Po raz kolejny modlę się Nowenną Pompejańską w intencji mego uzależnionego męża. Kilka osób, widząc moją gorliwość, zaczęło się nawet nawracać. W dalszym jednak ciągu intencja, w której się modlę, pozostaje niewysłuchana. Dlaczego?

Czytelniczka

Pani uzależniony mąż dysponował, jak każdy człowiek, wolną wolą i w swej wolnej woli nie stanął po stronie Boga. Później bywa i tak, że przywiązanie do używki jest już w uzależnionym tak wielkie, że nie jest on w stanie zdobyć się na tego rodzaju decyzję. Albo po prostu nie chce jej podjąć. A Bóg szanuje wolność każdego z nas. Jeśli w człowieku nie ma żadnej woli nawrócenia, potrzeba czasem, by Bóg, mówiąc kolokwialnie, „sprowadził go do parteru”. Często, dopiero sprowadzony na dno, człowiek jest w stanie nad sobą zapłakać i otworzyć się na łaskę Bożą. A im bardziej był zatwardziałym grzesznikiem, tym niżej musi upaść, by to uczynić.

Nie oznacza to oczywiście, że nie należy się za taką osobę modlić. Wręcz przeciwnie – modlić trzeba się za nią tym usilniej. Ale pamiętając o tym, że Bóg szanuje wolną wolę każdego człowieka. Także tego, który się na Boga zamyka. Nie można ulegać myśli, że Pan Bóg obraził się na mnie i dlatego mnie nie wysłuchuje. Proszę trwać w modlitwie z ufnością, że znajdzie On sposób, by dotrzeć do Pani męża.