Czytelnicy piszą
„Radość u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca”
[świadectwo opublikowane w roku 2009 – przyp. red.]
Mam 21 lat, pochodzę z Wielkiej Brytanii, z miasta Manchester. Zostałam wychowana w rodzinie katolickiej. Z radością przystępowałam do pierwszych sakramentów świętych. Jednak gdy miałam 12 lat, zaczęłam powoli zapominać większość nauki religii.
-
Produkt w promocjiSekrety serca. Refleksje o życiu i wierzePierwotna cena wynosiła: 45,00 zł.39,90 złAktualna cena wynosi: 39,90 zł. z VAT
Poprzednia najniższa cena: 0,00 zł.
-
Królowa Aniołów. Rozważania różańcowe25,00 zł z VAT
-
Post Świętego Michała Archanioła30,00 zł z VAT
-
Modlitwy Wielkiej Mocy – ks. Mateusz Szerszeń30,00 zł z VAT
W klasie, do której uczęszczałam, byłam uczennicą dobrą i spokojną. Może dlatego właśnie byłam poddawana typowemu w szkole nękaniu przez innych. Czułam się wobec tego bezsilna. Koleżanka ze szkolnej ławki czytała akurat książkę o urokach i czarach. Na stronie, którą właśnie czytała, zobaczyłam zdanie o tym, jak zastosować urok, aby pokonać prześladowców i być popularnym. Zainteresowało mnie to. Pozornie niewinny artykuł spowodował, iż zajęłam się okultyzmem. Kupowałam książki na ten temat. W jednej z księgarni natrafiłam na wielki dział poświęcony New Age i okultyzmowi. Byłam zafascynowana czarami i Tajemnicą Wicca.
Był to czas w moim życiu, kiedy szukałam wsparcia i odpowiedzi na pytania dotyczące życia. Nie byłam dojrzała duchowo, stąd treści z tych książek robiły na mnie wielkie wrażenie. Na innych nastolatkach również. Dziś już wiem, że ta bardzo niebezpieczna literatura przekazuje wiele fałszywych pojęć i uprzedzeń na temat wiary katolickiej. W literaturze tej mówi się, że szatana nie ma, że to katolicy stworzyli ten mit, a szatan jest aniołem światłości. Nauczanie nastolatków, iż szatan to fikcja jest bardzo niebezpieczne. Czytając taką literaturę, zbliżyłam się do satanizmu. Dobrze, że uroki, rytuały, które poznałam z tych książek i rzucałam na innych, nie zadziałały. Może dlatego właśnie zaczęłam się nużyć tymi rzeczami i w końcu przestałam praktykować magię. I wówczas zabrakło w mym życiu celu. Moja wiara była słaba, poraniona przez fałszywą naukę z książek New Age.
Jednak nie zwróciłam się wówczas ku Chrystusowi natychmiast, tak, jak powinnam była to zrobić. Popadłam w agnostycyzm. Żyłam jak inni młodzi ludzie dzisiaj, w myśl zasady: jeśli czujesz się w porządku i nikogo nie ranisz, idź do przodu i żyj. Było to życie w czystym relatywizmie, dryfowanie bez celu, ale z powracającym w myślach pytaniem: dlaczego jesteśmy tutaj, kim jest Bóg, czy On naprawdę istnieje?
Stopniowo stawałam się ateistką. Przez te ostatnie kilka miesięcy przed moim nawróceniem byłam pogrążona w całkowitej ciemności. Boże Narodzenie przeżyłam w ogromnej depresji, największej, jakiejkolwiek doświadczyłam. W nocy leżałam na łóżku nie mogąc spać, a moje serce wołało do Boga, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy, i pytało: Jezu, czy Ty jesteś prawdziwy, rzeczywisty? Czy naprawdę jesteś? Czy ja po prostu umrę i to będzie mój koniec, koniec mojego życia?
Już nie wierzyłam, że prawdziwa miłość istnieje, w ludziach widziałam tylko zło. Czułam się zgorzkniała i pozbawiona emocji. Jedynym uczuciem, które znajdowałam w sobie, była złość. Nikomu nie ufałam, chciałam umrzeć. Zastanawiałam się nad samobójstwem. Byłam w destrukcyjnym nastroju. Traciłam na wadze, cierpiałam fizycznie. Czułam się coraz bardziej bezsilna. Czułam, że jestem bardzo daleko od Boga. Dziś wiem, że Bóg był obok mnie w każdej chwili tego mojego doświadczenia.
-
Mały drewniany różaniec z kamieniem z Groty Objawień na Gargano (pomarańczowy)28,00 zł z VAT
-
Mały drewniany różaniec z kamieniem z Groty Objawień na Gargano (zielony)28,00 zł z VAT
-
Drewniany różaniec z kamieniem z Groty Objawień na Gargano (jasnobrązowy)30,00 zł z VAT
-
Drewniany różaniec z kamieniem z Groty Objawień na Gargano (pomarańczowy)30,00 zł z VAT
Wśród tej wielkiej ciemności zaczęło się dziać coś cudownego. W tym czasie umierał w Watykanie papież Jan Paweł II. Nie rozumiałam, dlaczego tak wielu ludzi, zwłaszcza młodych, było zmartwionych faktem, że papież może umrzeć. Osobiście, ze względu na moją niewiarę, miałam do niego stosunek bardzo obojętny. Nie interesowałam się nim, niewiele o nim wiedziałam. Uważałam go za lidera Kościoła, w dodatku tradycjonalistę, konserwatystę. Myślałam, że zmarnował swoje życie. Nie mogłam pojąć, dlaczego w tamtym czasie tylu młodych ludzi żyło wiarą, modliło się i wyrażało tak wielką miłość dla Jana Pawła II. Ja sama odnosiłam się do każdego, zwłaszcza do młodych, którzy rozpaczali z powodu jego choroby, cynicznie. Wyśmiewałam każdego, kto modlił się za niego lub okazywał mu miłość.
Jednak gdy usłyszałam w brytyjskiej telewizji, że papież umarł, coś mnie sparaliżowało. Do dziś nie rozumiem, dlaczego. Niespodziewanie odczułam, że coś naprawdę ważnego dla mnie się zdarzyło. Czułam, że moje serce zostało dotknięte. Zadawałam sobie pytanie, dlaczego czuję się tak zszokowana z powodu śmierci tego starszego człowieka, który przecież zbliżał się do śmierci przez ostatnie dni? Im więcej oglądałam w telewizji wiadomości o tym Janie Pawle II, tym bardziej zaczynałam interesować się tym charyzmatycznym człowiekiem.

Miał wszystkie cechy osobowości, których nie mogłam znaleźć w ludziach dookoła. Był łagodny, silny, współczujący, uprzejmy i pełen miłości. Miał w oczach światło, radość, wszystko to, czego szukałam, ale myślałem, że posiadanie tego jest niemożliwe. W tamtym czasie nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale w nim naprawdę zobaczyłam odbicie Chrystusa. To nie jego słowa o Jezusie przemieniły mnie, ale ta bijąca od niego miłość. On sprawił, że mnie dotknęła. Był narzędziem Bożej miłości. Coś się we mnie zmieniło. Nadzieja wkroczyła do mojego serca.
W telewizji z napięciem oglądałam pogrzeb papieża. Z trudem powstrzymywałam łzy. Słuchałam każdego słowa z homilii ks. Kardynała Józefa Ratzingera. Zaczął słowami: „Pójdźcie za mną”, jakby zwracał się do mnie osobiście. Najbardziej zapamiętałam to zdanie z homilii kardynała: „Możemy być pewni, że nasz ukochany Papież stoi w oknie Domu Ojca, widzi nas i nam błogosławi.”
Moje serce zadrżało, jakby sam Bóg przeszył je strzałą. Byłam w Jego posiadaniu. Chwyciłam różaniec i szlochając całowałam wizerunek Jezusa. Zrozumiałam wtedy, że zawsze tak naprawdę tęskniłam za Nim, szukałam Go, kochałam. Oto ja, siedemnastolatka, która wzrastała jako cyniczna ateistka, całowałam krzyż z miłością, szlochałam z powodu śmierci papieża, któremu nigdy dotąd nie poświęcałam uwagi. Można to wytłumaczyć tylko w świetle Bożego Miłosierdzia.
Poszłam do spowiedzi po kilku latach przerwy. Cały czas płakałam, że byłam tak głupia odrzucając Chrystusa. Ksiądz spowiednik powiedział, że otrzymałam wielką łaskę. Wielki ciężar spadł z moich ramion. Stałam oszołomiona w kościele, patrzyłam na tabernakulum, a głos w sercu mówił: „wróciłaś do domu, Lisa”… Następnego dnia udałam się na Mszę świętą, pierwszy raz po wielu latach. Czytana Ewangelia mówiła o Dobrym Pasterzu, szukającym zaginionej owcy. Czułam radość, zniknęła ciemność, czułam się otoczona światłem.
-
Któż jak Bóg – 2/202512,00 zł z VAT
-
Któż jak Bóg – 1/202512,00 zł z VAT
-
Któż jak Bóg – 6/20249,00 zł z VAT
-
Któż jak Bóg – 5/20249,00 zł z VAT
Przez następne miesiące byłam jak dziecko, uczące się chodzić, doznawałam wiele pocieszenia, Jezus stawał się dla mnie bardzo rzeczywisty. Chciałam dzielić się z innymi swymi przeżyciami. Poczułam się bardzo blisko Ojca Świętego Jana Pawła. To przez Niego zadziałał Bóg i otworzyłam się na działanie łaski. Patrzę na Niego, jak na mego ojca duchownego. Wiem teraz, że moim obowiązkiem jest mówić o Miłosierdziu Bożym, o tym, jak bardzo Bóg płonie miłością do nas. Przypominam sobie, że papież zmarł w wigilię Święta Miłosierdzia Bożego.
W mym sercu nieustannie brzmi przesłanie do świata, które papież Jan Paweł II wypowiedział z okna na ostatniej przed swoją śmiercią audiencji: „dla ludzkości, która czasem wydaje się być zagubiona i zdominowana przez siły zła, egoizmu, strachu, Pan ofiarował jako dar swoją przebaczającą Miłość, która wprowadza pojednanie i daje ducha mądrości. To miłość przemienia serca i przynosi pokój. Konieczna jest ta świadomość świat musi przyjąć Miłosierdzie Boże. O Panie, który przez Swą Śmierć i Zmartwychwstanie objawiasz Miłość Ojca, wierzymy w Ciebie, i z ufnością powtarzamy dzisiaj: Jezu, ufam Tobie, miej Miłosierdzie dla nas i całego świata”.
Lisa Burns z Manchester w Wielkiej Brytanii
Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku „Któż jak Bóg” (2/2009)