Na początku obozu zuchowego komendant pokazał obrazowo, jakie jest nasze zadanie. Wyjął z kieszeni białą chustkę, na której była czarno – granatowa plama. Zapytał nas, co widzimy. Wszyscy, prawie przekrzykując się, zawołali: „plamę!”, „brudną chusteczkę!”.

Po chwili on poprawił nas: „Widzicie białą chusteczkę, na której jest plama”. Następnie wyjął z torby jakiś proszek, wsypał do przygotowanej miski pełnej wody i zanurzył w tym roztworze chusteczkę. Po minucie chusteczka była biała.

W historii tej wcale nie chodziło o reklamę jakiegoś odplamiacza, nikt z nas zresztą nie zapytał, co zostało wsypane do wody, bo komendant zaczął objaśniać. Mówił:

„Chodząc po świecie widzimy prawdę o rzeczywistości: o ludziach i wydarzeniach. Ale to, co brudne, rzuca się w oczy, a to, co dobre, czyli normalne, jakoś „się chowa”. Bo brud to nienormalność, wypaczenie, to zaburzenie harmonii. W tym roku, a może uda wam się przez całe życie, macie wypatrywać dobra. Macie, widząc prawdziwą rzeczywistość, kłaść nacisk na to, co normalne, piękne, stworzone przez Pana Boga. A to, co przeszkadza, jakikolwiek brud, macie traktować jako zadanie – szukać w sercu „proszku”, który wsypany do „miski naszej rzeczywistości”, pomoże światu wracać do zamierzonego przez Pana Boga piękna. Waszym zadaniem jest poprawianie świata, ale nie przez wprowadzanie jakichś pseudoodkrywczych koncepcji, tylko przywracanie zamierzonego przez Pana Boga piękna.

Zaczniemy od waszych dusz. Poprosiłem księdza z miejscowej parafii, by poświęcił Wam trochę czasu i wyspowiadał wszystkich chętnych, przyjdzie do nas za pół godziny. Aby zacząć od siebie – spowiedź to przecież przywracanie piękna zamierzonego przez Boga.

Jak ktoś chce się zabrać za naprawianie świata, to sam musi patrzeć na ten świat oczyma czystej duszy”.

Tak się zaczął tamten obóz, przed trzydziestu laty.

Mam nadzieję, że większość z nas, teraz już mężczyzn czterdziestoletnich, pozostała wierna temu zadaniu – mam nadzieję, że większość patrzy na świat krytycznie i jednocześnie twórczo. Bo chodzi o to, by widzieć prawdę, ale nie dać się przytłoczyć temu, co złe, by przy pomocy łaski Bożej zawsze dostrzegać dobro, choćby w danej chwili zakryte jakąś plamą. Chodzi o to, by zasadą życia było zauważanie piękna pod brudem i usuwanie tego, co niepotrzebne, by owo Boże piękno wydobyć.

 

Opowieść swego taty spisał szesnastoletni Patryk

 

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2019. Zapraszamy do lektury!