Któregoś dnia, gdy byłam młodą dziewczyną, wsiadłam do samochodu, aby w charakterze kierowcy przejechać się po pięknej okolicy, w jakiej spędzałam urlop. Wkoło lasy, boczne drogi… Aż się chciało jechać i rozkoszować cudnymi widokami.

Przed wyjazdem jadłam obiad, a do obiadu wypiłam nieco wina. Machnęłam na to ręką, zapomniałam prawie. Tu, w tej wiejskiej, bezludnej okolicy odrobina wina do obiadu niczemu nie przeszkadza!

Gdy jednak ruszyłam samochodem, poczułam nagle silne naleganie na mnie, aby natychmiast zawrócić do domu. Próbowałam jechać dalej, ale naleganie było tak silne, tak nieustępliwe, że w końcu zawróciłam. Czułam, wiedziałam, że to naleganie nie pochodzi ode mnie, że to jest wola kogoś innego, innej osoby. Tak niezwykle silnego nalegania nie doświadczyłam nigdy przedtem, ani nigdy potem. Dziś myślę, że mój dobry Anioł Stróż zawrócił mnie z drogi, na której wiele złego mogło się wydarzyć. Nawet nie zdążyłam wyjechać z drogi polnej na „asfaltówkę”! Niech mu za to będą dzięki! Chwała Panu!

 

Imię i nazwisko do wiadomości redakcji

 

Artykuł ukazał się w archiwalnym numerze Któż jak Bóg 3/2015. Zapraszamy do lektury!