Duszpasterz często staje przed wyzwaniem, które dotyczy jego publicznego nauczania. Oczekiwaniem wielu słuchaczy jest to, aby podawać prawdę w formie złagodzonej, wymuskanej, miękkiej i jałowej. Takie głoszenie nazywam Ewangelią w formie soft. Tylko taka Ewangelia miałaby być przyswajalna dla współczesnego odbiorcy i oddawać pełnię ducha Chrystusowego. Problem polega na tym, że głoszenie Ewangelii, która nie jest spójna z wewnętrznymi przekonaniami jest parodią.

Dobrze wiemy, że przekonują nas nie tylko piękne słowa, ale przede wszystkim czyny, które idą za słowami. Sam Jezus mówił o fałszywych prorokach, którzy wykorzystują Słowo Boże jedynie do swoich prywatnych celów. Zmieniają Ewangelię pod kątem własnych poglądów i przekonań. Są „wilkami w owczej skórze” (wełna jest przecież „soft”), którzy czerpią prywatne korzyści z głoszenia przeinaczonej Dobrej Nowiny. Liczą na poklask, uznanie, święty spokój, niesztampowe traktowanie i dowartościowywanie własnego ego.

Oczywiście nie o wszystkich swoich prywatnych przekonaniach muszę dzielić się na ambonie. Nie muszę uprawiać kaznodziejskiego ekshibicjonizmu. Są sprawy, co do których, moje prywatne przekonania nie mają żadnego znaczenia. O nich zwyczajnie milczę, co nie oznacza, że także je staram się poddać pod osąd Ewangelii i czynić z nich pewną spójną całość. W przeciwnym razie grozi mi letniość, która brzydzi Boga i jest jaskrawym przykładem niezrozumienia mocy Jego nauczania.

Ktoś może jednak powiedzieć: „Nie interesują mnie księdza prywatne poglądy”. To niedobrze! Jeżeli bowiem moje prywatne poglądy nie są zgodne z nauczaniem Kościoła i Ewangelią to należałoby mnie upomnieć, pouczyć, a jeżeli to nie pomoże to także zaprzestać słuchania tego, co głoszę. Nie da się bowiem oddzielić tego, co jest we wnętrzu człowieka, od tego, co przynosi Dobra Nowina. Konfrontacja między tymi rzeczywistościami jest nieunikniona. Tylko w taki sposób dokonuje się odnowienie wszystkiego w Chrystusie. W przeciwnym razie ostatecznie głosić będziemy swoją Ewangelię, z którą kompletnie nie będziemy się zgadzać lub, co gorsza, uwierzymy we własne banialuki.

Ks. Mateusz Szerszeń CSMA