„Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia” (Ap 2,10)

30 grudnia 2017 r. mija 81 rocznica świątobliwej śmierci Sługi Bożej Matki Anny Kaworek. Pochylam się nad tym tekstem u początku listopada, czyli w kontekście Uroczystości Wszystkich Świętych i listopadowych zamyśleń nad Paschą tych, którzy przeszli do wieczności.

 

Staję z wielką wdzięcznością wobec Boga za przodków mojej rodziny naturalnej i zakonnej. Podążam więc do początków mojego Zgromadzenia, do jego korzeni i fundamentów, gdyż nie da się dobrze odczytać współczesności i jasno patrzeć w przyszłość bez szacunku do historii.

 

Świadkowie świętości

 

Tuż po odejściu M. Anny napisano krótką notatkę w miesięczniku „Powściągliwość i Praca” pt.: „Ci, co odeszli…”. Czytamy tam: „Śp. S. Anna Kaworek, pierwsza Przełożona Generalna Zgromadzenia Sióstr św. Michała Archanioła w Miejscu Piastowym, cicha a wielce zasłużona pracownica niwy Pańskiej – zasnęła w Panu, przeżywszy 63 lata, w dniu 30 grudnia 1936 r. Z mizernych początków wyprowadziła swą zapobiegliwą, nieustanną pracą dzieło (…). Dużo już naprawdę wartościowych i dzielnych pracownic wydał Zakład ten w ostatnich dziesiątkach lat bez rozgłosu i hucznej reklamy. Wszystko to w dużej mierze jest zasługą zmarłej Przełożonej, która całą swoją duszę włożyła w ukochanie naprawdę wzniosłego dzieła. Powszechny żal wszystkich, którzy znali ofiarne poświecenie i owocną pracę tego Anioła Bożego na ziemi, towarzyszył obrzędom pogrzebowym, które odbyły się 2 stycznia 1937 r. Niech spoczywa w Panu”.

 

Autor drugiego artykułu pt. „Śp. Siostra Anna Kaworek – Generalna Przełożona Towarzystwa Sióstr św. Michała Archanioła” opisał spontaniczną reakcję ludzi okolicznych wiosek, wśród których żyła Sł. Boża, bo to ona nosiła potrzebującym parafianom posiłki, a dla dzieci z parafii Miejsce Piastowe utworzyła ochronkę, w której tak wiele mogły się nauczyć. Świętość mierzy się czynami, a lud był świadkiem, jak Anna wypełniała ewangeliczne wezwanie: „Cokolwiek uczyniliście najmniejszym, Mnieście uczynili” (por. Mt 25). Dlatego zaraz „po śmierci zwłoki jej odwiedzała tłumnie okoliczna ludność, wpatrując się ze łzami w jej rozjaśnione oblicze – w tym przekonaniu, że widzą przed sobą świętą: bowiem przez 42 lata patrzyli oni na jej oddane Bogu i bliźniemu – pracowite życie – a wielu dużo dobrego dla duszy swej i ciała od niej doznało. Każdy chciał zabrać z jej trumny jaką relikwię dla siebie – tak iż trzeba było nawet straż postawić. Niektórzy przypominali sobie, iż jeszcze przed wielu laty śp. ks. Bronisław Markiewicz przepowiadał, iż Siostra Anna będzie świętą.

 

Skąd takie przekonanie o tej prostej, zwyczajnej, rozmodlonej Michalitce, która nie czyniła nic wielkiego? Tak mało pozostawiła przecież zapisanych słów, a te które posiada archiwum sióstr michalitek są pieczęcią jej czynów. Jakich czynów? Śledzę dalej ten sam archiwalny artykuł autora, który podpisał go dwoma literami „T.R” i słucham tego, co mówili inni, patrzący nieco z boku na „siostrę i matkę” ubogich dzieci i wspólnoty sióstr.

 

„Trudne i ciężkie były początki rozwiniętego już dziś i bardzo zasłużonego Towarzystwa Sióstr św. Michała Archanioła. Nie było nawet własnego domu – trzeba było tułać się po różnych domach wiejskich i walącej się plebanii. Dosłownie <<o głodzie i chłodzie>> spełniały siostry wszystkie prace w domu, gospodarstwie i w polu – pomagając ks. Markiewiczowi w tworzeniu wielkiego dzieła: zakładów męskich i żeńskich oraz obu zgromadzeń. Nie mogły także siostry nosić ubioru zakonnego, chodząc aż do chwili zatwierdzenia przez władze kościelne (1928 r.) w czarnych ubraniach, jakich używają na Górnym Śląsku wieśniaczki. (…) Taką to twardą szkołę życia przeszła śp. Siostra Anna pod światłym kierownictwem ks. B. Markiewicza; przejęta na wskroś jego duchem prowadziła przez lat 42 Zgromadzenie Sióstr Michalitek, jako główna przełożona, doczekawszy się dopiero 16 lat po śmierci Ks. Założyciela zatwierdzenia przez władze kościelne. W tym też roku (1928) Siostry ukończyły i zamieszkały wreszcie po blisko 35 – letniej tułaczce w rzeczywistym domu klasztornym, zbudowanym własną, mozolną pracą: wszystko bowiem prócz fachowych prac murarskich – zostało wykonane przez Siostry”.

 

Wierna zawsze wiernemu Bogu

 

„Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia” (Ap 2,10).

To Słowo porusza mnie do głębi w kontekście dalszych refleksji wyżej przytoczonego autora. Przecież czytam je po 80 latach od czasu napisania. To prawda, że jestem duchową córką Sł. Bożej i słusznie, że myślę o niej jak o Matce, ale nie w tym tkwi źródło takich doświadczeń. Zadziwia mnie wierność Boga wobec danego człowiekowi słowa i taka moc Ducha Świętego, że M. Anna była w stanie codziennie przyjmować tę Miłość i trwać wbrew nadziei w posłuszeństwie rozpoznanej Woli Bożej. Nie są jej obce kryzysy, nie są jej obce łzy, nie jest jej obca modlitwa wołania o światło. Dlatego lubię takich zmagających się i poszukujących świętych, bo oni nie są dalecy od mego człowieczeństwa. Iluż młodych może odnaleźć się w takiej realnej i prostej modlitwie Sł. Bożej na dróżkach kalwaryjskich Góry św. Anny, gdy poszła tam po raz kolejny w życiu, po doświadczeniu rozczarowania swoimi wyobrażeniami o klasztorze i realizacji powołania. W tej sytuacji pokonała ją na chwilę tęsknota za rodziną, za Śląskiem, była przecież młodą, 22-letnią dziewczyną… Jak modliła się wtedy i co usłyszała? Zapisała w swoim życiorysie: „Cały Boży dzień chodziłam, nic nie jedząc, rzewnie płakałam i Boga prosiłam: <Panie co mam robić> – jednak odczuwałam rękę niewidzialną, która mi wskazywała powrót do Miejsca Piastowego. (…) W tych moich odwiedzinach poznałam wyraźnie wolę Bożą, gdzie mnie Pan Jezus chce mieć, że się tam mam poświęcić dla maluczkich. Tęsknota za tym, co wcześniej zostawiła, pokonała ją tylko na chwilę, a na zawsze pokonała ją MIŁOŚĆ. Tej MIŁOŚCI pozostała wierna aż do śmierci. MIŁOŚĆ jednak nie umiera, więc wszyscy, którzy stają wobec pytań, jaki jest Boży plan wobec ich życia, mogą mieć w Sł. Bożej swoją orędowniczkę.

 

Wróćmy jednak do artykułu sprzed 80 lat, który kończy się słowami: „Grób zamknął śmiertelne szczątki świątobliwej służebnicy Bożej – długoletniej współpracowniczki i powiernicy dzieła ks. Bronisława Markiewicza (…). Życie jednak ludzi świętych nie gaśnie wraz z życiem doczesnym (…). Tak też pamięć cnotliwego, pełnego pracy dla Boga i bliźnich żywota śp. Siostry Anny Kaworek trwać będzie zawsze w sercach i duszach nie tylko tych, co na jej wzniosły przykład patrzyli, ale duch opiekuńczy jej niebieskich sfer roztaczać będzie skrzydła opiekuńcze nad wszystkimi domami Tow. Sióstr św. Michała Archanioła i zakładami sierocymi przez nie prowadzonymi, wypraszając im błogosławieństwo Boże i pomoc we wszystkich sprawach przed tronem Bożym i Matki Najświętszej. Wierność Bogu nie przemija i nadal owocuje w tych, którzy modlą się w krypcie przy jej grobie.

 

Wierna obietnicom

 

„Szczęśliwi, których moc jest w Tobie, którzy zachowują ufność w swym sercu” (Ps 84.).

Duch Święty uzdolnił M. Annę do zaufania zawsze wiernemu Bogu. Wiedziała, że Bóg spełnia swoje obietnice, choć czyni to w swoim czasie. Była świadkiem, że Boże Słowo złożone w sercu i na ustach Założyciela, wypełniło się. Na pierwszej Kapitule Generalnej, po zatwierdzeniu, Sługa Boża powiedziała: „Dziś stoimy na fundamencie Kościoła długie lata oczekiwanym. Możemy się rozrastać w duchu Chrystusowym, apostołować mamy w cichości i pokorze”. S. Walentyna Bierońska potwierdza tę ufność w wypełnienie Bożych obietnic, pisząc: „Tylko przykład i nauki Ojca Założyciela podtrzymywały nas w nadziei, że będziemy kiedyś Zgromadzeniem. A przeszło trzydzieści lat nie miałyśmy innego oparcia i żadnych widoków. Pan Bóg dawał nadzieję. Nie pociągały nas inne zakony. To ks. Markiewicz wlał w nas taką ufność” .

 

Wierna ubogim

 

„Troszczcie się o sprawiedliwość, oddajcie słuszność sierocie” (Iz 1,17).

S. Anna rozpoznała wolę Pana, że ma poświecić się „maluczkim”. Temu pozostała wierna do końca życia. Uczynki Miłosierdzia względem ciała i duszy, wybór peryferii, po których chodzą ewangeliczni „najmniejsi”, to szczególny rys cechujący Sł. Bożą. Oto jej ewangeliczny program: „My jesteśmy dla najbiedniejszych i opuszczonych, za których nikt nic płacić nie może, dla tych, dla których nie ma miejsca w innych zakładach, których gdzie indziej nie przyjmą z powodu ich ubóstwa”. Głodnych nakarmić, spragnionych napoić, bezdomnych w dom przyjąć…, więc przyjmowała ubogie dziewczęta, do takich warunków, w jakich mieszkała sama i w jakich mieszkały pierwsze michalitki.

 

Wierna Wspólnocie Sióstr

 

„Pełnijcie służbę Panu, niech was pociąga to, co pokorne” (Rz 12, 11.16).

Siostry określają jej przełożeństwo słowem PIERWSZA: Pierwsza w kaplicy, pierwsza w pracy, pierwsza w umartwieniu, pierwsza w skupieniu i milczeniu, pierwsza w szacunku do innych, pierwsza w wytrwałości i wierze, pierwsza w słuchaniu wspólnoty, bo „kiedy wydawała polecenia, można było przyjść do niej i porozmawiać na temat tego, co zaleciła. Wysłuchała, lecz była konsekwentna w swych decyzjach. Raczej ich nie odwoływała. Polecenia przekazywała z wielkim przekonaniem tak, że siostry mówiły, iż nie można jej odmówić” – zapisała s. Aniela Ostrowska.

S. Daniela Moroz dopowiada, że „Siostry ceniły ją bardzo za to, że dokładnie interesowała się pracą i życiem sióstr, a nawet sama wyręczała je w pracy, po prostu z nimi pracowała”.

W książce o. Cecyliana Niezgody czytamy, że siostry z uległością poddawały się pod rozkazy „dziwnej przełożonej, a dziwnej dlatego, że zamiast rozkazywać i dozorować, sama pierwsza szła do pracy fizycznej, dawała przykład umartwienia i z czarującym taktem odnosiła się do wszystkich„. W tym właśnie tkwi źródło autorytetu m. Anny od pierwszego jej wyboru na przełożoną.

 

***

 

Drogi Czytelniku, nie wiem, jaki rodzaj wierności charakteryzującej „Cichą Bohaterkę” z Miejsca Piastowego dotyka Twego życia. Jestem pewna, że ta, która „nie przestała być Siostrą i Matką” chce nam wszystkim powiedzieć: Bóg jest wierny, zaufaj, nie przyśpieszaj tego, na co warto cierpliwie czekać. Wołaj do Pana, On słucha, jest żywym Bogiem, a pochyla się nad tym, co małe i pokorne. Cokolwiek robisz, szanuj człowieka: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21).

 

S. Leonia Przybyło CSSMA

 

 

 

Modlitwa o beatyfikację Sł. Bożej M. Anny Kaworek

 

Boże w Trójcy jedyny, uwielbiamy Cię za dar Twojej pokornej Służebnicy – Matki Anny Kaworek, której serce rozmiłowane w Tobie rozpaliłeś ogniem miłości do dziecka biednego i wszystkich potrzebujących oraz dałeś jej moc wiernego trwania pośród przeciwności. Racz ukazać przez nią potęgę Twojej dobroci i miłości, i obdarzyć ją chwałą ołtarzy. Przez jej wstawiennictwo udziel nam łaski ……., o którą prosimy Cię z ufnością. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Ojcze nasz…

Zdrowaś Maryjo…

Chwała Ojcu…

 

 

Zdjęcie: www.przedszkolejedlicze.pl

 

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2018. Zapraszamy do lektury!