W ostatnim czasie wraca do mnie często myśl o biblijnej górze Syjon. W historii Izraela spośród świętych miejsc wyróżniają się dwie góry: Synaj i Syjon.

Synaj to, jak wskazuje św. Paweł w Liście do Galatów (4,25), góra w Arabii. Tam Jahwe objawił się Mojżeszowi, a potem podarował ludziom Dziesięć Przykazań i zawarł z nimi przymierze. Góra Syjon zaś to wzgórze w Jerozolimie, na którym wybudowano świątynię. Nazwy Syjon z czasem zaczęto używać w odniesieniu do całej Jerozolimy. O Syjonie Bóg powiedział, że jest górą Jego obecności, Jego przebywania, miejscem szczególnym, a – przez proroka Izajasza – że „Prawo wyjdzie z Syjonu”. Słusznie podkreślił w swojej książce Syjon biblijny ks. Tomasz Jelonek, że istnieje między Synajem, a Syjonem jedna zasadnicza różnica: na Synaj Bóg zstępował, a na Syjonie, chociaż był on mniejszą górą, niewielkim wzniesieniem, Bóg mieszkał.

Pomyślałam, że oba te miejsca odzwierciedlają duchowe rzeczywistości w naszym życiu. Są okoliczności, w których Boża chwała tylko od czasu do czasu może się objawić. Dlatego Synajem nazwałabym wydarzenia, w których Bóg interweniuje w sposób wyjątkowy. Są jednak również miejsca i okoliczności, gdzie Bóg chce zamieszkiwać i szczególnie wypełnić je swoją obecnością. Wydaje mi się, że Syjonem w naszym życiu można nazwać nasze powołanie, naszą codzienność w Bogu.

Nowe Prawo

W Piśmie Świętym odnajdujemy ogromną ilość przepięknych fragmentów mówiących o górze Syjon, o radości Boga z powodu przebywania na tym miejscu w chwale i mocy. ”Pan bowiem wybrał Syjon, tej siedziby zapragnął dla siebie: «To jest miejsce mego odpoczynku na wieki, tu będę mieszkał, bo tego pragnąłem dla siebie. Będę szczodrze błogosławił jego zasobom, jego ubogich nasycę chlebem. Jego kapłanów odzieję zbawieniem, a ci, którzy go prawdziwie miłują, będą się radować. Wzbudzę tam moc dla Dawida, zgotuję światło dla mego pomazańca! Odzieję wstydem jego nieprzyjaciół, a nad nim zabłyśnie jego korona»” (Ps 132, 13-18).

Autor Listu do Hebrajczyków wskazał nam nowy Syjon jako rzeczywistość realizowaną w nowym przymierzu krwi Jezusa. Wyraźnie też zaznaczył, że jest to miejsce i sposób „wydarzania się” Królestwa Bożego w nas i przez nas. Ciekawym jest, że porównuje on Syjon do góry Synaj i wyraźnie stawia go jako coś większego: „Nie przystąpiliście bowiem do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy, ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. Nie mogli bowiem znieść tego rozkazu: Jeśliby nawet tylko zwierzę dotknęło się góry, winno być ukamienowane. A tak straszne było to zjawisko, iż Mojżesz powiedział: Przerażony jestem i drżę. Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla. (…) Dlatego też otrzymując niewzruszone królestwo, trwajmy w łasce, a przez nią służmy Bogu ze czcią i bojaźnią!” (Hbr 12, 18-24. 28-29a). Tak jak Prawo zostało wypisane na kamiennych tablicach na górze Synaj, tak nowe Prawo zostało wypisane w sercach wierzących przez Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy. Jest to nowa rzeczywistość chodzenia z Bogiem, którego przykazania nie są czymś zewnętrznym, ale Bożym Prawem wewnątrz nas.

Coś więcej niż przykazania

Duchowy Syjon jest miejscem lub raczej sposobem trwania w obecności Bożej. Zbyt często nasza wiara sprowadza się do zachowywania przykazań, a nasze obowiązki – do sumiennego wykonywania zadań. Syjon to Królestwo Boże w nas. Jeśli nosimy je w sercu, krzewimy i rozsiewamy jego woń, wówczas nasze życie jest autentycznym przebywaniem w Bożej obecności. Jeśli natomiast w naszym życiu dajemy miejsce ciemności, tj. kłótniom, nienawiści, zazdrości, pogoni za zaszczytami i pierwszymi miejscami, za czcią i szacunkiem u ludzi, czy troszczeniu się tylko o to, co teraz, nie mamy nic wspólnego z Bogiem i nie jesteśmy Jego chwałą, chodzącą po ziemi. Bo co ma wspólnego jasność z ciemnością? (Por. 2 Kor 6, 14). Co siejemy, to też zbieramy, jak mówi św. Paweł w Liście do Galatów (6,6). Podobnie, jak nie zbiera się winogron z cierni albo figi z ostu (por. Mt 7,16), tak też, nie będąc na dobrych ścieżkach naszego życia, nie możemy odsłaniać w nas Bożej chwały.

Błogosławiony Bronisław Markiewicz zachęca nas: „Mówiąc o sposobach trwania w obecności Bożej, należy jeszcze zwrócić uwagę na samego siebie, na nasze duchowe wnętrze, albowiem jakkolwiek Pan Bóg wypełnia wszechświat, to jednak w naszej duszy ma jakby swój Boży tron i przebywa w niej jakby w świątyni, z tym zamiarem, abyśmy Mu w każdej chwili składali należyty hołd i uwielbienie. Po cóż zatem szukać Boga na zewnątrz nas, kiedy Go posiadamy w głębinach naszej duszy? Tak obcowali z Bogiem najwięksi święci, tak i my powinniśmy czynić, bo to najlepszy sposób zdobycia sobie szczęścia wiecznego. Albowiem Królestwo Boże jest w nas, mówi Zbawiciel”.

Joanna Krzywonos

Artykuł ukazał się w listopadowo-grudniowym numerze „Któż jak Bóg” 6-2018. Zapraszamy do lektury!