Poruszona oglądanym niedawno w telewizji programem o otwartym w 2016 r. w Markowej Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów obejrzałam dostępne w Internecie filmy poświęcone tej rodzinie. W jednym z nich usłyszałam, że rodzina Ulmów była głęboko wierząca.

W Biblii znalezionej domu tej rodziny podkreślony był fragment z Ewangelii świętego Łukasza o dobrym Samarytaninie, który stał się mottem jej życia: „Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko, podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go” (Łk 10,33-34). Słowa te znajdują się na jednej ze ścian muzeum. Heroiczna postawa Józefa i Wiktorii Ulmów, którzy za ratowanie Żydów zapłacili więcej niż najwyższą cenę (nie tylko życiem własnym, ale również życiem swoich bezbronnych siedmiorga dzieci, w tym jednego nienarodzonego), jest odbiciem życia prawdą Ewangelii i słów Jezusa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Rodzina Ulmów, wydana przez granatowego policjanta, upodobniła się do zdradzonego i ukrzyżowanego Jezusa. Patrząc jedynie przez wiarę, można widzieć, że ich tragiczna śmierć przyniesie plon, jak ziarno pszeniczne rzucone w glebę. Upamiętnienie bohaterskiego życia i śmierci tych zwyczajnych, a zarazem niezwykłych Polaków, których życie było poddane nade wszystko Bogu, jest zarówno budowaniem tożsamości naszego narodu jak i świadectwem żywej wiary (obecnie trwa proces beatyfikacyjny Rodziny Ulmów i innych Polaków – w sumie 122 męczenników II wojny światowej, którzy oddali życie z miłości do Boga i bliźniego).

Bolesna przeszłość, a chwalebna przyszłość

Ponieważ sprawy wiary, jak i sprawy narodu polskiego leżały głęboko na sercu błogosławionemu ks. Bronisławowi Markiewiczowi, w 1887 roku napisał on książkę Trzy słowa do starszych w narodzie polskim w stuletnią rocznicę rozbioru Ojczyzny, którą wydał pod pseudonimem B. Miromir. Pod koniec swojej książki błogosławiony dostrzega związek bolesnej historii z chwalebną przyszłością. Pisze bowiem: „Polska – matka Świętych. Nasza cała ziemia jest obficie zbroczona krwią męczenników i bohaterów, poległych za wiarę. Ta krew zaważyła na szali sprawiedliwości Bożej. Ze względu na tę krew i na modlitwy naszych Świętych, mimo naszej niegodziwości i nędzy wielu z nas, Pan już dał wielu naszym rodakom i jeszcze da nadzwyczajne łaski, a Ci swoimi czynami i działaniami wsławią imię Polski między narodami więcej, niż uczyniły to zwycięstwa pod Grunwaldem, Chocimiem i Wiedniem. Będą to zwycięstwa ducha” (Trzy słowa… s.128). Następnie ks. Markiewicz wzywa Polaków, aby czym prędzej wzięli się do dzieła i wskazuje na cztery dźwignie (czynniki), które stanowią o życiu i potędze narodów. Są to: religia, literatura, historia i byt polityczny.

Ksiądz Markiewicz dopatrywał się przyczyn niewoli pod zaborami w winie samych Polaków, których największymi grzechami, co do których wielu Polaków nie zechce się przyznać, były: ucisk, wyzyskiwanie i zaniedbanie ludu. Zarazem błogosławiony wysnuwał wnioski na przyszłość. Wskazywał on duchowieństwu na konieczność odnowy duszpasterstwa, a świeckim – odnowy całego społeczeństwa i jego praw, w tym zmiany w oświacie i gospodarce.

Stuletnie diagnozy, współczesne problemy

W ocenie ówczesnej sytuacji gospodarczej wskazywał on na problemy, podobne do tych, z którymi, mimo upływu ponad 100 lat, zmaga się nasza ojczyzna dzisiaj. Pisał między innymi: „Trzeba także pomyśleć o zmianie systemu gospodarowania i co rychlej zabrać się do roboty w tym zakresie. Wiadomo, że pszenica amerykańska, indyjska, a nawet australijska wypiera z rynku naszą pszenicę. Siejmy ją więc tylko tyle, ile wystarczy na nasze potrzeby, a zabierzmy się do hodowli bydła, do gospodarstw pastewnych, do uprawy lnu i konopii. Zamiast fabryk gorzelnianych, zaprowadźmy fabryki przetworów z nabiału, przędzalnie, fabryki płócien, sukna, wyprawy skór, wyrobu makaronu, krochmalu, piwa, miodu, fabryki nawozów sztucznych itp. Mamy ziemię przeważnie tłustą, a nie mamy wystarczającej ilości swojego nabiału. Wszak jadacie ser szwajcarski. A każdego roku sprzedajecie za miliony kupcom zagranicznym materiały surowcowe: wełnę, skórę, przędzę itd.

Powie wielu:

– U nas nie udają się fabryki. Oto ten zbankrutował, ów zamknął firmę, tamten dogorywa.

– A to dlaczego?

– Bo nie mamy ludzi.

– Przecież nasi robotnicy, technicy, inżynierowie nie mogąc znaleźć w kraju odpowiedniej pracy, idą do obcych i tam słyną ze zręczności i sumienności” (Trzy słowa… s. 120).

Prawda i miłość się obronią

Książka ks. Markiewicza cieszyła się z jednej strony dużym zainteresowaniem, a jednocześnie spotkała się z opozycją kręgów przeciwnych wprowadzeniu jakichkolwiek przemian w będącej pod zaborem austriackim Galicji. Do tego stopnia sprzeciwiano się jej dystrybucji, że do przebywającego we Włoszech ks. Markiewicza wysłano mediatora, który miał skłonić go do wycofania książki z obiegu. A gdy i to się nie udało, opublikowano nieprzychylną opinię na temat działalności ks. Bronisława. I choć wielu postulatów kapłana nie podjęto, to przyczynił się on swoim dziełem do likwidacji w Galicji obowiązującego prawa propinacji, czyli wyłącznego prawa właściciela dóbr ziemskich do produkcji i sprzedaży alkoholu w obrębie jego dóbr. Prawo to, często nadużywane, było wykorzystywane przez właścicieli ziemskich do zwiększania własnych zysków kosztem dobra prostego ludu, wśród którego szerzyło się pijaństwo.

Dobre rzeczy poznaje się po owocach, a prawda i miłość zawsze obronią się same. Godne i święte życie ks. Bronisława Markiewicza zostało potwierdzone owocami jego pracy oraz zaliczeniem go do grona błogosławionych. Wierzę, że podobnie sprawiedliwe życie i męczeńska śmierć Rodziny Ulmów przyniosą duchowe owoce w życiu polskich rodzin i całego narodu.

Joanna Krzywonos

Artykuł ukazał się we wrześniowo-październikowym numerze „Któż jak Bóg”. Zapraszamy do lektury!