Starość to trudne zadanie

Oczarowani iluzją świata kreowanego przez seriale i reklamy, coraz częściej robimy wszystko, byle tylko zaprzeczyć temu co i tak nieuchronne – starzeniu się. Stąd zresztą popularność np. operacji plastycznych czy odmładzających kosmetyków, którym wielkie koncerny przypisują niemal magiczne właściwości. Wychowywani w takim swoistym „kulcie młodości” nie zdołaliśmy jednak odwrócić kierunku, w którym zmierza demografia naszego kraju. W naszym społeczeństwie coraz więcej jest ludzi starych. Jak zatroszczyć się o nich i jak umiejętnie zaczerpnąć z ich mądrości i życiowego doświadczenia?

 

Jak często Jezus mówił o starości?

Nie wypowiedział tego słowa ani jeden raz.

 

Jezus nie mówi o niej, ale czy w Ewangelii jest ona nieobecna?

Jest obecna i są nawet imiennie wymienieni ludzie starsi. To rodzice Jana Chrzciciela: Elżbieta i Zachariasz, to Symeon i Anna, którzy witali Jezusa w świątyni, gdy zgodnie z Prawem ofiarowano Go Bogu. Wypowiedzi tych podeszłych w latach ludzi odsłaniają bogactwo serc wierzących, którzy przyjmowali starość i widzieli w niej zadania, jakie Bóg im zlecał.

 

Milczenie Jezusa zdumiewa, bo miał przed sobą ludzi starych.

To milczenie zastanawia, ale pytań dla nas ważnych, których Jezus nie podejmuje, jest więcej. Wiemy tylko, że na wszystko odpowiada miłością, a my najczęściej tej miłości nie posiadamy i dlatego stoimy przed tajemnicami.

 

A może Stary Testament odpowiada na pytania o starość i Jezus już nie musiał ich podejmować?

W dużej mierze jest to możliwe. Stary Testament przekazuje bogate wymiary prawdy o starości.

 

Która z ksiąg Starego Testamentu zatrzymuje się nad starością?

Każda z ksiąg historycznych, bo one odsłaniają wielu bohaterów podeszłych w latach, a przez to dostarczają materiału potrzebnego do odpowiedzi na interesujące nas pytanie. Z tymi bohaterami trzeba się spotkać, bo każdy z nich ma coś cennego do powiedzenia.

 

Czyli Stary Testament mówi o ludziach starych, a o starości?

Temat podejmują księgi Mądrości, Syracha i Psalmów. Zwracam też uwagę na jedną wypowiedź z Księgi Koheleta, w której jest piękny poetycki opis starości. Ten natchniony tekst winien znać każdy człowiek, gdy odkrywa, że starość zamienia się w jego towarzyszkę, która nie opuści go aż do śmierci. Oto słowa Koheleta:

„Gdy trząść się będą stróże domu”, czyli ręce;

„uginać się będą silni mężowie”, czyli nogi;

„będą ustawać mielące”, czyli zęby;

„zaćmią się patrzące w oknach”, czyli oczy;

„zamkną się drzwi na ulice” – pojawi się samotność;

„łoskot młyna przycichnie” – nastąpi utrata słuchu;

„odczuwać się będzie lęk przed wyżną i strach na drodze” – wystąpi brak sił;

„drzewo migdałowe zakwitnie” – włosy osiwieją;

„przerwie się srebrny sznur, stłucze się czara złota” – skarby wypadną z reki;

„dzban się rozbije u źródła i w studnie kołowrót złamany wpadnie” – to obraz śmierci.

Kohelet nie jest jednak pesymistą. lecz realistą: „Boga się bój, przykazań Jego przestrzegaj, bo cały w tym człowiek” (por. Koh 12,1-14).

Starość to utrata energii życia, której nie można już regenerować. Ta utrata sygnalizuje wykonanie zadań na ziemi. Trzeba się na to dobrowolnie zgodzić.

 

A jak do tego podchodzimy w duchu Ewangelii?

To pytanie jest dla nas najważniejsze. Jako uczniowie Jezusa zamienimy starość w składnie ofiary za zbawienie własne i innych. Tego w Starym Testamencie nie ma. Jezus odsłania tajemnicę wartości ofiary. Dobrowolne przyjęcie ograniczenia swoich możliwości może być zamienione w ofiarę za zbawianie innych. Kto tak podchodzi, ten widzi starość jako zadanie do wykonania. Jest nim ofiara miła Bogu, a często połączona z cierpieniem.

 

Czy pytanie o starość jest pytaniem o sens cierpienia?

Nie. Pytanie o sens cierpienia – tak ciała, jak i ducha – jest innym pytaniem i wymaga precyzyjnej odpowiedzi. Najdoskonalszą odpowiedź podaje Jezus. On starości nie przeżywał, ale cierpienie przyjął i zamienił w ofiarę. I mimo że o starości nie mówi nic, przez zamianę cierpienia w ofiarę podaje klucz do twórczego spojrzenia na starość. Ona bowiem jest połączona z ofiarą.

 

Czy starość może być rozumiana jako zadanie?

Dla człowieka wierzącego i tych, którzy się starszym opiekują, starość zawsze jest zadaniem. Często mówi się o życiu jako o zadaniu, ale wtedy ma się na uwadze sukcesy. Wychowanie i samowychowanie zmierza do twórczego wykorzystania każdej minuty. Natomiast starość jest sztuką ponoszenia klęsk, rezygnacją z podziwianej twórczości, zgodą na utratę sił i przygotowaniem do śmierci.

 

Dlaczego o takim podejściu do starości mówi się rzadko?

To milczenie zastanawia, skoro bowiem życie jest zadaniem, to starość jest ostatnim etapem wykonywania tego zadania. Trzeba dodać trudnym etapem.

 

Co jest potrzebne do takiego spojrzenia na starość?

Wiara w Chrystusa. On bowiem wśród zadań, jakie stoją przed człowiekiem, na pierwszym miejscu umieścił ofiarę. Chodzi o świadome i dobrowolne oddawanie pewnych wartości dla uszczęśliwiania innych. Ofiara jest zawsze wymianą darów. Bogu dajemy dary doczesne, a On za nie wręcza nam wieczne, my dajemy ludzkie, a On daje Boskie.

Wśród tych ludzkich darów, dla nas najcenniejsze jest życie doczesne, a Jezus to swoje życie ofiarował Ojcu, aby On ofiarował nam życie Boskie i wieczne – na tym polega zbawienie.

 

A jak to wygląda w praktyce?

W miarę jak człowiek odkrywa zanik sił i umiejętności, jakie posiadał, może świadomie i dobrowolnie Bogu ofiarować ten ubytek jako wynagrodzenie za grzechy własne i innych. Chodzi o wszystko czym dysponujemy – tak siły ciała i ducha, jak i to co posiadamy.

 

Czy mogę prosić o przykład?

Pewna kobieta przez wiele lat żyła daleko od Boga. Wróciła do Ojczyzny, aby tu spędzić starość i złożyć ciało do rodzinnego grobu. Siostrzenicy powiedziała: „Płacę ci za mieszkanie, wyżywienie i opiekę jeśli się położę. Resztę pieniędzy, jakimi dysponuję, oddaję, przez odpowiedzialne ręce, ludziom chorym”. Znalazła pośredników. Na czyny miłosierdzia przeznaczyła również pieniądze z konta, aby w rodzinie nie było o nie kłótni, a przychodzące emerytury dzieliła co miesiąc na dwie części. Mówiąc: „Moja jałmużna dla chorych, to wynagrodzenie za moje grzechy”. Siostrzenica podziwiała ciocię i cieszyła się, że nikt z rodziny nie będzie miał pretensji co do jej pieniędzy. Emerytka zapytana, dlaczego pieniędzy nie przekazuje rodzinie, odpowiedziała: „Ja zaczynałam od zera i życie wygrałam. Niech każdy zaczyna od zera, bo tylko wtedy życie ma swój urok”. Słysząc to siostrzeniec mówił: „Co za mądrość starego człowieka”. To jeden z wielu znanych mi przykładów mądrej starości.

 

A jeśli starość łączy się z chorobą?

To jeszcze jaśniej odsłania się ona jako zadanie. Choroba jest trudnym zadaniem, które trzeba dobrowolnie podjąć, wiedząc, w jakim dziele uczestniczymy. Bóg traktuje chorobę jako zadanie. Częściowo po tej linii idzie dotknięty cierpieniem Hiob. Kto nie traktuje swej choroby jako zadania, ten jej nie podejmuje, tylko uznaje jako zło. Dotykamy jednak tematu, który wykracza poza starość, a ona jest w centrum naszej rozmowy.

 

Starość to temat aktualny dla wielu ludzi, dlaczego tak rzadko słyszy się o starości jako zadaniu?

Publikacji i wypowiedzi na temat starości jest wiele. O aktualności tematu świadczy też duża liczba domów dla osób starszych, ale w nich rzadko traktuje się starość jako zadanie.

 

Jak można „wykorzystać” emerytów z pożytkiem dla społeczeństwa?

Emeryci wchodzą na odcinek starości i często nie są wykorzystani. To słaby punkt życia naszych środowisk, takich jak osiedla, wioski, miasta i parafie. Emerytura to zadania stojące przed człowiekiem. O szczęściu emeryta decyduje to, w jakiej mierze wie, co jeszcze może zrobić i co robi.

 

A co dla starszego człowieka jest najlepszym rozwiązaniem?

Rodzina trzypokoleniowa. W niej stary zawsze ma swoje miejsce i zadania. Dziadek i babcia mają o wiele więcej czasu dla wnuka niż rodzice. W kochającej się rodzinie nawet pradziadkowie mają ręce pełne roboty.

 

Czy to co ksiądz mówi jest oparte na wiedzy?

Częściowo tak, ale wchodzę już w 77 rok życia, więc sam odkrywam swoją starość jako zadanie i coraz w lepiej widzę, że sukcesy pracy twórczej mam już za sobą i jestem gotów powiedzieć „wykonało się”. Chciałbym jednak skoncentrować się, jak to uczynił Benedykt XVI, na modlitwie i ofierze. To dwa zadania jakie stoją przede mną.

 

A czy możemy porozmawiać o młodości?

Już nie. Robiłem to 50 lat temu. Każde pokolenie musi się zmierzyć ze swymi zadaniami.

 

z ks. Edwardem Stańkiem

rozmawiał ks. Piotr Prusakiewicz CSMA

 

 

Artykuł ukazał się we wrześniowo-październikowym numerze „Któż jak Bóg” 5-2017. Zapraszamy do lektury!