Peregrynacja miała być kameralna, miała być tylko dla michalickich parafii. Powtarzaliśmy tę kwestię w naszym piśmie niejednokrotnie. Ale skoro i gdzie indziej zrodziła się potrzeba serca, nie można było odmówić. Tyle że nikt chyba z michalitów nie spodziewał się, że na 3 lata po rozpoczęciu peregrynacji, znak przynależności do rodziny michalickiej nosić będzie na szyi… ćwierć miliona wiernych.

 

 Ćwierć miliona szkaplerzy, ćwierć miliona wiernych… To ilu szkaplerzan mijam w godzinach szczytu idąc przez warszawskie centrum? Robi wrażenie na Księdzu ta liczba?

Ogromne. Tym bardziej, że wydarzyło się to niemalże w jednym momencie. To nie był stopniowy, wieloletni wzrost. To chyba najbardziej mierzalny owoc Peregrynacji św. Michała Archanioła w znaku figury. Ludzie przypomnieli sobie o obecności św. Michała; odkryli w sobie tęsknotę za Nim i wybrali szkaplerz jako znak, który będzie im o tej obecności przypominał w życiu codziennym, gdy często przychodzi zmagać się z działaniem zła.

 

To co takiego strasznego dzieje się w świecie, że ludzie tak masowo zwrócili się ku św. Michałowi?

Działanie zła jest widoczne i odczuwalne w zasadzie w każdej dziedzinie naszego życia. Nastąpiła w tych czasach szczególna eskalacja jego zewnętrznego działania; zły duch jest coraz bardziej natarczywy, narzuca się nam na każdym kroku i o naszych ludzkich siłach nie jesteśmy w stanie się mu przeciwstawić. Sami szkaplerzanie mówią często o swojej decyzji, że to jest właśnie „dobry czas”, „dobra pora” na przyjęcie szkaplerza.

 

Jak jednak „zagospodarować” ten potężny ludzki i duchowy potencjał? Nie bał się Ksiądz o to, jak poradzi sobie z duszpasterską opieką nad tak ogromnym ludzkim żywiołem?

Rzeczywiście świadomość ilości szkaplerzan może budzić zakłopotanie. Zwłaszcza, gdy przyłoży się ją do stanu osobowego naszego zgromadzenia. Z drugiej jednak strony, bardzo wiele osób, które przyjęły szkaplerz, przeżywa swoją relację ze św. Michałem w sposób osobisty – im najbardziej potrzebna była ta codzienna, osobista modlitwa do Księcia Wojsk Niebieskich. Oczywiście, są też tacy, którzy mają inne, wspólnotowe pragnienie i moja posługa jako moderatora Bractwa Szkaplerznego wychodzi naprzeciw tym właśnie oczekiwaniom.

 

Na czym polega przynależność do Bractwa?

Fundamentem, na którym oparte jest Bractwo, jest wolność jego członków. Nie ma tu sztywnej, oficjalnej hierarchii. Nie ukrywam, że jest w ludziach pewien lęk przed wchodzeniem w struktury sformalizowane; mierząc się z nawałem obowiązków dnia codziennego nie chcą oni nakładać na siebie kolejnych zobowiązań. Modlitwa do św. Michała Archanioła musi opierać się na szczerym, wolnym pragnieniu. Wszystkie spotkania Bractwa, które odbywają się w coraz większej liczbie parafii w całej Polsce, biorą się z wolnej, oddolnej inicjatywy parafian. Ja na nią tylko odpowiadam. Oczywiście potrzebna jest również akceptacja miejscowego duszpasterza. We wspólnotach parafialnych obowiązuje podobna zasada jak w zgromadzeniach – działanie w posłuszeństwie i zgodnie z wolą Bożą.

Warto podkreślić, że są wspólnoty parafialne, które również praktykują modlitwę św. Michała, ale nie prowadzą ich michalici. Z uwagi na nasz skromny stan osobowy, zgromadzenie nie byłoby nawet w stanie otoczyć swoją duszpasterską opieką wszystkich takich wspólnot.

 

Jak wygląda spotkanie Bractwa?

Jest ono oparte przede wszystkim na wspólnej modlitwie. Modlitwa Godzinkami do św. Michała Archanioła, Koronką Uwielbienia Boga, Eucharystia z formularza o św. Michale Archaniele, w niektórych wspólnotach również okazjonalne spotkania formacyjne z konferencją. Ważnym elementem są intencje i świadectwa wiernych, które pozwalają otworzyć swe serca kolejnym przybyłym.

 

Dużo takich świadectw owoców wstawiennictwa św. Michała Archanioła spływa do księdza?

Coraz więcej. To zaczęło się jeszcze w trakcie peregrynacji, ludzie po prostu podchodzili do księży, by opowiedzieć im o swoich przeżyciach. Nie było chyba miejsca wśród tych spotkań wspólnotowych Bractwa, by ktoś po wszystkim nie podszedł do mnie, by, czasem prosto, w kilku słowach, powiedzieć, że św. Michał odmienił jego życie, niekiedy nawet wbrew wszelkim ludzkim nadziejom. Niektóre z tych relacji są bardzo subiektywne, wewnętrzne, w innych to nadprzyrodzone działanie widoczne jest wręcz gołym okiem. Proszę zawsze tych ludzi o spisywanie swoich świadectw, jedno z nich publikujecie nawet w tym numerze.

 

Był ksiądz osobiście świadkiem wylania takich nadprzyrodzonych łask?

Tak. Nie tak dawno nawet, prowadząc spotkanie właśnie w jednej ze wspólnot, w Krasiczynie, dostałem wiadomość z prośbą o modlitwę w intencji osoby, która trafiła do szpitala w stanie, po ludzku, beznadziejnym. Modliliśmy się w tej intencji przez wstawiennictwo św. Michała i po spotkaniu okazało się, że osoba ozdrowiała, stan jej zdrowia, w niewytłumaczalny dla lekarzy sposób, poprawił się.

 

Jakie są w takim razie najczęstsze powierzane św. Michałowi intencje?

Dominuje motyw walki ze złem. Zarówno w życiu własnym, jak i wśród najbliższych. Liczne są prośby o uwolnienie z nałogów, grzesznych przyzwyczajeń. Większość dotyczy życia duchowego, ale te związane z życiem codziennym również są coraz częstsze. Poprzez nie dotarło do mnie, że ta ogromna duchowa walka toczy się właśnie w życiu codziennym, w codziennych zmaganiach. To niemożność poradzenia sobie ze sprawami każdego dnia rodzi w człowieku niepokój, zdenerwowanie, bezsilność, a z takimi uczuciami w sercu dużo łatwiej uwikłać się w zło. Odpowiedzią na to jest wypełnienie serca wdzięcznością, a ta rodzi się w modlitwie.

Pamiętajmy też, że składane intencje to nie tylko prośby; są też liczne podziękowania za wyproszone łaski, o których przykładach mówiliśmy przed chwilą.

 

Co kieruje osobami przyjmującymi szkaplerze św. Michała Archanioła?

Najczęściej ten bodziec rodzi się po prostu w sercu i jest odpowiedzią na zaproszenie, na wyciągniętą przez św. Michała, w trakcie peregrynacji, rękę. Zdarzają się też osoby, które postać tego Archanioła poznały już np. w dzieciństwie, a przyjęcie szkaplerza jest kolejnym krokiem w ich wzajemnej relacji. To tak jak z przyjacielem – najpierw się poznajemy, potem, gdy już się znamy, zapraszamy tego przyjaciela do domu. Tego rodzaju świadectwo dał na przykład bp Adam Bałabuch, który uznaje św. Michała za swojego szczególnego patrona.

Często decyzja o przyjęciu szkaplerza jest odpowiedzią na pragnienie, które powoli rodziło się, dojrzewało w sercu, nawet podświadomie. Przyszła do mnie niedawno po jednej ze Mszy kobieta, która powiedziała, że dzięki szkaplerzowi „zalegalizowała” swój związek – zacząłem już jej gratulować, gdy dokończyła, że chodzi o związek… ze św. Michałem Archaniołem, którego poznała 2 lata wcześniej, nieco przypadkiem, i to w niezbyt religijnej Holandii.

Słyszałem też już od niejednej osoby, że często, po jakimś czasie, okazuje się, że ten szkaplerz na szyi to wcale nie przypadek czy nieprzemyślany impuls, jak niektórym się wydawało na początku. Wiele osób dopiero po przyjęciu go orientuje się, że był to najwłaściwszy moment na taki krok, że jest to odpowiedź na konkretny moment ich życia i sytuację w jakiej się znajdują. Jest to przypadek zwłaszcza ludzi młodych, którzy, na takim etapie życia, na jakim się znajdują, często zwyczajnie, tak po ludzku, nie radzą sobie z grzechem i pokusami, a szukając w tym względzie pomocy, trafiają na św. Michała. Miałem przykład takiego młodego chłopaka, studenta, który był bardzo daleko od Kościoła, a będąc u babci zaczął w pewnym momencie, z nudów, kartkować znalezione tam czasopismo „Któż jak Bóg”. Zobaczywszy wizerunek Księcia Wojsk Niebieskich – z podniesionym zwycięsko mieczem, depczącego głowę Szatana – zaczął szukać informacji na jego temat. Skończyło się na spowiedzi z całego życia i powrocie do Boga.

 

A czy często się zdarza, że szkaplerz, jako znak, traktowany jest w sposób „magiczny”, jako talizman, amulet? Sam na Targach Wydawców Katolickich spotkałem przy naszym stoisku Panią, która miała już siedem różnych szkaplerzy, a „nasz” chciała kupić jako ósmy…

Zdarza się, że, gdy pytam osobę chętną do przyjęcia o motywy jej decyzji, spotykam się z ciszą. Ale często jest też tak, że za każdym posiadanym przez osobę religijnym znakiem stoi konkretne świadectwo, konkretne wstawiennictwo, konkretne nabożeństwo i konkretna wyproszona łaska. Zawsze warto jest pytać człowieka o motywację. Owszem, zdarzają się tacy, którzy liczą, że sam akt przyjęcia szkaplerza odmieni ich życie. Ale to nie działa w ten sposób. Czasem ta zmiana następuje w drugą stronę, co pokazuje choćby publikowane w tym numerze świadectwo. Tam, gdzie pojawia się św. Michał, zło natychmiast się ujawnia. Zły duch w spotkaniu z Nim demaskuje się w jednej chwili. Traktuję to jako Boży dopust. Niektórzy, przed przyjęciem szkaplerza, mieli życie tak po ludzku szczęśliwe, ale do Nieba niekoniecznie prowadzące.

 

Jak interpretować tę szatańską manifestację – to wyraz wściekłości, bezsilności?

Jednego i drugiego. Walka, która u zarania dziejów miała miejsce w Niebie, rozgrywa się również codziennie w naszych sercach i ma swoje konkretne konsekwencje.

 

A jak w takim razie „zdrowo” traktować posiadany szkaplerz?

Posłużę się tu banalnym, ale znamiennym, wydaje mi się, przykładem. Kiedyś, gdy w półmroku przestraszył mnie mój kolega, odruchowo złapałem się za serce. Pod ręką wyczułem szkaplerz św. Michała i momentalnie przypomniałem sobie, że przecież jestem pod dobrą opieką. Dlatego, gdy w chwilach przerażenia odruchowo łapiemy się za serce, lepiej nie natrafić tam na pustkę.

Podkreślmy jednak przede wszystkim, że zaproszenie św. Michała Archanioła do naszego życia nie jest aktem jednorazowym, a codziennym. Samemu św. Michałowi wystarczyłby pewnie nasz wewnętrzny akt powierzenia się mu, ale ludzka pamięć jest ulotna. Szkaplerz jest przede wszystkim dla nas, nie dla św. Michała. On i tak jest naszym patronem jako patron Kościoła.

 

z ks. Robertem Ryndakiem CSMA

Moderatorem Bractwa Szkaplerza

św. Michała Archanioła

rozmawiał

Karol Wojteczek

 

Obszerny informator nt. Szkaplerza św. Michała Archanioła znaleźć można na stronie www.michalici.pl.

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2017. Zapraszamy do lektury!