„Pan Jezus zbawił ludzkość jeden raz. Ma też ją zbawiać po wszystkie wieki. On bowiem „wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13, 8)”.

 

„Jedynie przez Chrystusa nasz naród stał się niegdyś sławnym pomiędzy narodami, i jedynie przez Niego może znowu odzyskać swoją wielkość. Nie ma innego imienia, w którym nasza Ojczyzna mogłaby stać się szczęśliwą, jak imię Chrystusa. On jest sprawcą wszelkiego prawa, On też jest jego „mścicielem”, On je egzekwuje”.

Warto przypomnieć sobie powyższe słowa ks. Bronisława Markiewicza, pisane na setną rocznicę rozbiorów, w kontekście obchodzonej niedawno setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Wtedy Błogosławiony zwracał się do swoich rodaków – „znakomitych ludzi świeckich”, a więc do tych, którzy w jakikolwiek sposób mogli wpływać na losy narodu i kraju. Ks. Markiewicz przypominał im, że całe społeczeństwo i jego prawo wymagają odnowy w Chrystusie. Dzisiaj, 100 lat po odzyskaniu niepodległości, słowa te pozostają wciąż aktualne.

 

Test na faryzeizm

Odbudowywanie wielkości przez Chrystusa oznacza stosowanie jego nauki w życiu społecznym, politycznym, w rodzinie, kulturze, edukacji, mediach oraz każdej innej dziedzinie. Jezus powiedział do swoich uczniów: “Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie przewyższała sprawiedliwości nauczycieli Pisma i faryzeuszów, na pewno nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano praojcom: „Nie będziesz zabijał”, a kto by zabił, winien będzie sądu. A Ja wam powiadam: Każdy, kto gniewa się na swego brata, będzie winien sądu. A kto powie swemu bratu: głupcze, będzie winien Najwyższej Rady. A kto powie: bezbożniku, będzie winien piekła ognistego” (Mt 5, 20-22, Biblia Poznańska).

Uczeni w piśmie i faryzeusze byli ludźmi bardzo religijnymi i pobożnymi, ale Jezus jednoznacznie stwierdza, że postawy zewnętrzne i religijność na pokaz, nie wystarczą. Liczy się serce. Z pewnością powiemy: “przecież nikogo nie zabiłem”. Ale czy nie żywimy gniewu do kogoś? Czy nie obraziliśmy kogoś, nazywając go idiotą? Czy nie pomyśleliśmy nieprzychylnie o kimś, kto nie chodzi do kościoła? A to może oznaczać, że nauka Jezusa jeszcze nie przeniknęła głęboko do naszego serca, i że brama do Królestwa Niebieskiego wcale nie stoi przed nami otworem.

Jezus demaskował wszelką obłudę i powierzchowną religijność na pokaz. Więcej, ci właśnie, którzy uważali się za najbardziej religijnych, skazali Jezusa na śmierć. Nie ci, którzy mieli świadomość swojego grzechu – przestępcy, prostytutki, kolaborujący celnicy, prości i zwyczajni ludzie – ukrzyżowali Jezusa, ale przywódcy narodu wybranego, będąc przekonanymi, że czynią dobrze, i że postępują w imię Bożego prawa. Jak bardzo można być zaślepionym…

Wielokrotnie podejmujemy działania „na zewnątrz”. Tymczasem, jako chrześcijanie, mamy zadanie o wiele bardziej odpowiedzialne – postępując w Duchu Jezusa, czynić mamy sobie ziemię poddaną, być światłem dla świata, być solą ziemi. Ale to nie wszystko! Mamy “przenosić góry w morze”, uzdrawiać chorych, wypędzać demony, głosić Dobrą Nowinę, odpuszczać i przebaczać, miłować nieprzyjaciół. Czy słów Jezusa i Jego czynów nie sprowadziliśmy do pięknej odległej legendy, opowieści o niezwykłym Bogu-Człowieku, która rodzi jedynie tęsknotę za życiem świętym i pełnym Bożej mocy, a zarazem przekonuje nas, że nie jest ono w naszym zasięgu? A przecież Słowo Boga jest żywe. To, co Jezus mówił i czynił, jest dla nas: “Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca” (J 14,12).

 

Nie oglądając się na przykazania?

Dopóki nie zaniesiemy Chrystusa do każdego miejsca, gdzie On chce, abyśmy Go zanieśli, żadne nasze działanie nie jest w stanie zmienić rzeczywistości. Jeżeli autentycznie wierzymy w działanie Bożego Słowa i moc Dobrej Nowiny, nie możemy zatrzymać się na zewnętrznej religijności. Ona nie przyniesie realnej przemiany, która jest kwestią serca. Potrzebujemy pozwolić, aby kierował nami Duch Jezusa. Owocem naszych decyzji i działań będą wtedy “miłość, radość, pokój, cierpliwość, dobroć, życzliwość, wierność, łagodność, opanowanie. Dla tych, którzy to wszystko czynią, Prawo nie istnieje” (Ga 5, 22-23, Biblia Poznańska).

Gdy postępujemy według Ducha Jezusa, nie musimy oglądać się na przykazania, gdyż nie jest możliwe, abyśmy je przekroczyli. Kieruje wtedy nami ten sam Duch, który prowadził Jezusa. Przyjmijmy zatem wezwanie Błogosławionego: „Nawróćmy się więc jeszcze raz do Pana i naprawmy wszystko w Chrystusie. On bowiem, Jezus Chrystus, jest kamieniem węgielnym. Na Nim jedynie należy wznosić wszelkie budowanie ludzkie. On jest najwyższym ideałem moralnej doskonałości, do której ma dążyć ludzkość. On ma przekształcić pojedynczego człowieka, rodzinę, szkołę, dzieła sztuki, umiejętności, państwa, narody. On – Słońcem sprawiedliwości, które promieniami swojej łaski daje siłę i światło”.

Ks. Markiewicz wzywał w “Trzech słowach do starszych w narodzie”: “Niech nas łączy wspólne dobro, a nie dzielą różnice językowe”. Pisząc te słowa Błogosławiony chciał wskazać, że w osobach posługujących się dialektem małoruskim jest więcej troski o dobro Ojczyzny, niż u wielu, którzy zawsze mówią po polsku. Dzisiaj to wezwanie, odczytane symbolicznie, wciąż jest aktualne. Potrzeba, aby troska o wspólne dobro, jakim jest nasza Ojczyzna, połączyła nas ponad różnicami politycznymi, religijnymi i światopoglądowymi. Jest to wezwanie skierowane szczególnie do wierzących, których prowadzi Duch Święty.

 

Joanna Krzywonos

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2019. Zapraszamy do lektury!