Czytałem niedawno recenzję jednego z najciekawszych filmów o kapłaństwie „Ostatni szczyt”. Reżyser Juan M. Cotelo rozpoczyna go słowami: Jeśli dziś publicznie ukrzyżuję księdza, czekają mnie sukcesy i nagrody. Jeśli księdza pochwalę, to mnie ukrzyżują! O kapłaństwie słów kilka chcę napisać.

 

Gdy przychodzą u nas, na Białorusi, letnie wakacje, miasta i miasteczka pustoszeją. Dorośli uciekają na „dacze”, a dzieci – jeśli tylko mogą – do swoich babć i dziadków na wioski. Tam „rybałka” i „grybałka”, czyli rzeczka z rybami i las z grzybami. W ostatni pierwszy piątek miesiąca u nas w kaplicy ludzi jak na lekarstwo. Patrzyłem przez okienko konfesjonału na Pana Jezusa w monstrancji i po ludzku żal mi się Go zrobiło. Przypomniał się Biedaczyna z Asyżu, który biegał po ulicach rodzinnego miasteczka wołając, że Miłość nie jest kochana. Przyszedł na myśl wychudzony proboszcz Jan Vianney, płaczący nad oziębłością serc swoich parafian. Nic się nie zmieniło, Panie – wyszeptało serce, by zaraz potem usłyszeć Jego głos: To od was, kapłanów, oczekuję przede wszystkim bliskości i przyjaźni.

 

Być z Panem. Biec rano, nawet gdy jeszcze ciemno, jak zakochana Maria z Magdali. Płakać z tęsknoty. Usiąść wieczorem u Jego stóp i po prostu trwać, wiedząc że nie ma niczego ważniejszego. Miarą naszego życia nie są sukcesy, ale miłująca wierność.

 

Przekraczałem niedawno granicę w Połowcach. Pierwsza parafia po białoruskiej stronie to Wysokie, kilkutysięczne miasteczko. Zajechałem do ks. proboszcza Andrieja. Dużo ludzi przychodzi w niedzielę? – spytałem. – Jakieś piętnaście osób. A w zwykłe dni? Odprawiam tylko z mamą. Był smutny, to prawda, ale nie rozgoryczony. Matka, staruszka, trochę schorowana, siedziała na łóżku.

 

Nowy nuncjusz odwiedzał niedawno katolickie parafie na Mohylewszczyźnie (to część naszej archidiecezji). Zapytał jednego z kapłanów: – Ilu parafian ma ksiądz? Około dwudziestu osób. A długo już tu służy? Ponad dwadzieścia lat. Pokiwał głową hierarcha z Watykanu i dodał: – To ksiądz jest święty.

 

Dzisiaj łatwo księdza ukrzyżować. Słowem, obśmianiem, wyniosłą obojętnością. To może nie najgorsze, bo bliżej Mistrza, ale jakby tak jedną „Zdrowaśkę” za nas więcej, to by na pewno tej miłującej wierności dopomogło.

 

Ks. Krzysztof Poświata CSMA
i parafianie z Gatowa na Białorusi

 

 

 

Artykuł ukazał się we wrześniowo-październikowym numerze „Któż jak Bóg” 5-2017. Zapraszamy do lektury!