– Szybko, Jasiu, uklęknij! – nieprzytomne dotychczas, zasnute chorobą oczy Stasia błysnęły nagle trzeźwością. Biliński, obudzony nagle żwawym głosem podopiecznego, z przestrachem spojrzał na ścianę, w którą z nabożnym skupieniem wpatrywał się Staś.

– No, mówię ci, uklęknij! Dwaj aniołowie ze świętą Barbarą przynieśli mi Komunię! – Jasiek, przejęty i drżący, padł na kolana. Widział jak Staś rozchyla usta, jakby rzeczywiście przyjmował Ciało Pańskie. Potem opadł na łóżko bez sił.

 

Pod koniec XVI w. kasztelański ród Kostków szczycił się i bogactwem, i sławą, i ogromnymi wpływami. Dzieci kasztelana, wychowywane dość surowo przez dumnego ojca, nawykły do karnego posłuszeństwa. Gniew rodzica bywał naprawdę straszny!

Staś, wrażliwy i raczej nieśmiały, lepiej czuł się w towarzystwie sióstr niż rozhukanych braci. Ojciec chyba nie do końca akceptował cichą naturę syna, lecz na dworskich zabawach prosił gości, by miarkowali się w żartach. Chłopcu niejednokrotnie zdarzało się omdleć od rubasznych słów biesiadników.

 

Mięczak czy mistyk?

„Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu” (Łk 12, 52-53).

Młodzi Kostkowie pobierali nauki u miejscowego kapłana oraz młodego nauczyciela Bilińskiego. W otoczeniu wierzących rodziców i wychowawców, chłopcy nasycali się wiarą i codzienną modlitwą. Gdy Staś miał 14 lat, razem z bratem Pawłem i Bilińskim wyruszył do Wiednia, do kolegium jezuickiego na dalszą naukę. Tu szybko okazało się, że odstaje od reszty: małomówny, zamknięty w sobie, w nocy oddaje się kontemplacji i umartwieniom.

Niezadowoleni innością Stasia koledzy obrzucają go wyzwiskami. „Mnich” i „jezuita” to najmilsze spośród nich. Do tego dochodzi codzienna porcja poszturchiwań i kuksańców, by przywrócić go do „normalności”. Zmuszony do lekcji tańca Staś – dwie lewe nogi! – zupełnie nie umie się odnaleźć! Mają go za miernotę, słabeusza i kujona. O dziwo, trudności jeszcze bardziej rozpalają w kostkowym sercu żarliwą miłość Bożą. Pulsuje w nim pragnienie życia zakonnego.

 

Dla Boga nie ma nic niemożliwego

W grudniu 15-letni Staś ciężko zachorował. Pewny śmierci prosił o przyniesienie mu ostatniej Komunii św., jednak właściciel stancji, zagorzały luteranin, nie wpuścił katolickiego kapłana. Chłopak zwrócił się więc o pomoc do św. Barbary. Wkrótce święta razem z dwoma aniołami podała mu wiatyk.

Powrót do zdrowia zawdzięczał cudownej interwencji Matki Bożej, która objawiła się Stasiowi i poleciła wstąpić do jezuitów.

Ale jak?!!! Przecież jezuici nie przyjmowali do nowicjatu bez zgody rodziców. A na pozwolenie ojca nie było co liczyć. Kasztelan Kostka owszem, szanował duchownych, lecz żeby oddawać im syna na całe życie? Co to, to nie!

By wykonać wolę Bożą, Staś zdobył się na szaleńczą decyzję. Skąd w wątłym chłopcu tyle odwagi, by przeciwstawić się surowemu ojcu i wychowawcom? Skąd tyle determinacji, by pieszo przejść ponad 600 km, ukrywając się niczym zbieg? Czy była to tylko młodzieńcza brawura?

 

Wielka ucieczka

Staś przygotowywał się przez kilka miesięcy. W pewną gorącą sierpniową niedzielę, po zakończonej Mszy św., odprawił swoich do domu a sam poszedł do zakrystii. Z błogosławieństwem spowiednika przebrał się w żebracze łachy i tylnym wyjściem wymknął się z kościoła. Chyba śmiało można powiedzieć, że właśnie wtedy Staś stał się Stanisławem.

Plan zakładał spotkanie ze św. Kanizjuszem, przełożonym prowincji niemieckiej. Ponieważ Stanisław nie zastał Kanizjusza w Augsburgu, ruszył do Dylingi. Szedł przeważnie polnymi i leśnymi drogami, unikając głównych traktów. Słusznie domyślał się, że Paweł i Biliński natychmiast rozpoczną pościg.

 

On spełni pragnienia serca

W Dylindze przyjęto Stanisława na próbę, zlecając mu podrzędne prace służebne. Młody Kostka, blady z rozczarowania, przyjął upokarzające warunki. Entuzjazm przygasł, została wierność Bogu i zaufanie Maryi.

Po jakimś czasie Kanizjusz wysłał Stanisława do Rzymu, gdzie odbył on nowicjat. Był to czas ogromnej pracy i jeszcze większej radości, przymglonej od czasu do czasu pełnymi pogróżek i wymówek listami od ojca. Gdy składał śluby zakonne, miał zaledwie 18 lat. Bóg spełnił marzenie jego życia.

W sierpniu, w dniu św. Wawrzyńca, Stanisław prosił, by święty wymodlił mu łaskę śmierci w święto Wniebowzięcia Maryi Panny. Kilka dni potem rzeczywiście poczuł się bardzo źle. Bóg znów spełnił jego prośbę: 15 sierpnia 1568 r. Stanisław Kostka osobiście spotkał się z Maryją w niebie.

Kanonizowany w 1726 r. jest patronem młodzieży polskiej, patronem Polski i Litwy.

 

***

 

Bracie i siostro, jaki wysiłek jesteś w stanie podjąć, by wypełnić wolę Bożą w swoim życiu? Módl się do swojego Anioła Stróża i św. Stanisława, by pomogli ci dorastać do odważnych Bożych decyzji.

 

Agata Pawłowska

 

Tekst ukazał się w Któż jak Bóg 2/2015