Artykuł pragnę zakończyć przywołaniem pomnika Tysiąclecia Rosji w Nowogrodzie Wielkim z centralnie przedstawionym pośrodku protoplastą kniaziem Rurykiem z tarczą w mocarnej dłoni. Na samym szczycie znajduje się anioł przekazujący księgę – w domyśle Pismo Święte.

 

Nie, tym razem to nie św. Michał, patron Rusi. To raczej anioł personifikujący prawosławną Cerkiew, która przekazuje wiarę chrześcijańską narodowi ruskiemu. Pomnik jest genialny – wspaniały i niepowtarzalny. Został wzniesiony w roku 1862 z okazji tysiąclecia przybycia kniazia Ruryka do Nowogrodu. Konkurs na projekt odbył się w 1859 roku i wyłoniono dwóch zwycięzców – architekta Wiktora Hartmanna oraz rzeźbiarza Michała Mikieszyna. Na obelisk składa się ogromne jabłko królewskie, bądź – jak twierdzą rosyjscy badacze – czapka monomacha będąca symbolem władzy carskiej. Całość została opasana sylwetkami 129 postaci ludzkich rozlokowanych na trzech poziomach monumentu. Każda z tych postaci reprezentuje różne okresy w historii państwa rosyjskiego przedstawione chronologicznie: narodziny Rusi, chrzest Rusi, bitwa na Kulikowym Polu, początek dynastii Romanowów, postacie Iwana III, Dymitra Dońskiego itd. Całkowita wysokość pomnika wynosi 15,7 metrów, natomiast jego średnica w najszerszym miejscu cokołu mierzy 9 metrów.

Odsłonięcie monumentu nastąpiło 8 września 1862 roku na specjalnie zorganizowanej defiladzie z udziałem tysięcy żołnierzy, w obecności samego imperatora cara Aleksandra II i jego świty. Lokalizacja pomnika była nad wyraz trafna, bo założenie Nowogrodu Wielkiego przez Ruryka w 862 roku uważa się obecnie za początek historii Rusi. Ruryk zintegrował część Normanów, rozproszone plemiona wschodniosłowiańskie oraz ugrofińskie i utworzył pierwsze znane państwo ruskie – Ruś Nowogrodzką. Podczas II wojny światowej naziści niemieccy próbowali zdemontować piękny pomnik i wywieźć go, jednak ostatecznie nie osiągnęli zamierzonego celu. Obelisk odrestaurowano i otwarto ponownie w dniu 2 listopada 1944 roku.

Na kijowski Majdan spogląda zaś od niedawna św. Michał Archanioł, muskularny niczym gladiator majestatyczny wojownik. Eklektyczna figura stanęła na zwieńczeniu zrekonstruowanej Bramy Lackiej. Podobizn Księcia Anielskiego w przestrzeni centrum Kijowa znajdziemy zresztą więcej, a podczas dramatycznych wydarzeń na Majdanie św. Michał zstąpił do serc walczących.

W tym miejscu radbym wspomnieć refleksję niemieckiego teologa ojca Alfreda Läpple. Dziwuje się on szczerze, iż Michał Archanioł jako opiekun i anielski książę narodu Izraela (por. Księga Daniela 10,13,20), a jednocześnie patron narodu niemieckiego (w roku 813 za panowania Karola Wielkiego synod biskupi stanów Rzeszy w Moguncji wystosował petycję do papieża Leona III o ustanowienie św. Michała Archanioła patronem Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a papież rozpatrzył „podanie” pozytywnie) nie zapobiegł Holokaustowi i tragedii oświęcimskiej. I kolejny paradoks dla Läpple (ur. 1915), zapewne patrioty swojego kraju: nabożeństwo do św. Michała Archanioła w czasach hitlerowskich przeżywało wielki renesans, pismo Związku Młodzieży Katolickiej „Michael” posiadało imponujący nakład 300000 egz., a mimo to zostało w roku 1935 zakazane przez Hitlera. Wniosek wydaje się logiczny: nie wystarczy administracyjno-urzędowe obwołanie św. Michała (zapewne dotyczy to także innych świętych patronów miast oraz państw) przez ten lub inny naród na swego patrona. Aby patron taki mógł działać, aby protektor mógł chronić podopiecznych, musi on pozostać żywy w sercach i umysłach ludzi, inaczej staje się szybko historycznym reliktem. Aż strach pomyśleć, co wiedzielibyśmy o św. Michale dzisiaj w naszym kraju, gdyby nie jego najlepsi w Polsce ambasadorzy – wybitni święci: Bronisław Markiewicz, Faustyna Kowalska, Jan Paweł II.

 

Herbert Oleschko

 

Artykuł ukazał się w „Któż jak Bóg” 1/2017