Niedawno pocztą elektroniczną dostałem list od pewnego wykładowcy z wyższej uczelni z prośbą, aby go opublikować i dopiskiem „proszę nie pisać mego nazwiska, bo trochę wstydzę się mojej głupoty, ale dosyć mi zależy, aby przestrzegać ludzi, którzy może nauczą się czegoś na cudzych błędach, by swoich nie musieli popełniać….”

Jestem ekonomistą i do sierpnia wydawało mi się, że jestem wierzący. Niedawno byłem na rekolekcjach, na których zrozumiałem, że… wiara, którą dotychczas wyznawałem niewiele ma wspólnego z Panem Jezusem. Nie wiem nawet, skąd mi się to wzięło, bo trzeba chyba zapomnieć o Panu Jezusie i Jego nauce, by coś tak głupiego wymyśleć. Przykłady? Ot, choćby patrzenie na świat…

W kazaniach, w czasopismach katolickich, w audycjach radiowych, wciąż słyszałem wezwania do optymistycznej postawy, raz gdzieś przeczytałem, że „optymizm jest obowiązkiem chrześcijanina”, a nawet, że „brak optymizmu jest grzechem, z którego trzeba się spowiadać”. Ja nie umiałem patrzeć na świat optymistycznie widząc nieuczciwości polityków, podłość ludzi, którzy potrafią nieodwracalnie popsuć komuś opinię przez obmowę, a nawet oczernianie, niekonsekwencję wychowawczą w rodzinach. Na szczęście u nas w domu nie ma takich postaw, ale dla mnie to za mało…

Co widzę po rekolekcjach, po kolejnym i, mam nadzieję, że nie ostatnim w moim życiu, nawróceniu?

Przede wszystkim widzę teraz, że optymizm jest nieodłącznie związany z prawdą. Gdy nie ma prawdy – nie może być optymizmu, bo nie stoimy na stałym gruncie: kłamstwo jest jak ruchome piaski albo jak wzburzona woda.

Z kolei pozytywna postawa człowieka niedojrzałego może być naiwnością, która prędzej czy później prowadzi do zgorzknienia, zniechęcenia.

Wzorem człowieka patrzącego optymistycznie na człowieka i na świat jest Jezus Chrystus, również ci, którzy od Niego czerpią siłę. On doskonale znał prawdę o każdym rozmówcy. Widział nie tylko czyny, ale i zamiary, widział intencje i wszelkie uwarunkowania wynikające z przeszłości. Niewesoła prawda o świecie musi przygnębiać, ale najsmutniejsze nawet wydarzenia nie przesłaniają nadziei, która wynika z Chrystusowego zwycięstwa nad śmiercią, cierpieniem i grzechem. Jan Paweł II, gdy mówił do Polaków o przykazaniach denerwował się i wzruszał, ale nadal głosił. Mówił z mocą, że odnalezienie Chrystusa daje nowe patrzenie na świat – ponad złem i niesprawiedliwością. U boku Jezusa Chrystusa jesteśmy optymistami, bo zwycięstwo się dokonało, a to co widzimy jest agonią zła.

Optymizm to właśnie widzenie możliwego dobra, czyli świadomość zła i dostrzeganie łaski Pana Jezusa, który wszystko zwycięża. Można też zauważyć, że prawdziwie chrześcijańska postawa sama w sobie jest już zwycięstwem – przecież to męczennicy byli zwycięzcami, a nie ich oprawcy.

Jeszcze jedno odkrycie… Sprawa skupienia.

Mam już ponad 40 lat i wciąż ten sam problem… Nie umiem się skupić na modlitwie. Pytałem wielu spowiedników, każdy coś tam powiedział, ja zawsze słuchałem tego z uwagą i nadzieją i… znów to samo. Jak patrzyłem na Jana Pawła II to – powiem szczerze – zazdrościłem Mu takiej pięknej modlitwy, jaką można było u Niego widzieć. Ale wciąż nie wiedziałem, co z tym zrobić…

Co wiem teraz? Zacznijmy od istoty – modlitwa to spotkanie z Panem Bogiem. Gdy o tym pamiętamy, to od razu widać, że nie jest najważniejsze to, co i jak Jemu powiemy, ważne jest otwarte serce, nasza pokora i gotowość słuchania. Oczywiście nie należy specjalnie, z premedytacją, powodować rozproszeń. Do modlitwy, jeśli ma się odbywać poza świątynią, mam znaleźć odpowiedni czas i miejsce, najlepiej z dala od źródeł hałasu i rozproszeń wzrokowych. Wielu ojców duchowych twierdzi, że dobrze jest w swoim pokoju mieć miejsce tylko do modlitwy. Tego nie jestem pewien, ale na pewno wielu osobom pomaga jakiś wizerunek (choć oczywiście nie modlimy się do obrazka, ma on jedynie trochę uspokoić spojrzenie), innym zapalenie świeczki (ostrożnie z otwartym ogniem w mieszkaniu!).

Rady, których mi udzielono, są zasadniczo trzy: poprzedzić modlitwę ciszą przed Panem Bogiem (czasem wystarczy dosłownie pół minuty), poprosić swego Anioła Stróża i Ducha Świętego, bo przecież On modli się w nas. A najpiękniejsza modlitwa to włączenie się w dialog wewnątrz Trójcy Świętej, w dialog pomiędzy Ojcem a Synem. Trzecia rada dotyczy stylu życia. Jeśli chcemy się lepiej modlić, to staramy się żyć tak, aby ta modlitwa była prawdziwsza, bardziej szczera… To jest rada udzielana właściwie we wszystkich religiach…

Na koniec coś pocieszającego i zawsze aktualnego. Panu Bogu będzie się „podobała” nawet modlitwa pełna rozproszeń, jeśli Mu te trudności powierzymy, ofiarujemy np. słowami: „Mój Ojcze, wiesz, że lepiej nie umiem, ale przyjmij w darze to, co potrafię Ci dać…”

Mam jeszcze wiele odkryć, ale to może następnym razem, jeśli mi Redakcja pozwoli…   

                                                 Zwykły ojciec trójki dorastających dzieci

Artykuł ukazał się w listopadowo-grudniowym numerze „Któż jak Bóg” 6-2012. Zapraszamy do lektury!