Świat wiary jest światem cudów i odwrotnie – świat cudów jest światem wiary. Jeśli ich nie widzimy, to znak, że w tym świecie nie żyjemy. Dotyczy to każdego ochrzczonego.

 

Cudów nie musi być dużo – wystarczy kilka, czasem jeden, by człowiek liczył się z istnieniem Boga i Jego działaniem. Taki cud otwiera bowiem oczy człowieka na kolejne. Inaczej często ich nie dostrzegamy, nie rozpoznajemy interwencji Boga.

Bywa, że zawężamy pojęcie cudów do wydarzeń owianych nadzwyczajnością, do zjawisk dziwnych. Tymczasem największe cuda dokonują się w zwyczajnym życiu i trzeba często pewnego czasu, by dostrzec ich obecność. Nie jest to zachwyt nad egzotycznym kwiatem, który rozkwitł jednej nocy i zdumiewa wszystkich. Jeśli już, to raczej zachwyt nad drzewem obsypanym owocami, z którego korzysta wielu, a drzewo to rosło przez długie lata.

Na dwudziestolecie małżeństwa pewna zamężna kobieta powiedziała do mnie: Ja przez tak długi czas żyję w świecie cudu, bo dla mnie cudem jest mój mąż. Jasno widzę, że to największy dar, jaki otrzymałam od Boga. Czy ksiądz wie, co to znaczy żyć dwadzieścia pięć lat w świecie cudu? Podaję ten przykład, by zwrócić uwagę na to, że cuda mają miejsce w naszym codziennym życiu, jak i na to, że wiara otwiera oczy i pozwala je zobaczyć.

 

Jezus mówi

 

Jezus mówi: Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię Moje złe duchy wyrzucać będą (Mk 16:17). Chodzi nie tylko o egzorcyzmy, ale o wszystkie cuda związane z wyzwoleniem ze zniewoleń i nałogów, które są możliwe jedynie dzięki łasce Boga. Nikt o własnych siłach nie jest w stanie przerwać łańcucha zniewoleń, ale uwolnienie może się dokonać dzięki modlitwie zniewolonego lub modlitwie tych, którzy go kochają. Za każdym razem takie uwolnienie jest znakiem interwencji Boga.

Jezus mówi: Nowymi językami mówić będą (Mk 16:17). Jest to umiejętność komunikacji tam, gdzie jej nie ma lub gdzie została zniszczona. Młoda kobieta pozostająca w głębokim konflikcie ze swoimi rodzicami spotkała chłopaka i pokochała go z wzajemnością. W ciągu dwóch tygodni jej stosunek do rodziców zmienił się o 180 stopni. Jej ojciec powiedział wprost: Mówisz do nas zupełnie innym językiem. Ona się uśmiechnęła i odpowiedziała: Nie tylko do was – ja do wszystkich mówię nowym językiem i dziękuję Bogu, bo to jest Jego cud w moim życiu.

Jezus mówi: Węże brać będą do rąk. Ma na uwadze środowiska, które mogą człowieka śmiertelnie poranić. Jednak wierzący, dzięki łasce Boga, jest w stanie żyć w takich środowiskach jak długo to konieczne i nie dostosować się do nich. Przytoczę pewien przykład. Aresztowano kiedyś wszystkich pracowników pewnego dużego magazynu. Jednego pracownika wypuszczono i zapytano, jak się to stało, że – pracując w takim środowisku – miał „czyste ręce”. Sami bowiem aresztowani mówili: On jeden jest czysty. Nie uczestniczył w żadnych machlojkach, choć wiedział o nich. On sam uznał, że to cud, tak silne były bowiem naciski ze strony środowiska.

Jezus mówi: Jeśliby co zatrutego wypili, szkodzić im nie będzie (Mk 16:18). Miał w tych słowach na uwadze odporność na wszystkie podstępy, jaką ma w sobie człowiek prawdziwie wierzący. Potęga łaski Bożej jest tak wielka, że odsłania w porę podstęp zła i w ten sposób ratuje człowieka od zasadzek. Bywa, że w ostatniej sekundzie dociera do człowieka sygnał, aby był ostrożny. Pewien dyrektor miał złożyć podpis pod dokumentem. Nagle zgasło światło. Powstało trochę zamieszania, zanim udało się to naprawić. Czekając, dyrektor zastanawiał się, dlaczego światło zgasło właśnie w momencie, kiedy chwycił za pióro. Odczytał to jako znak wzywający do namysłu. Wyszedł, by skonsultować się ze swoim przyjacielem. Okazało się, że długo przygotowywany tekst umowy w ostatniej wersji miał zmiany, które groziły katastrofą zakładu. Dyrektor zdemaskował fałszerzy, a Bogu podziękował za cud. Nie wypił podanej sobie trucizny.

Jezus mówi: Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie (Mk 16:18). W świecie wiary ma to miejsce zarówno w rozumieniu dosłownym, gdy łaska zdrowia zostaje komuś przekazana przez wierzących (o ile taka jest wola Boga), jak i w znaczeniu duchowym, gdy chory przeżywa czas swego cierpienia jako czas twórczy, czas dostrzegania duchowych wymiarów życia, czas spotkań z ludźmi o bogatym sercu, czas doskonalenia mądrości i wiary. Dla człowieka wierzącego, czas cierpienia zawsze jest czasem łaski Bożej. Nawet jeśli nie jest połączony z odzyskaniem zdrowia, pozostaje i tak czasem wielu innych cudów w wymiarze ducha.

Świat wiary zawsze jest światem cudów, a tam gdzie mają miejsce cuda na pewno jest Bóg. Te, dostrzeżone przez nas, cuda pozwalają nam odkryć bogactwo, moc i piękno naszej wiary.

 

Ks. prof. Edward Staniek

 

Artykuł ukazał się w marcowo-kwietniowym numerze „Któż jak Bóg” 2-2012. Zapraszamy do lektury!