ale pewnego razu przybył do tego miasteczka człowiek i otworzył taki sam sklep na tym samym malutkim placyku. Od tamtej pory nikt już nie wszedł do pierwszego sklepu. Nawet najwierniejsi klienci nie przychodzili do niego. Było to oczywiście urok rzucony na ten sklep, którego za sprawą Szatana nikt już nie odwiedzał. Ale po egzorcyzmach ludzie zaczęli powoli do niego przychodzić z powrotem, a zło wywołane przez diabła powoli było przezwyciężane.

 

Jako michalita chcę Ojca spytać przy okazji o świętego Michała. Czy w czasie modlitw o uwolnienie wzywa Ojciec jego pomocy? Jakie znaczenie ma wstawiennictwo i pomoc świętych w walce z Szatanem, a szczególnie pomoc św. Michała?

Wstawiennictwo św. Michała ma bardzo dużą moc, bo św. Michał jest bez wątpienia Księciem Aniołów w tej walce z Szatanem. Dobrze jest też wzywać pomocy świętych. Generalnie my egzorcyści uzyskujemy lepszy efekt, gdy wzywamy świętych czy też świętego, którego jesteśmy czcicielami.

Na przykład jeśli ktoś jest czcicielem Maksymiliana Kolbe – osoby, która oddała życie za drugiego człowieka – to jego wsparcia wzywamy podczas egzorcyzmów lub modlitwy prywatnej. I to działa. Natomiast jeśli ktoś nie jest jego czcicielem, nic nie daje wzywanie tego świętego.

Chcę tutaj opowiedzieć o moim współbracie z zakonu, który jest najstarszym egzorcystą świata! Odprawia egzorcyzmy od ponad 80 lat, egzorcystą został zaraz po święceniach. Jest on wielkim czcicielem ojca Matteo d’ Agnone, kapucyna, który zmarł w opinii świętości; jest też wicepostulatorem w jego procesie beatyfikacyjnym. Podczas egzorcyzmów wzywa ojca Matteo i za wstawiennictwem tego kapucyna dzieją się rzeczy niesamowite. Osoba opętana jest po prostu wściekła! Natomiast ja kilka razy próbowałem go wzywać w czasie egzorcyzmów, ale nic się wówczas nie wydarzyło.

Ja jestem związany z ojcem Pio. Przez 26 lat jeździłem do niego, do San Giovanni Rotondo. Zwykle spędzałem tam kilka dni i uczestniczyłem w odprawianych przez o. Pio Mszach św. A były to Msze niesamowite! Jeździłem tam też po to, żeby się wyspowiadać. Musiałem czekać dwa, trzy, nieraz cztery dni. Spowiadałem się i wyjeżdżałem. I wracałem po roku. Rozmawialiśmy też o różnych sprawach… A później, gdy zostałem egzorcystą, zdarzyło mi się kilka razy, że nie wezwałem go w czasie egzorcyzmów. Ale pomimo tego słyszałem od osoby opętanej: „Precz z tym zakonnikiem! Precz z tym zakonnikiem! Nie chcę tego zakonnika!”. Pytałem: „Kogo? Ojca Pio?”. „Taaaaak, to on!!!” – padała odpowiedź. Ja nic nie widziałem, ale osoba opętana go widziała i była przerażona. Bez wątpienia była to osoba czcząca ojca Pio i on jej pomagał.

Tylko niekiedy zdarzało się, że w czasie egzorcyzmów pomagał święty, którego opętany nie był czcicielem. Kiedyś jedna dziewczyna podczas egzorcyzmów widziała św. Jana Bosko, który jej pomógł. Kiedy się ocknęła, opowiedziała mi o tym. Ja nic nie widziałem, nie słyszałem żadnego głosu, ale myślę, że była to inicjatywa Boga, żeby wysłać św. Jana Bosko. Tak, tak, w czasie egzorcyzmów zdarza się wiele różnych rzeczy, ponieważ wtedy dotyka się rzeczywistości nadprzyrodzonej.

 

To jeszcze jedno pytanie na koniec. Przygotowuję się do bycia zakonnikiem i zastanawiam się, jak ukochać Jezusa. Co konkretnego mam robić? Czy tylko spędzać wiele czasu w kaplicy na rozmowie z Bogiem? Czy przede wszystkim iść do ludzi, pomagać im, a także realizować swoje pragnienia i marzenia? Co mam robić? A może czekać na to, co się wydarzy?

Trzeba się modlić do Jezusa! Trzeba go naśladować. Jak? Przede wszystkim w miłości do bliźniego. Chrystus powiedział: „Miłujcie się tak, jak ja was umiłowałem.” Jeśli ktoś nie stara się naśladować Jezusa, to go nie kocha. Św. Jan pisał: ”Jeśli mówicie, że jesteście chrześcijanami, musicie zachowywać się tak, jak zachowywał się Jezus. Musicie żyć tak, jak on żył. Musicie go naśladować”. Jezus stając się człowiekiem ocalił nas poprzez swoją śmierć. Zostawił nam też wiele nauk. Pamiętaj, że podczas głoszenia Ewangelii używasz Jego słów, a mając Ewangelię w ręku, masz Słowa Boga, który naucza z cierpliwością, pokorą i dobrocią.

 

z o. Gabrielem Amorthem SSP

rozmawiał

kl. Kamil Walczyk CSMA

tłum. Ewa Filipak

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2014. Zapraszamy do lektury!