Praktycznie każdy numer dwumiesięcznika „Któż jak Bóg” spotyka się z reakcjami naszych czytelników, proszących często o wyjaśnienie poszczególnych fragmentów czy tekstów. W bieżącym numerze to my wychodzimy do nich ze swoistym instruktażem dotyczącym lektury dzieł z punktu widzenia duchowości chrześcijanina kluczowych. I tak jak s. Elżbieta Siepak ZMBM podpowiadała czytelnikom jak zabrać się za „Dzienniczek” św. s. Faustyny, tak ks. prof. Edward Staniek, w nowym cyklu, zabiera nas w przygodę biblistyczną, zdradzając co musimy wiedzieć siadając do czytania Nowego Testamentu.

 

Od jak dawna czyta Ksiądz Biblię?

Od wstąpienia do seminarium duchownego codziennie, to już blisko 59 lat.

 

Czym jest dla Księdza ta lektura?

To jeden z ważnych pokarmów ducha.

 

Co Ksiądz rozumie przez pokarm dla ducha?

Mamy wiele rodzajów pokarmów, bo mamy kilka form życia. Najlepiej znanym, choć mało się o nim mówi, jest tlen, który trzeba spożywać nieustannie. Każdy oddech to łyk tego pokarmu. Niewidzialny, a nieodzowny. Podobnym pokarmem jest woda, chociaż o niej też rzadko się mówi jako o pokarmie. Szczęśliwy kto odkryje smak i wartość tlenu i wody, i kto umie je szanować. O wiele częściej mówimy o jedzeniu, bo przypomina nam o nim głód. Od dziecka wiem, że pokarm jest potrzebny dla ciała i rodzice uczyli nas szacunku do niego. Od początku rodzice podawali nam również pokarm duchowy, a była to polska literatura piękna. Zapaliłem się do czytania w klasie piątej i od tego czasu „połykałem” książki.

 

Kto wskazał Księdzu Pismo Święte jako pokarm?

Dopiero po maturze wziąłem je do ręki i rozpocząłem wchodzenie w jego bogactwo. Usłyszałem, że jego czytanie jest modlitwą, czyli kontaktem z Bogiem. Polega on na słuchaniu Słowa Bożego. Powoli odkrywałem, że jest to pokarm samych tajemnic, a zasmakowanie w nich wymaga czasu. Wiara otworzyła mi oczy na bogactwo świata niedostępnego dla naszych zmysłów i rozumu. Zrozumiałem, że Prawda o tym, co istnieje, jest zdumiewająco wielka, a dla mnie dostępny jest jedynie jej maleńki fragment.

 

Na czym polegał pierwszy etap czytania Pism Świętego?

Na traktowaniu Pisma jako klucza do kultury europejskiej. Drugim etapem było wchodzenie w Ewangelię. Trzecim spotkanie ze św. Pawłem i jego Listami. Czwartym wchodzenie w bogactwo Pism Jana, czyli jego Ewangelii, listów i Apokalipsy.

 

Komu ksiądz zawdzięcza spotkanie z Pismem Świętym?

Ks. Augustynowi Jankowskiemu, benedyktynowi z Tyńca, który był moim profesorem oraz ks. prof. Marianowi Michalskiemu, który wprowadził mnie w Listy św. Pawła. On bowiem otworzył przede mną bogactwo komentarzy do Pisma Świętego pisanych w pierwszych wiekach przez Ojców Kościoła. Traktuję ich jako mistrzów, którzy wtajemniczyli mnie w metody czytania tekstów natchnionych.

 

Ojcowie pisali komentarze piętnaście, a nawet osiemnaście wieków temu… Czy ich teksty są aktualne? Żyjemy przecież w zupełnie innym świecie…

Zawdzięczam im wtajemniczenie mnie w pogaństwo. Ciągle im za to dziękuję. Oni mi powiedzieli, że jeśli chcę żyć Ewangelią we współczesnym świecie, muszę mieć w jednym palcu wiedzę o świecie pogańskim, a pogaństwo współczesne niczym nie różni się od tego sprzed dwóch tysięcy lat. Ewangelia również jest taka sama, jak w czasach Jezusa, i nigdy nie może być zmieniona w niej „ani jedna jota, ani jedna kreska”. Nowe ma być życie Ewangelią, a nie Ewangelia, bo ona jest zawsze Dobra Nowiną, czyli czymś co zaskakuje w chwili obecnej.

 

Dlaczego zatem głoszący Ewangelię tak rzadko mówią dziś o pogaństwie?

Bo ludziom wystarcza współczesny model życia konsumpcyjnego i niewielu szuka Prawdy. Jesteśmy świadkami desakralizacji i zachwytu nad światem bez Boga. Niewielu potrzebuje Boga. Dokładnie tak było w pierwszych wiekach i Ojcowie Kościoła mi oświadczyli, że jeśli nie znam mechanizmów pogaństwa i desakralizacji, to nie znam również Ewangelii, i nie mam na jej temat nic do powiedzenia.

 

Czy Ksiądz może powiedzieć na czym polega sztuka czytywania Pisma Świętego?

Odpowiedź na to pytanie jest trudna i wymaga dorastania do niej. Odwołam się do rozmowy. Prowadziłem rekolekcje dla kapłanów. Jeden ze starszych uczestników mówi mi: „Od kilku lat czytam Księdza książki i korzystam z nich na co dzień, ale po spotkania z Księdzem i wysłuchaniu rekolekcji muszę wszystkie przeczytać na nowo, bo odkryłem, w jaki sposób Ksiądz przekazuje prawdę objawioną. Poznałem Księdza i to pozwala mi jednoznacznie odczytać to, co Ksiądz napisał”. Przytaczam to, bo warunkiem właściwego odczytania ksiąg Pisma Świętego jest spotkanie z ich autorami. Jak długo nie ma spotkania, tak długo może być wiele interpretacji. Kto zna autora wie dlaczego, i w jakim celu pisze on każde słowo.

 

Czyli jeśli chcemy wchodzić w bogactwo Ewangelii św. Marka, to musimy go znać?

To jest konieczne. Marek to kronikarz, którego interesują głównie wydarzenia z życia Jezusa, i to dopiero od Jego chrztu w Jordanie, czyli tylko Jego publiczna działalność. Marek sygnalizuje nauczanie Jezusa o tyle, o ile jest mu to potrzebne jako kronikarzowi. Celem Jego Ewangelii jest odpowiedź na pytanie: Kim jest Jezus z Nazaretu? Każde słowo, jakie pisze, podprowadza do tej odpowiedzi. Marek chce pomóc czytelnikowi w osobistym spotkaniu z Jezusem jako Synem Człowieczym i Synem Boga. Taki jest główny cel jego Ewangelii.

 

A Mateusz?

On pisze Ewangelię dla Żydów i ukazuje Jezusa jako Drugiego Mojżesza. Mocno akcentuje rolę Prawa w życiu Żydów oraz mesjańskie zapowiedzi dotyczące Jezusa, a także rozbudowuje nauczanie Mistrza z Nazaretu. Mateusz był celnikiem, od którego prawowierni Żydzi stronili i którego zaliczali do grzeszników. Wejście w bogactwo jego Ewangelii wymaga dobrej znajomości środowiska żydowskiego i kłopotów, jakie to środowisko ma z aktem wiary w Jezusa jako obiecanego Mesjasza. Odczytują Mesjasza jako zwycięzcę, i skoro Jezus poniósł klęskę, nie chcą w Niego uwierzyć. U Żydów klęska jest słabością, a ani Bóg, ani Jego słudzy nie mogą być słabi. Jak są słabi to są niewiarygodni i trzeba ich odrzucać. Bogactwo nauki Jezusa przekazanej przez Mateusza językiem zrozumiałym dla Żydów jest wielkie, ale niewielu dostrzega w Nim Prawodawcę większego od Mojżesza… Trzeba dobrze znać Mateusza, aby właściwie odczytać jego Ewangelię. On też ukazuje, jak Jezus odczytuje Stary Testament, a czyni to najczęściej w ostrej polemice z Uczonymi w Piśmie. Tylko z Jezusem można właściwie odczytać Księgi Prawa, Proroków oraz księgi mądrości Starego Testamentu.

 

Łukasz?

To lekarz pochodzący z Aleksandrii, czyli Żyd należący do diaspory. Był historykiem i szukał źródeł dla przekazania historii Jezusa. Interesowało go już Jego poczęcie i narodzenie, oraz Jego odniesienie do pogan, Łukasz dostrzegł w Jezusie – którego osobiście nigdy nie spotkał – Pana, który rządzi światem od początku jego istnienia, otwierając perspektywę zmartwychwstania i nowego życia. Interesował się życiem pierwszych pokoleń uczniów Jezusa, co przedstawił w Dziejach Apostolskich. Spotkanie z Łukaszem odsłania tak historię stworzenia, jak i zbawienia, i to całej ludzkości. Mateusza interesuje genealogia Jezusa od Abrahama, Łukasza, od Adama. Kim jest Jezus jako Pan wszechświata? – to pytanie, na które w swoich Pismach Łukasz odpowiada.

 

Skoro wchodzenie w bogactwo Objawienia możliwe jest po dobrym poznaniu autorów poszczególnych Ksiąg tak Nowego, jak i Starego Testamentu, to dlaczego mało kto mówi o tym, jako o ważnym warunku odczytania Pisma Świętego?

Ten, kto uznaje Pismo Święte, najczęściej mówi, że Jego autorem jest Duch Święty, a człowiek, który pisał teksty się nie liczy. Jest to jednak poważny błąd, bo Duch Święty udzielił światła człowiekowi, aby ten swoim językiem przekazał Prawdę Objawioną. Autor mający pióro w ręku był natchniony i dlatego jego pismo też jest natchnione. Liczy się tak Duch Święty, jak i człowiek, którym Duch posłużył się, dla zredagowania tekstu natchnionego. Pominięcie autora ludzkiego jest równoznaczne z wyrwaniem Słowa Bożego z kontekstu. Wchodzi się wtedy na niebezpieczną drogę idealizowania i prywatnego interpretowania Pisma Świętego. Ten, kto twierdzi, że Pismo mówi tylko do niego, ostro akcentuje indywidualizm. Tymczasem Duch Święty przez słowo natchnione mówi do nas zawsze w konkretnej sytuacji, „tu i teraz”. Idealizowanie jest wypaczeniem. Ewangelia jest zawsze aktualna i pomaga w spotkaniu z Jezusem tu i teraz..

 

Księże, dziękuję za uchylenie drzwi bogactwa Pisma Świętego. Liczymy na to, że odsłoni Ksiądz jeszcze przynajmniej dwóch autorów Nowego Testamentu, św. Jana Ewangelistę oraz św. Pawła. Może jeszcze poprosimy też o dokładniejsze naświetlenie aktualizacji Słowa Bożego, czyli odczytania go jako odpowiedzi na pytania, z którymi się zmagamy, abyśmy żyli Ewangelią w naszej codzienności, a nie traktowali jej jako idealizowanego świata.

 

z ks. prof. Edwardem Stańkiem

rozmawiał ks. Piotr Prusakiewicz CSMA

 

Artykuł ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2018. Zapraszamy do lektury!