W jednym z politycznych kabaretów sprzed lat śpiewano, że „życie przerosło kabaret”. Spotykając się z ludźmi, którzy decydują się na szczere zwierzenia, słyszymy z przerażeniem o faktach, których niekiedy nie umielibyśmy sobie wyobrazić. Co powiedzieć człowiekowi, którego ludzie strasznie poranili; jak sobie dać radę…

 

Wszystkie zamieszczone dziś relacje są prawdziwe, a opisuję je na wyraźną prośbę osób, które przeżyły te chwile (z własnej inicjatywy zmieniłem ich imiona). Dzięki tym historiom możemy utwierdzać się w pewności, że Pan Jezus jest blisko każdego z nas w największych nawet trudnościach, a Anioł Stróż otacza nas swą opieką. Aby tylko poddać się dobrym natchnieniom; aby tylko nie uwierzyć szatanowi, że już nic nie ma sensu, że życie jest przegrane, że nie warto się starać, bo to i tak nic nie da…. Kto nie uprze się, by trwać w złym, ten dostrzeże światło i odnajdzie siłę, aby się do niego przybliżać.

 

Tatuś

Pierwsze, co Wera pamięta z dzieciństwa, to rozpalona do czerwoności twarz pijanego ojca, który strasznym głosem wykrzykuje niezrozumiałe pretensje i groźby. Tego było wiele, za wiele… Gdy ojca nie było w domu, to nawet zabawa z rodzeństwem się udawała. I mama się uśmiechnęła, i poczęstowała dobrym ciastkiem własnej roboty. Gdy jednak nadchodziła chwila, w której już z oddali słychać było pijacki ryk, to wszyscy zamierali. Dzieci uciekały gdzie się dało, a mama odważnie stawała na środku pokoju, by bronić tego, kto był akurat najbardziej zagrożony. Wydawało się, że nie może być gorzej. Najgorsze przyszło jednak dopiero potem.

Gdy Wera miała sześć czy siedem lat ojciec wziął ją na grzyby. Nawet nie był pijany, wydawało się, że nie będzie tak źle. Ale w lesie Wera zobaczyła czerwoną twarz człowieka rozpalonego namiętnością. Tam po raz pierwszy ją zgwałcił. Wracając kategorycznie zakazał cokolwiek opowiadać z „ich leśnej przygody”. Jednak matczyna intuicja pełna była niepokoju. Nie pytała, nie kazała się zwierzać, ale raczej wszystkiego się domyślała. Wera nie liczyła, ile razy była poniżona przez ojca. Ten koszmar trwał kilkanaście miesięcy, aż starszy brat opowiedział o ich domu w szkole. Wiele osób potem odwiedzało ich dom: panowie w mundurach i bardzo miłe panie. Ojciec znalazł się w więzieniu, dom stał się wreszcie spokojny, ale pełen smutku, może nawet rozgoryczenia, rozżalenia. Wera chyba już nie wierzyła w Boga, bo cóż to za Bóg, który nie umie zadbać o swych wyznawców?

Gdy Wera przeszła do trzeciej klasy gimnazjum, była lubianą przez wszystkich, ale bardzo smutną dziewczyną. Uczyła się świetnie, ale nic ją nie cieszyło. Tego roku do ich klasy przeniesiono Sebastiana, za którym przyszła opinia, że zmienił szkołę, bo pobił jakiegoś kolegę. Trudno było w to uwierzyć, Sebastian był wzorem kultury, dziewczęta zawsze puszczał przodem w drzwiach i szybko wszyscy go polubili.

Po paru miesiącach, na klasowej wycieczce Wera i Sebek powiedzieli sobie dużo o sobie. Okazało się, że Sebek pobił kogoś wtedy, gdy tamten podstawił nogę koledze, który chodził o kulach. Wera nikomu wcześniej nie mówiła o swoich przeżyciach, wtedy zrobiła to po raz pierwszy. Następnego dnia nie wracali do tej rozmowy, ale po kilku tygodniach Sebek zaprosił Werę do domu mówiąc, że mama ma jej coś ważnego do powiedzenia. Po drodze przeprosił ją za to, że o tragicznych wydarzeniach z jej życia opowiedział mamie, ale dodał, że jest to najdyskretniejsza kobieta świata, w dodatku psycholog. Mama Sebka, bardzo ciepła, wzbudzająca zaufanie kobieta o miłym spojrzeniu przeszła od razu do konkretów. Powiedziała, że z takimi wspomnieniami trudno żyć, a żyć przecież trzeba. Zaproponowała Weronice wyjazd na rekolekcje z modlitwą o uzdrowienie wspomnień.

Stało się to podczas wakacji. Tam Duch Święty dokonał cudu, to zresztą jest Jego specjalnością. Wera wróciła odmieniona – radosna, wręcz promieniejąca. Odmieniła cały dom, pomogła mamie uporządkować jej życie duchowe, zainicjowała powrót do sakramentów świętych. O ojcu nie mówi inaczej jak „tatuś”. I mówi, że codziennie gorąco modli się za niego i w jego intencji podejmuje wyrzeczenia. Chyba robi to razem z Sebkiem.

 

 

Ks. Zbigniew Kapłański

 

 

 

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze „Któż jak Bóg” 3-2012. Zapraszamy do lektury!