Od kiedy przeczytałem >Dzikie serce< wiem na pewno, że teologia jest dla każdego, a zwłaszcza dla mężczyzny, najbardziej wymagającą przygodą życiową, prawdą, do odkrywania której jesteśmy przeznaczeni. Wszystko już miałem uporządkowane… do chwili, w której przeczytałem o apostazji byłego księdza rektora seminarium poznańskiego. Taki autorytet, autor książek dogmatycznych, niemal wyrocznia w sprawach wiary… Przeżywam teraz zamęt – u kogo mam szukać pomocy w mojej teologicznej przygodzie? A mam być oparciem dla żony i dzieci…

Robert, 31 lat

 

Teologia jest poszukiwaniem, a teologowie pierwszymi podróżnikami. Gdy alpinista dotrze na jakiś szczyt, mobilizuje innych, aby spróbowali popatrzeć na świat z perspektywy tego wierzchołka, ale nieraz się zdarzało, że doszedł nie tam, gdzie chciał, że droga okazała się zbyt trudna, albo okazało się, że do szczytu należy podążać inną drogą, albo o innej porze roku.

 

Porażka jednego alpinisty zwykle nie zraża jednak innych, każe im tylko ostrożniej planować wprawy, a… dla pobożnych jest wezwaniem do modlitwy za tych, którzy „odpadli od skały”.

 

Gdy ktoś dysponujący wielką wiedzą ogłasza swoją apostazję (z greckiego: odstępstwo, porzucenie, dobrowolne odejście od wspólnoty Kościoła) to wiele osób może zadawać pytanie: co z tego wynika? Otóż – nic. To jest decyzja tego człowieka (a w tym wypadku sam on przestrzega przed pójściem w jego ślady). Każdy człowiek jest tajemnicą i jedyne, co możemy i powinniśmy robić, to powierzać go Panu Bogu i pogłębiać swoją osobistą wiarę przez modlitwę i dobrą lekturę. My, zwykli ludzie, możemy we własnych poszukiwaniach patrzeć na innych, ale jest coś, co od wieków Kościół nazywa „sensus fidei” (zmysłem wiary). Jest to pewien dar i to dar Ducha Świętego, którym nie dysponuje żaden pojedynczy człowiek, jest to rodzaj intuicji Kościoła jako wspólnoty. Dzięki temu żadna najbardziej szalona teza nie ostoi się – pozostanie tylko to, co Boże.

 

Na marginesie: warto sobie przypomnieć, że sprawa bóstwa i człowieczeństwa Pana Jezusa nie jest nowym problemem; właściwie od początku chrześcijaństwa trzeba było dyskutować z doketami (II wiek) i z arianami (IV wiek).

 

 

Ks. Zbigniew Kapłański

 

 

 

Artykuł ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2017. Zapraszamy do lektury!