Przy stole z Judaszem

W tajemnicy wcielenia Bóg stał się człowiekiem i ukrył swój majestat, by dzielić nasz ziemski los. Ostatecznie zgodził się na to, by ludzie go zabili. A zrobili to, gdyż za dużo o nich wiedział, był dla nich niewygodny. Chciał bowiem, aby serce człowieka objawiło się w swojej największej tajemnicy – tajemnicy nienawiści i tajemnicy miłości.

 

Chrystus mimo, że był Bogiem zgodził się, by ludzie wypisali na nim swoją nienawiść. Ci, którzy stanęli po jego stronie nie walczyli ze złem. Stanęli obok Jezusa w miłości i prawdzie, którą kochał. Mogli razem z nim tylko cierpieć – wobec nienawiści i zazdrości byli bezradni, podobnie jak bezradni są dzisiaj. Syn Boga objawił nam prawdę o świecie zła, jakie na ziemi istniało, istnieje i będzie istniało nieustannie rosnąc. Kres tego zła nadejdzie, gdy Chrystus powróci jako sędzia.

Syn Boga nie przyszedł bowiem na ziemię, aby pozbyć się Kajfaszy, Annaszów, Herodów, Piłatów, faryzeuszy czy łotrów. Mimo, że wielu tak właśnie odbiera jego misję. Jezus nie zakładał Kościoła, aby usunąć z ziemi zło i ocalić niewinnych. On przybył, aby nas nauczyć żyć pod władzą sanhedrynów, Heroda, Piłata… Aby nauczyć nas siedzieć przy tym samym stole z Judaszem i jeść z nim z jednej wazy. Musimy nauczyć się tego bowiem zło jest w każdej parafii, w każdej diecezji, w każdej kurii i w każdym zakonie. Tak jak było w Jerozolimie i w wieczerniku.

W godzinę Zmartwychwstania Jezus objawił wartość swojego przyjścia. Stał się człowiekiem, aby przekazać nam swoje święte życie. Nie ujmując nic z naszego człowieczeństwa, zanurzyć je w swojej boskiej osobie. Zmartwychwstały Jezus ma swoje dawne ciało, swoją ludzką duszę, swój ludzki rozum i wolę, i swoje ludzkie serce. Ale to wszystko po Zmartwychwstaniu tętni pełnią życia ludzkiego i boskiego jednocześnie. Bo życie po Zmartwychwstaniu nie podlega już prawom naszej doczesności. Zło, nienawiść i śmierć nie mają do niego dostępu.

Jezus mówi wszystkim ludziom dobrej woli: „Wytrwajcie na tej drodze, jaką ja przyszedłem, bo ona prowadzi do pełni życia. Chcę z Wami, jako moimi braćmi, dzielić życie ludzko-boskie przez całą wieczność, w nieskończoność”. Szczęśliwy, kto spotkał się z Jezusem zmartwychwstałym i wie po co żyje, dlaczego cierpi i dlaczego umiera. Nie boi się jutra, bo wie co go na tej ziemi czeka.

Nie dziwmy się zatem żadnej formie zła na ziemi – ani w domu rodzinnym, ani sąsiedzkim; ani w Polsce, ani w świecie, ani w Kościele. Idźmy razem z Chrystusem, a wówczas odkryjemy jak wiele pokoju i mocy jest w spotkaniu z nim. Chrystus bowiem powiedział: „Nie potępiaj tego świata. Ja też nie potępiam”. I dlatego ja nie potępiam nikogo z tych aktorów ewangelicznych, których imiona wymieniłem. To nie są bohaterowie, to są aktorzy. Dzisiaj, w moim „filmie”, mają tylko inne imiona. Dlatego nie oczekuję od nich, aby stali się inni. Bo mój Jezus nauczył mnie kochać.

 

Ks. prof. Edward Staniek

 

 

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2012. Zapraszamy do lektury!