Miałem kiedyś pałatkę. Starą, wojskową z demobilu. Nie raz i nie dwa chroniła mnie przed deszczem na pielgrzymkach. Po jednej z nich została zapomniana w rogu piwnicznego regału. Kiedy miała się przydać rozpadła się w dłoniach. Zbutwiała.

 

Jeremiasz zrobił kiedyś podobnie z lnianym pasem. Na polecenie Boga zostawił go w wilgotnym środowisku – wśród skał nad brzegiem potoku. Po upływie długiego czasu Bóg kazał mu odnaleźć ten pas. Nie nadawał się do niczego. Zbutwiał. Później Jeremiasz miał przyglądać się pracy garncarza. Jeżeli dzban był wadliwy garncarz próbował robić z materiału, który miał, coś innego.

Podobnie jest z ludzką przyjaźnią. Zapomniana i porzucona butwieje. Kiedy ma być potrzebna okazuje się, że jest przeżarta i niegdyś zażyła przyjaźń przeradza się w obojętną znajomość. Dokładnie tak samo jest z wiarą. Zapomniana modlitwa i relacja z Bogiem sprowadza potoki obojętność i butwienie sumienia. Bóg chciał pokazać Jeremiaszowi, że lud, bliski jak pas ciału, może nie mieć siły przylgnąć. Przez zbutwienie. I ten lud, który jest formowany łaską Boga, tak łatwo się zniekształca i zwyczajnie pęka, kiedy trzeba np. dać świadectwo.

Kiedy wyrzucałem pałatkę myślałem nad wszystkimi znajomościami, które nazywałem przyjaźnią. O tych ludziach tak mi bliskich. O tylu zawodach i rozbitych wspomnieniach, z których często próbowałem robić np. anegdoty. Niby materiał ten sam (wspomnienie), ale zamiast pięknego dzbana zwykły nocnik.

 

ks. Grzegorz Sprysak CSMA

 

Artykuł ukazał się w Któż jak Bóg 6/2013