Prorok na kryzys

Lubię słuchać opowieści. Mój brat jest ekonomistą i pracuje w jednym z banków. Lubi swoją prace, która przynosi mu satysfakcję i daje środki na życie.

 

Jednym z zadań pracownika banku jest sprzedaż kredytów. W mediach słyszymy często o tym, że banki ostrożniej udzielają kredytów, bo brak możliwości ściągania kredytów od ludzi zbyt zadłużonych spowodował kryzys gospodarczy. Tyle media. Rzeczywistość jest inna – bardziej chciwa wcale nie mniej niż przed kryzysem.

 

Para sandałów

 

Amos był prostym rolnikiem, który uprawiał sykomory. Żył prosto, spokojnie, z godnością człowieka ciężko pracującego na utrzymanie. Przez pewien czas przyglądał się światu i słuchał opowieści. Został powołany przez Boga jako prorok, głos wołający o opamiętanie. A działo się źle. Żył w czasach, które można określić czasami dobrobytu. Do czasu, aż nadszedł (wieszczony przez niego) kryzys. Kryzys, którego nie spowodowała wojna czy klęska naturalna, ale chciwość i beztroska ludzi. Dokładnie jak dzisiaj. Beztroska ludzi bogatych, którzy nawet w tych trudniejszych czasach żyli całkiem dobrze na biednych cedując skutki swojej chciwości. Nie jest to miłe Bogu, w którego imieniu Amos grzmi wzywając do opamiętania: „Z powodu trzech występków Izraela i z powodu czterech nie odwrócę tego wyroku, gdyż sprzedają za srebro sprawiedliwego, a ubogiego za parę sandałów”.  Ludzie biedni, którzy zaciągnęli kredyty by przeżyć, są sprzedawani w niewolę za niewielką sumę lub biedni właściciele ziemscy muszą sprzedawać swoje niewielkie posiadłości pozostając bez środków do życia. Bogaci mają się dobrze wylegiwując się na płaszczach, które zabrali biednym jako zastaw skromnych pożyczek.

 

Dlaczego prorokował?

 

Amos to pierwszy prorok, który przedstawia „wyrocznie przeciw narodom”. Później podobnie pisali Izajasz, Jeremiasz czy Ezechiel. Od trzeciego rozdziału, kilka z jego ksiąg rozpoczyna się wezwaniem „słuchajcie”. Jakby porażającym okrzykiem, który musi wydać Amos, powołany, by wzywać do opamiętania. Musi, bo w życiu to, co następuje po sobie ma przyczynę i skutek. „Czyż wędruje dwóch razem jeśli się wzajemnie nie znają? Czyż ryczy lew w lesie nie mając zdobyczy? (…) Gdy lew zadrży, któż się nie ulęknie? Gdy Bóg przemówi, któż nie będzie prorokować?”. Z obserwacji i słuchania można wynieść pewne wnioski. Prorokowanie bez Bożego źródła by nie istniało. Cała księga jakby mówiła sama sobą – wszyscy szemrzą, a nikt nie krzyknie. Prorok, który został wezwany przez Pana musi krzyczeć i wzywać głośno i wyraźnie.

 

Głód Słowa

 

Bardzo obrazowo brzmi przepowiednia dotycząca głodu: „Oto nadejdą dni – wyrocznia Pana Boga – gdy ześlę głód na ziemię, nie głód chleba, ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Pańskich”. Wszystkie bożki nie dadzą odpowiedzi na potrzebę życia duchowego człowieka. Potrzebę przedstawionego, głoszonego Słowa Boga. Naród nie otrzyma proroka i będzie zagubiony, od morza do morza, z północy na południe szukając słowa Pana, którego nie znajdzie.

Kiedy człowiek pozostaje na poziomie „sam wszystko osiągnąłem” i opiera się wyłącznie na materii – tym co może kupić, tym na czym może zarobić, nie ma czasu szukać siebie. Nie potrafi odnaleźć tego, co piękne, co wzniosłe. Żeby to ujrzeć trzeba się zatrzymać, trochę zwolnić. Gordon Gekko, makler i człowiek niezwykle bogaty, bohater filmu „Wall Street: Pieniądz nie śpi”, radzi  młodemu człowiekowi: „Chcesz mieć przyjaciela? Kup sobie psa.”. Daje mu wyraźnie do zrozumienia, że pogoń za pieniędzmi pożera wartości.

Pogoń za zyskiem pożarła myślenie o drugim człowieku, powodując kryzys ekonomiczny. Im trudniej, tym więcej myślimy o zyskach i kupowaniu, a mniej o innym. Nie ma czasu na duchowość i coraz mniej młodych ludzi odpowiada na wezwanie Boga. Coraz mniej podejmuje powołanie. Skoro nie ma czasu na odniesienie do drugiego człowieka, to i brak go będzie na odniesienie do Boga. Tak jest już w Europie Zachodniej. Ci, którzy czują jeszcze głód Słowa Bożego, mają coraz większy problem ze znalezieniem kapłanów, proroków.

 

Amos prorok na dzisiaj

 

Kryzys, jaki nas dotyka, przez media określany jest mianem ekonomicznego. Ale z tym jest trochę, jak z wyznaniem grzechu na spowiedzi. Ktoś mówi: „dokonałem złego czynu” i czasami nawet potrafi go nazwać. Jednak w rachunku sumienia zbyt rzadko zastanawiamy się nad tym, co było wcześniej, co doprowadziło do tego czynu. Kryzys powinno określać się etycznym, bo chciwość i brak myślenia o drugim człowieku doprowadziły do zapaści, ciężar której dźwigają Ci, co i tak nie mają wiele. Amos zostawił przesłanie, które mówi, że bez wiary nie ma sprawiedliwości społecznej.

 

Ks. Grzegorz Sprysak CSMA

 

 

Artykuł ukazał się w marcowo-kwietniowym numerze „Któż jak Bóg” 2-2012. Zapraszamy do lektury!