Pod koniec października prowadziłem katechezę dla niewielkiej grupy dzieci w naszej parafii, które przeżywają pierwszy rok przygotowania do I Komunii świętej – dwie dziewczynki i trzech chłopców. Mówiłem, co oczywiste, o niebie, o świętości.

 

W pewnym momencie spojrzałem na najbliżej siedzącego Gienę i spytałem: – Chcesz być świętym? Może mnie nie do końca zrozumiał, może lekko się przestraszył, ale odpowiedział: – Tak. Naprzeciw siedziała Tania, która chodzi na religię odkąd pamiętam. – A ty, Tania, chcesz być świętą? – Nie – odpowiedziała zdecydowanie i pokręciła głową. Oniemiałem. – Nie chcesz być świętą? – Nie – powtórzyła. – Nie chcesz iść do nieba? – nie dawałem za wygraną, próbując wybrnąć z kłopotliwej sytuacji i pragnąc jakoś „zbawić” Tanię. – Do nieba chcę iść, ale jako… taki zwykły człowiek – wyjaśniła. Jedna z matek wyjaśniła mi, że Tania po prostu nie chce być zakonnicą.

Zabawna sytuacja, ale dała mi sporo do myślenia. Pewnie mniej o świętości trzeba mówić, a bardziej pokazać ją życiem. Najlepiej własnym. Czytam książkę „Bóg albo nic. Rozmowa o wierze”. Główny bohater kard. Robert Sarah, dziś jedna z najważniejszych osób w Watykanie, urodził się i wyrósł w maleńkiej wiosce w odległym zakątku Afryki, w rodzinie z plemienia Koniagi, która miała jedynie ubogą chatę z cegieł. Początki jego życia to mgła animistycznych wierzeń. Co tak mocno pociągnęło go do Chrystusa? Prosta i autentyczna wiara francuskich misjonarzy, którzy przynieśli im Ewangelię i wiele wycierpieli. Kardynał wspomina: „Ileż to razy byłem głęboko poruszony ciszą, jaka panowała w kościele podczas modlitwy ojców. Na początku, siedząc z tyłu, przyglądałem się tym mężczyznom i zastanawiałem się, co robią, klęcząc lub siedząc w półcieniu, skoro nic nie mówią… Ale wydawali się słuchać i z kimś rozmawiać w tym półmroku kościoła, oświetlonego świecami. Byłem prawdziwie zafascynowany ich modlitwą i atmosferą pokoju, jaka ona rodzi”.

Będziesz świętym, albo zdrajcą – dawno temu usłyszałem te słowa. Świętość. Może jest prostsza niż się wydaje? Odnaleźć swoją drogę, odkryć wolę Bożą związaną z moim życiem, przylgnąć do niej i całym sercem, ufnie i pokornie, starać się ją codziennie wypełniać. Jedno jest pewne: autentyczna świętość jest zawsze pociągająca.

Za chwilę Święta. Niech cisza i modlitewna atmosfera miejsca narodzin Pana poruszą nasze serca. Oto misterium fascinosum… Z wdzięcznym sercem, duchowo dzielimy się opłatkiem z każdym Czytelnikiem „Któż jak Bóg”.

 

Krzysztof Poświata CSMA
i parafianie z Gatowa na Białorusi

 

Artykuł ukazał się w „Któż jak Bóg” 1/2017