Anioł Pana zakłada obóz warowny wokół bojących się Jego i niesie im ocalenie. Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan, szczęśliwy człowiek, który się do Niego ucieka (Ps 34, 8-9).

 

Co roku, w dniach 29-30 stycznia, rodzina michalicka oraz wszyscy związani z osobą ks. Bronisława Markiewicza mają szczególną okazję do wyrażenia Bogu wdzięczności za wszystko, co uczynił On przez życie i dzieło Błogosławionego. Dla mnie jest to czas dziękczynienia Bogu szczególnie za dwa aspekty mojego życia, które zawdzięczam duchowości ks. Bronisława. Są nimi wrażliwość na sprawy ludzi ubogich oraz prawda o Bogu jako Panu Wojsk Anielskich – Panu Zastępów, który jest dla nas obroną (Ps 46, 8). Ten drugi aspekt nabiera dla mnie coraz większego znaczenia i stale go zgłębiam. Kiedyś, podczas spotkania modlitewnego, przed oczami pojawił mi się obraz stojących ramię w ramię aniołów otaczających modlącą się naszą grupę. Ta duchowa „wizja” poruszyła mnie do głębi, niejako potwierdzając mi biblijny obraz aniołów, którzy „otaczają szańcem bogobojnych, aby ich ocalić” (Ps 34, 8).

 

Waleczni żołnierze

 

„Aniele Boży, stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój…” Kto z nas w dzieciństwie nie był uczony przez mamę lub babcię tej pierwszej modlitwy skierowanej do anioła? Często jednak modlitwa ta stawała się z czasem tylko zwykłym refrenem powtarzanym z przyzwyczajenia. Wkroczenie w okres dojrzewania lub później w dorosłość definitywnie kończyło niezrozumiały kontakt z naszym niebiańskim pomocnikiem.

Słyszałam kiedyś historię taternika, który podczas wspinaczki w Tatrach, sięgając ręką w kierunku kolejnej skały usłyszał jakby wewnętrznie krzyk: „NIE!!!”. Błyskawicznie cofnął rękę i na wszelki wypadek wybrał inny kierunek wspinaczki. Mimo jednak, że wszedł już wyżej i ominął wspomnianą skałę, sytuacja sprzed chwili nie dawała mu spokoju. Założywszy kolejny punkt asekuracyjny, będąc już w całkowicie bezpiecznym miejscu, lekko zsunął się na dół, aby nogą sprawdzić skałę, którą ominął. Wystarczyło lekkie dotknięcie, a kawał bloku skalnego oderwał się od ściany. Alpinista opowiadając o zdarzeniu stwierdził, że ów dziwny głos był niczym innym, jak wołaniem anioła, który uratował mu życie.

Pismo Święte przedstawia aniołów bliskich temu opowiedzianemu doświadczeniu. Więcej, aniołowie, jakich spotykamy w Biblii, są walecznymi żołnierzami zastępów niebieskiej armii. Pan Zastępów – określenie Boga tak często słyszane przy okazji słuchania Słowa Bożego, występujące aż 279 razy w Starym Testamencie – to wskazówka, jak należałoby rozumieć rolę aniołów według Pisma Świętego. Aniołowie to posłuszni Panu niebiańscy wojownicy, którzy dla Niego walczą.

 

Biblijne bitwy

 

W Apokalipsie czytamy: „I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. (9) I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie.” (Ap 12, 7-9). Choć ta walka dzieje się na płaszczyźnie duchowej, to nie jest ona oderwana od naszej ziemskiej rzeczywistości.

W 19 rozdziale 2 Księgi Królewskiej czytamy, że gdy Jerozolima była oblegana przez króla asyryjskiego Sennacheryba, który znieważał Boga i naśmiewał się z wiary Judejczyków, ufających, że Bóg może ich wybawić, król judzki Ezechiasz ukorzył się i zaczął wołać do Boga o wybawienie. Bóg usłyszał jego modlitwę i przez proroka Izajasza odpowiedział: „Dlatego tak mówi Pan o królu asyryjskim: Nie wejdzie on do tego miasta ani nie wypuści tam strzały, nie nastawi przeciw niemu tarczy ani nie usypie przeciwko niemu wału. Drogą, tą samą, którą przybył, powróci, a do miasta tego nie wejdzie – Wyrocznia Pana. Otoczę opieką to miasto i ocalę je przez wzgląd na Mnie i na sługę mego, Dawida. Tejże samej nocy wyszedł Anioł Pański i pobił w obozie Asyryjczyków sto osiemdziesiąt pięć tysięcy ludzi. Rano, kiedy wstali, oto ci wszyscy byli martwymi ciałami. Sennacheryb, król asyryjski, zwinął więc obóz i odszedł. Wrócił się i pozostał w Niniwie” (2 Krl 19, 32-36). Posłany przez Boga anioł miał większą moc niż 185 tys. wojowników wroga.

W 20 rozdziale 2 Księgi Kronik widzimy, jak Ammonici i Moabici wtargnęli, aby walczyć przeciw królowi judzkiemu Jozafatowi. Ogłasza on post i błaga Pana o pomoc. Duch Pana przemawia przez proroka Jechazjela: „Nie bójcie się i nie lękajcie tego wielkiego mnóstwa, albowiem nie wy będziecie walczyć, lecz Bóg. Jednakże stawcie się, zajmijcie stanowisko, a zobaczycie ocalenie dla was od Pana, o Judo i Jerozolimo! Nie bójcie się i nie lękajcie! Jutro wyruszcie im na spotkanie, a Pan będzie z wami! ” (2 Krn 20, 15.17). Po tym zapewnieniu król wraz z całym ludem zaczęli wielbić Boga donośnym i wysokim głosem. Przystępując do walki ustanowiono śpiewaków, którzy, idąc przed zbrojnymi, wysławiali Pana. Jak wyraźnie wskazuje Pismo, zwycięstwo dokonało się w momencie, gdy Judejczycy oddawali chwałę Bogu: „W czasie kiedy rozpoczęli wznosić okrzyki radości i uwielbienia, Pan zastawił zasadzkę na Ammonitów, Moabitów i mieszkańców góry Seir, wkraczających przeciw Judzie, tak iż się wzajemnie pobili”. Chociaż tekst nie mówi tego wprost, można przypuszczać, że zamieszanie w armii mogli wprowadzić walczący po stronie Judy aniołowie.

Żadnych wątpliwości co do obecności zastępów aniołów, walczących po stronie Bożych wybranych, nie pozostawia natomiast wspominana już kiedyś przeze mnie historia z 2 Księgi Królewskiej, gdzie prorok Elizeusz, oblegany w mieście przez mające go ująć wojsko króla Aramu, był otoczony równocześnie jeszcze liczniejszym wojskiem niebieskim ognistych rumaków i rydwanów (por. 2 Krl 6, 8-17).

 

***

 

Czy to wskutek modlitewnego wołania, czy też jako wyraz opatrznościowej opieki Boga nad naszym życiem, aniołowie angażują się w duchową walkę po naszej stronie. I wcale nie zachowują się oni jak stróżowie z portierni, pilnujący gmachu czy budowy. Są raczej jak dobrze wyszkolone i uzbrojone oddziały specjalne, wysyłane w sytuacjach zagrożenia naszego życia. Czyż nasza modlitwa nie powinna raczej brzmieć: „Aniele Boży, Komandosie mój, Ty zawsze przy mnie stój…”?

 

Joanna Krzywonos

 

Artykuł ukazał się w marcowo-kwietniowym numerze „Któż jak Bóg” 2-2019. Zapraszamy do lektury!