Pewnemu włoskiemu ojcu co piątek otwierają się rany w takim samym miejscu jak Jezusowi, wokół których unosi się zapach róż. Zmarła 300 lat temu święta otwiera oczy na nagraniu. Ktoś na „specjalnej” Mszy o uzdrowienie wstał z wózka, a chorującemu na białaczkę Bóg zmienił grupę krwi. Przepowiednie, proroctwa, znaki i cuda. I jeździmy od rekolekcji do rekolekcji prześcigając się w poszukiwaniu wrażeń przy spotkaniu z charyzmatycznymi prowadzącymi, przeszukujemy internet, klikając w najbardziej sensacyjne, religijne nagłówki. A Bóg jest Tym, który Jest. Po prostu. Tu i teraz, w tym stanie, w którym się znajdujemy.

Nadzwyczajne wydarzenia  mają wzmacniać naszą wiarę, przyczyniać się do duchowego wzrostu, objawiać Chwałę Boga. Sprawiać, byśmy mieli pewność, że tak popularne zdanie „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych” nie jest błahym stwierdzeniem, tylko absolutną prawdą o Bogu Wszechmogącym. Jednak najczęściej w naszym życiu nie dzieje się nic spektakularnego, problemy się piętrzą zamiast rozwiązywać, a Bóg zdaje się milczeć.

Czekając na cud

Chcielibyśmy Boga przebłagać, by ze swojego tronu zareagował na niesprawiedliwość, którą – w naszym odczuciu, właśnie przeżywamy. Jeździmy więc od o. Bashobory, przez różne charyzmatyczne Msze o uzdrowienie, zahaczymy o Marcina Zielińskiego, wypijamy wodę z Lourdes, kupujemy kamień z Groty Objawień z Gargano , odmawiamy Pompejanki i litanie do kolejnych świętych i… nic się nie dzieje.  Dopada nas frustracja. Cud nie nadchodzi, więc ocieramy się o grzech przeciw Duchowi Świętemu – obarczając Boga winą. Nie oznacza to, że  charyzmatyczne Msze o uzdrowienie, posługa charyzmatyków, Nowenna Pompejańska czy różne przedmioty kultu, są złe. Zła jest nasza postawa i nasze postrzeganie Boga, niczym złotej rybki spełniającej życzenia, srogiego króla, którego trzeba przebłagać, by uzyskać jego litość. Tymczasem potrzeba relacji. Bóg chce się z nami spotkać, rozmawiać, wysłuchać nas. Tak jak Przyjaciel. Tak jak dobry Ojciec. Nie zsyła krzyża, a różne kryzysowe sytuacje dopuszcza, byśmy wreszcie się zatrzymali. Byśmy wreszcie oddali się Mu całkowicie, bez zostawiania sobie „bezpiecznej” odległości. Byśmy rzucili się w Jego ramiona.

Kiedy mój mąż miał poważny wypadek samochodowy w miejscu oddalonym o 300 km ode mnie, przez całą drogę do szpitala, w którym się znalazł, towarzyszyła mi modlitwa św. Ignacego z Loyoli.

„Zabierz, Panie, i przyjmij całą wolność moją, pamięć moją i rozum, i wolę moją całą,
cokolwiek mam i posiadam.
Ty mi to wszystko dałeś – Tobie to, Panie, oddaję.
Twoje jest wszystko.
Rozporządzaj tym w pełni
wedle swojej woli.
Daj mi jedynie miłość
Twoją i łaskę,
albowiem to mi wystarcza. Amen”

Modlitwa cicha i trudna, która nie ma nic wspólnego z nadzwyczajnymi zjawiskami rozpalającymi internet. Chodzi o Obecność, która uspokaja. „Miłość i łaska”, która wypełnia pustkę. Chodzi o świadomość, że „choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty Panie jesteś ze mną”. Jak mawiał św. Augustyn, „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”, bo tylko Jego Miłość może nas nasycić. Mąż, dzieci, dobra materialne, wszystko co mamy, są prezentem, danym nam przez Boga, ale to do Niego wszystko należy.  Bóg nie jest sadystą, który się nami bawi „odbierając” nam to, co kochamy. Nawet, gdyby mój mąż wówczas umarł, nie Bóg byłby winny tej sytuacji, tylko kierowca, który spowodował czołowe zderzenie. Bóg dopuszcza cierpienie, ceniąc naszą wolną wolę, byśmy mogli głęboko odkryć, że z nami naprawdę jest i ukochał nas do końca, że stał się człowiekiem, by za nas umrzeć. Nie przebrał się za człowieka, by zobaczyć jak to jest żyć 33 lata,  ale stał się człowiekiem! Wszechmocny Bóg  „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności,, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.

Czy naprawdę chcesz zobaczyć cud w swoim życiu?

By zdarzył się cud, musi być cierpienie. „Gdybyśmy zrozumieli naturę cudów, wcale byśmy się do tego nie palili (…) Cuda towarzyszą zwykle aktom męczeńskim na tych samych etapach historii – etapach, które słusznie wolimy omijać.” – pisał C.S. Lewis w książce pt: „Cuda”. Autor „Opowieści z Narnii” przeżył m.in. chorobę nowotworową swojej żony i jej śmierć.  

Oczywiście, że mamy modlić się o cud. Bóg chce, byśmy byli szczęśliwi.  Chodzi o to, by  prośby nie zmieniły się w cel sam w sobie, ale by celem była… miłość. Na każdej Mszy świętej modlimy się o uzdrowienie. „Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja.” – mówimy przed Komunią Świętą.  Gdybyśmy sobie to uzmysłowili,  pewnie częściej zjawialibyśmy się w kościele i dbali o to, by być w stanie łaski uświęcającej. Wszechmocny Bóg, prócz tego, że stał się człowiekiem, daje nam siebie w Eucharystii. Ostatnio częściej przyjmujemy Komunię świętą na rękę, wzruszające, jakim zaufaniem nas obdarza.

Jednak kiedy miałam Hostię w ręku, odczułam taką moc miłości, że przez dzień cały nie mogłam nic ani jeść, ani wrócić do przytomności. – Z Hostii usłyszałam te słowa: Pragnąłem spocząć na rękach twoich, nie tylko w sercu twoim. I nagle w tym momencie ujrzałam małego Jezusa. Ale kiedy zbliżył się kapłan – widziałam z powrotem Hostię” – pisała św. Faustyna w swoim Dzienniczku

Co jest większym cudem, udana operacja przeprowadzona przez lekarzy czy uzdrowienie przez Boga? Bóg posługuje się także ludźmi. I my mamy być Jego narzędziami. „Co robić?” – spytała Boga Alicja Lenczewska, polska współczesna mistyczka. „Nic, tylko kochać. Stań się zupełnie bezwolna w Moim ręku i pałająca miłością. Wtedy Ja będę wypełniał ciebie Moją miłością i nią będziesz kochać wszystkich i także siebie. I nic nie potrafi jej zachwiać, żaden człowiek, żadne wydarzenie, żadna niesprawiedliwość czy krzywda wyrządzona tobie. Wszystko będzie niczym wobec miłości, jaka będzie w tobie płonąć.” – usłyszała.

Eucharystia – to jest największy cud. Odkrycie Bożej obecności, Bożej Miłości względem nas. Taka „zwykła” Msza z kiepskim organistą i być może nudnym księdzem? Właśnie tak! To podczas Eucharystii dzieje się największy Cud. Cud, który nie rozpali internetu, nie znajdzie się na pierwszych stronach gazet, nie będzie miał milionów wyświetleń na youtube,  za to zapali nasze serca i uczyni nas zdolnymi do kochania i stawiania czoła przeciwnościom z pogodą ducha i pokojem serca. Bo zamieszka w nas sam Bóg.

Karolina Zaremba