Angelo znaczy „Anioł”

 

Z okazji kanonizacji bł. papieża Jana XXIII (1958-63) pragniemy przybliżyć czytelnikom sylwetkę „Dobrego Jana”, jak go nazywano w kręgach watykańskich. Tym razem prezentujemy młodość i pierwsze lata kapłaństwa Ks. Roncallego.

 

Młody Angelo z zapałem pracował na roli, lecz w głębi duszy pragnął zostać sługą Pana. Z radością przychodził na Mszę Św.; jako ministrant mógł z bliska obserwować Najświętszą Ofiarę sprawowaną przez starszego już kapłana.

 

Anielski intelekt?

 

Gdyby nie ksiądz proboszcz z wiejskiego kościółka, którego Bóg postawił na drodze młodego Roncalliego, Angelo prawdopodobnie nigdy nie odkryłby swojej życiowej pasji – historii i nauk humanistycznych. To właśnie ten starszy kapłan dostrzegł w ministrancie wielki potencjał – uczył go łaciny, by następnie sfinansować jego naukę w małym seminarium duchownym. Przed 12-letnim wówczas Angelo otworzył się świat nauki, zupełnie inny od pracy na roli: pociągający, tajemniczy, cudowny. Spragniony umysł chłonął wiedzę z zapałem i niespotykaną pasją; nic więc dziwnego, iż wkrótce Angelo nie dość, że nadrobił braki, to znalazł się w ścisłej czołówce najlepszych seminarzystów. Jego pierwszy mistrz duchowy, ksiądz proboszcz z kościółka w Bergamo, mógł być z niego dumny.

Młody Roncalli zdobywał stopnie edukacji z zawrotną wręcz prędkością tak, jakby Pan chciał jak najszybciej przygotować go do późniejszych zadań. W wieku 19 lat Angelo był już na trzecim roku teologii, cztery lata później uzyskał doktorat z tejże dziedziny. Wakacje 1904 r. były dla niego jednym z najpiękniejszych momentów w życiu. W sierpniu, miesiącu poświęconym Najświętszej Maryi Pannie, Angelo świętował zakończenie dwóch etapów swojej młodości: święcenia kapłańskie oraz doktorat.

 

Tytan pracy i 3 lata w piekle

 

Po słusznym odpoczynku młody kapłan nabrał sił i … ochoty na dalsze studia! Tym razem wybrał prawo kanoniczne. Bogu chyba jednak edukacja Angelo wydała się wystarczająca, ponieważ przeznaczył go do pracy w swojej winnicy. Ks. Roncalli przerwał studia po kilku miesiącach z powodu nominacji na sekretarza biskupa jego rodzinnej miejscowości Bergamo (funkcję tę sprawował do 1914 roku). Oprócz tego miał Angelo także inne obowiązki: wykładał w seminarium duchownym oraz był kapelanem Akcji Katolickiej kobiet. Trzeba również dodać, że nie zaniedbywał swojej pasji – wiele godzin spędzał w archiwach i bibliotekach, prowadząc badania historyczne i zbierając materiały do swoich prac. Jego pierwsza książka, wydana w 1908 r., poświęcona była – a jakże! – Cezaremu Baroniuszowi, postaci tak bliskiej sercu przyszłego papieża.

Nadszedł jednak mrok I Wojny Światowej. Służąc jako sanitariusz, następnie jako kapelan, ks. Angelo tkwił w samym sercu rzezi. Entuzjazm i radość życia kapłana przygasły znacznie, gdy w bezsenne noce wsłuchiwał się w jęki rannych i modlił się nad konającymi. Zastanawiał się przy tym niejednokrotnie, dlaczego Pan wybrał go na świadka piekła wojny. Roncalli widział jak przemoc okalecza ludzkie ciało i psychikę, jak pozbawia wszelkiej nadziei, jak upadla człowieka, rujnując jego serce i duszę. Wszędzie wokół panowała śmierć poprzedzona ogromnym cierpieniem i bólem. Dlaczego, Boże?!

 

Angelo przetrwał dzięki Eucharystii i modlitwie. Nie znalazł jeszcze odpowiedzi na swoje pytania, lecz także nie pozwalał rozpaczy rozgościć się w jego umyśle. Trwał, modlił się i ufał.

Zrozumiał, w kilka lat po wojnie, gdy w 1925 r. papież Pius XI mianował go Oficjałem w Bułgarii, w kraju od wieków prawosławnym, przegranym i obarczonym potężnymi reparacjami wojennymi po przegranej Państw Centralnych. W tym samym roku Angelo otrzymał sakrę biskupią. Mottem herbu uczynił słowa zaczerpnięte od Baroniusza: „Obedientia et Pax” – „Posłuszeństwo i Pokój”. Tak ks. Roncalli doskonale pojął lekcję od Boga – doświadczywszy na własnej skórze okropieństw wojny, miał być ewangelicznym „błogosławionym, który wprowadza pokój”. Właśnie pokój i posłuszeństwo Słowu Bożemu – jak w haśle biskupim – wyznaczały jego życiową misję.

 

Agata Pawłowska

 

Zdjęcie: www.kanonizacja.niedziela.pl

 

 

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze „Któż jak Bóg” 3-2014. Zapraszamy do lektury!